Mecz Barcelony z PSG przejdzie do historii Ligi Mistrzów. 90 tysięcy kibiców obecnych wczoraj na Camp Nou będzie opowiadać o nim swoim dzieciom i wnukom. Wśród nich był także Cris Rolandus, holenderski kibic Barçy, który może mówić o sporym pechu.
Cris przyleciał na mecz z Rotterdamu, jednak zdecydował się opuścić stadion w 83. minucie, przy wyniku 3:1 dla Barcelony, aby uniknąć korków. Gospodarze potrzebowali wówczas aż trzech bramek do awansu. Pięć minut później gola zdobył Neymar, przywracając Katalończykom wiarę w remontadę.
– Kiedy byłem już prawie poza stadionem, widziałem, że padła bramka na 4:1. „Dobrze”, powiedziałem sobie, ponieważ myślałem, że zaraz nastąpi koniec meczu – wyjaśnił Rolandus w rozmowie z holenderskim dziennikem AD.
Już poza Camp Nou Cris dowiedział się, że sędzia podyktował rzut karny, który przybliżał Barçę do awansu. – Moi bliscy i przyjaciele pisali mi wiadomości w emocjach, ale musiałem im wyjawić, że opuściłem już swoje miejsce – dodał.
Wtedy Holender postanowił pobiec do najbliższego baru, aby przynajmniej obejrzeć końcówkę w telewizji. Znowu miał pecha, gdyż lokal był pełny i historyczną bramkę Sergiego Roberto obejrzał przez szybę.
– Byłem całkowicie nieobecny. Resztę wieczoru spędziłem z wzrokiem wbitym w przestrzeń. Minęło sporo godzin zanim dotarłem do mieszkania, do którego dojazd zajmuje zwykle minuty – wyznał.
– Taki spektakl nigdy się już nie powtórzy. Ponad miesiąc temu kupiłem bilet za 105 euro i byłem bardzo zawiedziony po meczu w Paryżu. To boli tym bardziej, że Sergi Roberto po bramce podbiegł dokładnie tam, gdzie wcześniej siedziałem ja – powiedział.
Komentarze (102)