AS przeprowadził wywiad z Delcirem Sondą, założycielem firmy DIS, której zdaniem Neymar i FC Barcelona dopuściły się oszustwa przy transferze zawodnika do Katalonii.
Jak pan poznał Neymara?
Podczas współpracy z Santosem. Zakochałem się w nim już pierwszy raz, jak go zobaczyłem. Widziałem w swoim życiu wielu młodych zawodników, ale Neymar był bez wątpienia najlepszy. Będzie drugim najlepszym Brazylijczykiem w historii.
To wtedy założył pan fundusz inwestycyjny, który miał 40% praw do zawodnika?
Nie, DIS istniał już wcześniej. Zawsze, kiedy otwierano supermarket, starano się stworzyć zespół z dziećmi z dzielnicy i pracować dla społeczeństwa. To działało. W pewnym momencie Santos miał jednak problemy z płaceniem Neymarowi tego, czego chciał zawodnik. Nie zagrał ani minuty w pierwszej drużynie, nie był nawet zawodowcem! I znaleźliśmy rozwiązanie.
Jakie?
Zapłaciliśmy Neymarowi ok. dwa miliony euro. To w założeniu miało być tyle, ile by zarobił przez 18 lat kariery przy uwzględnieniu jego ówczesnych zarobków, niezależnie od tego, czy by doznał kontuzji, zakończył karierę, co często się zdarzało, nie dotarł daleko przez złe otoczenie… Postawiliśmy na niego i otrzymaliśmy 40% praw. Od tamtego momentu dbałem o niego jak o syna.
Na przykład?
Pilnowałem, żeby jego rodzinie niczego nie brakowało. Prawie zawsze był u mnie w domu. Na łodzi miałem łóżko specjalnie dla niego i jego rodziny. Zapłaciłem za ich wakacje w Londynie i Jerozolimie, żeby zwiedział świat. Nawet wyznaczyłem dwie osoby, żeby o niego dbały. Jedna z nich, szofer Donato, zabierał go z domu na treningi albo do mojej posiadłości w Porto Alegre.
I teraz mówi, że pana nie zna. To najbardziej pana boli?
To ogromny cios w serce. Jak może tak mówić? Można to wyjaśnić tylko wpływem jego ojca. On zawsze źle na niego wpływał. W jeden dzień stał się bogaty dzięki swojemu synowi. Skąpstwo tego człowieka sprowadzi go na złą drogę. Od początku wykorzystywał Neymara.
Ma pan na to dowody?
Neymar podpisywał wiele umów sponsorskich, ale trafiała do niego tylko połowa zysków, a on nawet o tym nie wiedział. Druga połowa była dla jego ojca. Dowiedział się o tym, kiedy kręcił reklamę Gilette razem ze swoim przyjacielem Ganso. Podczas rozmowy wyszło, że Ganso zarabia więcej. Zapytał mnie, jak to możliwe, i odkryliśmy, że połowę zabiera jego ojciec. Wtedy Neymar oddalił się od niego, ale widzę, że teraz znów są bardzo zjednoczeni.
Rozmawiał pan ponownie z Neymarem albo jego ojcem?
Ostatni raz rozmawiałem z ojcem Neymara, kiedy przyszedł do mnie z Wagnerem Ribeiro, aby kupić naszą część praw do Neymara za pięć milionów. Wtedy zacząłem podejrzewać, że jakiś klub się nim interesuje. Chcieli ominąć początkową umowę.
Jaką umowę?
Tę, na mocy której podzielono prawa do Neymara pomiędzy Santos, DIS i Teisę. Wszyscy uzgodniliśmy, że mówimy sobie o każdej ofercie w ciągu 48 godzin, aby móc ją ocenić. Oni już mieli propozycję i chcieli nas oszukać.
To była Barça?
Nie, to Real pierwszy starał się o Neymara. I Neymar powiedział „tak”. Nawet przeszedł badania medyczne w klinice mojego przyjaciela. Real był gotowy zapłacić 65 milionów klauzuli, a nawet 10 milionów więcej.
To dlaczego Neymar przeszedł do Barcelony?
Mówiąc wprost, dlatego, że Sandro Rosell przekupił jego ojca. To jest właśnie przestępstwo korupcji, o które ich oskarżamy. Najpierw dał mu 10 milionów euro, które przedstawiono jako „pożyczkę”, ale później podczas rozprawy Barça musiała przyznać, że to był „klub piłkarski, a nie bank Santander”. Tak więc nie była to pożyczka.
Neymar był tego świadomy?
Neymar podpisał 17 dokumentów z logiem Barcelony i otrzymał od niej pieniądze, kiedy grał w Santosie. Etycznie nie jest to poprawne. Przed finałem klubowych mistrzostw świata w Japonii już wziął pieniądze od Barcelony.
Jaką rolę odegrał Bartomeu?
Podpisał się na umowach 169 razy. Nie rozumiemy, dlaczego prokuratura go nie oskarża.
Czy jest pan w stanie wybaczyć?
Neymarowi być może, jego ojcu – nigdy.
W Hiszpanii sąd stwierdził jednak, że 40 milionów, jakie otrzymał ojciec Neymara, to pensja, a nie kwota za sam transfer. Czy to nie zamyka sprawy?
W żadnym wypadku. My udowadniamy, że podstawą transakcji powinna być klauzula w wysokości 65 milionów. Te 40 milionów to łapówka, żeby ojciec Neymara sprzedał prawa, które nie należały do niego. Zmodyfikowali rynek na swoje potrzeby za pomocą korupcji. Nie domagamy się tych 40 milionów, które, swoją drogą, pokazują, że Barça od początku działała w złej wierze.
Czy Barça chciała rozmawiać, aby uniknąć procesu?
Sandro Rosell próbował rozmawiać ze mną kilka razy. Raz w Londynie przy okazji meczu Brazylia – Anglia podszedł do mnie prezes Interu Porto Alegre i powiedział mi: „musisz pójść na kawę z Sandro Rosellem. Jest tutaj i chce z tobą porozmawiać”. Wysłał mojego przyjaciela jak kuriera i to moim zdaniem jest niedobre. Nie poszedłem. Później Rosell zdobył mój numer telefonu i zadzwonił do mnie. Mówił chyba o sześciu milionach euro. To było jeszcze przed tym, jak złożyliśmy doniesienie. Myślę, że wtedy już wiedzieli, że zrobili coś złego, i chcieli ograniczyć konsekwencje tego. Później Andre Cury zadzwonił do Roberto Moreno, naszego dyrektora generalnego, i proponował coś podobnego.
Jaką ma pan opinię o Sandro Rosellu?
Od długiego czasu nie pojawia się w Brazylii. Wcześniej zawsze przyjeżdżał. Był oportunistą i ważną postacią w związku i w Nike.
Komentarze (88)