Cykl La Otra Liga współtworzymy we współpracy z portalem ¡Olé! Magazyn, na którym znajdziecie jeszcze więcej tekstów dla fanów La Liga.
Od Yuriego Berchiche nie oczekiwano rzeczy przesadnie wielkich, przez ostatnie dwa lata był często krytykowany przez kibiców za występy w Realu Sociedad. Drogę do pierwszej jedenastki wybudowali mu rywale. On zaś, zgodnie ze swoim stylem gry, po prostu po niej przebiegł i dziś mówi się o nim w kontekście transferu do Realu Madryt czy Manchesteru City.
Przygodę z piłką rozpoczynał w Antiguoko, przez który w młodości przewijały się m.in. takie gwiazdy jak Xabi Alonso, Mikel Arteta czy Aritz Aduriz. W wieku czternastu lat trafił do Zubiety, ale w szkółce Realu Sociedad był tylko rok. Dwanaście miesięcy później przeniósł się do Athleticu. Z macierzystym klubem nie dogadał się w sprawie kontraktu.
Od momentu przenosin do Lwów kariera młodziana toczyła się modelowo. Po roku z „kadetami” trafił do Juvenilu A – ostatniego przystanku przed drużyną rezerw i dorosłą piłką. W międzyczasie był powoływany do hiszpańskich młodzieżówek U-16 i U-17. Na miesiąc przed Świętami Bożego Narodzenia w 2006 roku pojawiła się jednak pierwsza poważna rysa na wizerunku Yuriego. Młodzieżówka Athleticu rozgrywała ligowy mecz w Irún, w trakcie którego doszło do incydentu, mocno odbijającego się na dalszych losach 17-latka. Po jednym z fauli sędzia postanowił wyrzucić go z boiska. „Atmosfera była bardzo napięta. W końcu przepaliły mi się styki i zacząłem grozić arbitrowi. Popełniłem koszmarny błąd” – wspomina. Konsekwencją utraty panowania nad nerwami było czteromiesięczne zawieszenie, które zastosował wobec niego Txema Noriega – ówczesny koordynator akademii Lezama. Wraz z karą skończyły się powołania z Madrytu. Do młodzieżówki już nie wrócił.
Kiedy wiosną 2007 roku Tottenham wykazał zainteresowanie krewkim kandydatem na piłkarza, klub nie stanął mu na drodze. Zapytania o niego złożyły także Real Sociedad, Racing oraz Osasuna. Oferta od klubu ze stolicy Wielkiej Brytanii siłą rzeczy odpowiadała Athleticowi najbardziej. Grywał w akademii, grywał w rezerwach. Został nawet wybrany MVP młodzieżowego turnieju Eurofoot rozgrywanego w Belgii. W Tottenhamie spotkał się tam z naszymi dobrymi znajomymi z Primera División – Kevinem-Princem Boatengiem i przede wszystkim z Garethem Bale’em. Po latach wspominał, że to właśnie Walijczyk… był jego główną przeszkodą i jednym z powodów, przez które nie mógł zaprezentować w Londynie swoich możliwości. Sytuację obszernie wyjaśnił w wywiadzie z dziennikiem DiarioVasco: „W Anglii do rezerw trafiali zawodnicy z pierwszej drużyny, którzy dochodzili do pełnej sprawności po przebytych urazach. Jednym z nich był właśnie Bale. To były czasy Juande Ramosa, Gareth miał jakieś problemy z kostką i musieli zrobić dla niego miejsce. Zagrałem może w dwóch czy trzech meczach, więc zdecydowałem się na wypożyczenie do trzeciej ligi”.
Nastąpiła seria wypożyczeń. Miesiąc spędzony w Cheltenham skończył się kolejną aferą. W spotkaniu przeciwko Scunthorpe Yuri bestialsko zaatakował Henriego Lansburego (nota bene wypożyczonego z Arsenalu). Anglik trafił do szpitala z podejrzeniem złamania nogi, ale skończyło się na strachu. Sędzia nie wyrzucił Hiszpana z boiska, zrobił to jego własny trener, który odesłał go do szatni.
Sezon 2009/10 spędził w Realu Valladolid, do którego ściągnął go dyrektor sportowy Roberto Olabe. Znał go z okresu współpracy w Erreala i postanowił dać mu szansę. Skończyło się na regularnej grze w zespole rezerw, ale w barwach Puceli udało mu się zadebiutować w La Liga. Po sezonie wrócił do Londynu, a Tottenham zwolnił go z kontraktu.
W wieku dwudziestu lat miał niezłe CV, łatkę boiskowego chuligana i niewiadomą przyszłość. Podpisał dwuletnią umowę z Realem Unión. Rozegrał dwa pełne sezony, okrzepł i przy pierwszej sposobności Real Sociedad postanowił sięgnąć po swojego juniora. W 2012 roku podpisał kontrakt i od razu przeniósł się do Eibaru, wtedy jeszcze trzecioligowego. Tam, podobnie jak reszta zespołu, zaliczył eksplozję formy, która w dwa lata zaprowadziła ten malutki klub do hiszpańskiej elity. Yuri zaś znalazł się w trójce nominowanych do nagrody najlepszego obrońcy Segunda División sezonu 2013/14. Ta ostatecznie trafiła w ręce Pablo Insui. Znalazł się także w jedenastce sezonu. Świetne dwa lata, osiągnięcia indywidualne i drużynowe sprawiły, że Real Sociedad postanowił zatrzymać go w kadrze.
Nie było to rozwiązanie zaskakujące. Rezerwowy lewy defensor José Ángel po zakończeniu wypożyczenia wrócił do Romy, a Alberto De la Bella był pewniakiem do gry na tej pozycji. Yuri był idealnym kandydatem na rezerwowego. Szybko okazało się, że jest szansa na coś więcej. La Realowi nie szło, De la Bella zgubił formę, zatrudniony w trakcie sezonu David Moyes w styczniu 2015 roku zaczął w końcu na niego regularnie stawiać. Biła w oczy jego techniczna surowość, bezproduktywność w ataku, ale imponował charakter. Biegał przez 90 minut. W każdym możliwym kierunku, nie zawsze za piłką, nie zawsze za rywalem, ale biegał. Siła fizyczna, wytrzymałość, to do dzisiaj najmocniejsze punkty Yuriego.
Od przybycia Eusebio gra praktycznie wszystko. Odzyskał przy nim pewność siebie, zaczął się błyskawicznie rozwijać i obecnie jest w stanie siać popłoch nawet przy nieco ograniczonych możliwościach. Za czasów Moyesa był niegroźnym futbolowym jaskiniowcem i dopiero Sacristán sprezentował mu maczugę. Zaczął asystować, strzelać gole, z Mikelem Oyarzabalem stworzył dobrze uzupełniający się duet na lewej flance. Nie jest nowoczesnym “lateralem”, który zaczaruje dryblingiem, z gracją wyjdzie spod pressingu, bez problemu poda obiema nogami. Yuri to stara szkoła, oldskulowiec w pełnej krasie. Niegdysiejsze problemy z charakterem obróciły się w silną osobowość. Nadal zdarza mu się – jak sam to określił – „przepalanie styków”. Potrafi złamać linię spalonego, zgubić krycie, czy złapać niepotrzebne napomnienie. Za te błędy był w przeszłości ganiony, dzisiaj są mu zapominane. Zyskał szacunek trybun. Na wielki klub może to być jednak za mało. Na reprezentację? Trudno powiedzieć, na pewno jest w gronie piłkarzy uważnie obserwowanych przez Julena Lopeteguiego. Mógłby spróbować swoich sił w reprezentacji Algierii, skąd pochodzi jego ojciec, ale sam zainteresowany wykluczył tę możliwość.
Choć kontrakt 27-latka wygasa za trzy lata, to w Realu Sociedad zastanawiają się już nad podwyżką dla cichej rewelacji tego sezonu. Nie tylko po to, aby nagrodzić go za nadspodziewanie dobrze wykonywaną robotę. Dla kręgosłupa moralnego ekipy z Anoeta lepiej, żeby Yuri został w drużynie. Zrodził się z ogromnej determinacji i młodzieży, która zaczyna wchodzić do pierwszego zespołu całą gromadką przyda się taki przewodnik.
Autor: DAWID KULIG
Twitter: @d_kulig
***
Komentarze (2)