W kontekście rywalizacji z Realem Madryt o mistrzostwo Hiszpanii Barcelona musi liczyć, że któryś z rywali Los Blancos urwie im punkty w końcówce rozgrywek. Największe nadzieje Barça wiąże z występem Sevilli na Bernabéu.
Barcelona liczyła głównie na trzy zespoły. Pierwszemu z nich niewiele zabrakło do sprawienia poważnych kłopotów Realowi. Valencia w ostatnich latach była dla Los Blancos bardzo niewygodnym rywalem, a teraz bliska była urwania punktów drużynie z Madrytu po tym, jak Dani Parejo wyrównał wynik meczu, który został otwarty jeszcze w pierwszej połowie po strzale głową Cristiano Ronaldo. Jednak na szczęście dla Realu Marcelo kolejny raz pokazał, jak ważnym jest piłkarzem dla Królewskich, ratując swojemu zespołowi zwycięstwo golem w 85. minucie.
Na kolejną poważną szansę urwania punktów podopiecznym Zinedine’a Zidane’a trzeba będzie poczekać dwa tygodnie, gdy Real zmierzy się z Sevillą (13 lub 14 maja). Skąd przekonanie, że drużyna z Andaluzji może pomóc Barcelonie zdobyć mistrzostwo kraju? Po pierwsze zespół Jorge Sampaoliego wciąż walczy z Atlético Madryt o trzecie miejsce w tabeli, które da bezpośredni awans do Ligi Mistrzów. Gdyby udało się to osiągnąć, Sevilla nie musiałaby grać w sierpniowych eliminacjach do tych rozgrywek.
Drugim powodem jest to, że Real przystąpi do starcia z Andaluzyjczykami kilka dni po meczu rewanżowym z Atlético Madryt w półfinale Ligi Mistrzów. Piłkarze Los Blancos mogą być wykończeni fizycznie i psychicznie po tym spotkaniu, zwłaszcza jeśli odpadną z rozgrywek. Tymczasem Sevilla przystąpi do pojedynku wypoczęta i będzie miała cały tydzień na regenerację i odpowiednie przygotowanie.
Ponadto Sevilla już wygrała w tym sezonie La Ligi z Realem Madryt, a poza drużyną z Andaluzji ta sztuka udała się tylko Barcelonie i Valencii. Trzeba jednak przypomnieć, że ewentualny remis zostawiłby wszystko w rękach Realu. Tylko zwycięstwo podopiecznych Sampaoliego sprawiłoby, że Barça przejęłaby inicjatywę i jeśli Sevilli nie uda się tego osiągnąć, wtedy nadzieje Katalończyków będą pokładane głównie w zespole Celty. Drużyna z Vigo nie przypomina jednak ostatnio ekipy, która wyeliminowała Real z Pucharu Króla. Podopieczni Eduardo Berrizo przegrali pięć z ostatnich sześciu meczów ligowych i wygląda na to, że rzucili wszystkie siły na Ligę Europy, gdzie zmierzą się z Manchesterem United. Te trudne półfinałowe starcia z Czerwonymi Diabłami mogą mieć wpływ na konfrontację z Realem. Niemniej jednak Balaídos to wciąż gorący teren, a skoro Celta potrafiła pokonać w tym sezonie Real, to Barcelona mocno trzyma kciuki za ten zespół.
Dwa pozostałe spotkania Realu, mimo że odbędą się poza Bernabéu, nie napawają Barçy zbyt wielkim optymizmem. Granada nie ma już szans na utrzymanie w La Lidze i można oczekiwać, że kibice tego zespołu nie stworzą zbyt gorącej atmosfery w obliczu ich rozczarowania spadkiem do Segunda División. Kolejnym rywalem Los Blancos będzie Málaga, która choć wyrwała Barcelonie w tym sezonie pięć punktów i sprawiła też spore problemy Realowi na Bernabéu, to jednak wokół tego zespołu narosło w ostatnim czasie wiele kontrowersji. Jej prezes obrażał Blaugranę w niewybrednych słowach, a trener Míchel potwierdzał, że jest wielkim madridristą. Trudno w tej sytuacji liczyć na to, że Málaga urwie punkty Realowi, walczącemu o mistrzostwo. Barça będzie pokładać resztki nadziei w Sandro Ramírezie, który chce pomóc swojej byłej drużynie. Przypomnijmy, że jest on najlepszym strzelcem Málagi w tym sezonie, a w 27 meczach we wszystkich rozgrywkach zdobył 14 goli.
Komentarze (54)