Jimmy Burns dla FCBarca.com: Cruyff utożsamiał "nową Hiszpanię"

Karol Chowański 'Challenger'

7 maja 2017, 19:05

13 komentarzy

Jimmy Burns jest historykiem i autorem książek. Po "Barça. Życie, pasja, ludzie" w tym roku ukazała się w Polsce "Piłkarska furia". Opowiada o historii hiszpańskiej piłki od pierwszego meczu w 1874 roku do ostatnich sukcesów reprezentacji. Książka zawiera wstęp redaktora FCBarca.com Karola Chowańskiego.

Rozmawiamy m.in. o Cruyffie, kierunku biznesowym, w jakim podąża Barca, a także przyczynach niepopularności katalońskiego klubu w innych częściach Hiszpanii.

"Piłkarską furię" możesz zamówić w sklepie Wydawnictwa SQN.

Karol Chowański, FCBarca.com: Wielokrotnie słyszałem, że Johan Cruyff jest tak ważny dla historii klubu, bo dał odrodzenie na płaszczyźnie społecznej. W tej kwestii Hiszpanie i Katalończycy byli wobec mnie zaskakująco zgodni. W jaki sposób Johan Cruyff odmienił Katalonię i FC Barcelonę?

Jimmy Burns: Dla mnie osobiście to ważna kwestia. Jak wiesz, urodziłem się w Madrycie, kilkaset metrów od Bernabéu. Jako dziecko miałem okazję z bliska obserwować rodzącą się legendę Di Stéfano. Podczas studiów włączałem się w różne inicjatywy antyfrankistowskie. W tym samym czasie zacząłem identyfikować się z Johanem Cruyffem. W moim odczuciu Johan utożsamiał „nową Hiszpanię”. Mam na myśli uwolnienie od konserwatywnych hiszpańskich tradycji „wagi ciężkiej”, które uważam za opresyjne, oraz ugruntowanej nietolerancji hiszpańskiego społeczeństwa.

Cruyff trafił do Hiszpanii u schyłku dyktatury Franco, dwa lata później Franco zmarł. Mentalność ludzi ulegała silnym zmianom, zwłaszcza w Katalonii. Dla kraju w tak szczególnym momencie swojej historii Cruyff był powiewem Europy.

Zgadza się. Tym bardziej, że ponownie wracamy do pojęcia machismo. Cruyff w zdecydowany sposób stanowił jego zaprzeczenie.

Nie chodziło tylko o wyrafinowany styl gry.

Oczywiście [uśmiech]. Nosił długie włosy, a u boku miał piękną żonę, wspaniałą, wyzwoloną kobietę, z którą żyli na równych warunkach. Hiszpania do dziś jest społeczeństwem w wielu aspektach patriarchalnym. Cruyff był zapowiedzią przemian. Wkrótce po transferze oświadczył, że nazwie syna „Jordi” – imieniem patrona Katalonii, które w czasach Franco było zakazane. Na boisku i poza nim pokazywał, że nie ma rzeczy niemożliwych.

To z pewnością wyjątkowy splot okoliczności: przybycie kogoś takiego, jak Cruyff, z tym, że kraj po wielu latach wreszcie pozbywał się dyktatora. Niezależna natura Cruyffa była mi bliska. Barcelona przykuwała uwagę w tamtym czasie także z innych powodów, pozasportowych, ale pojawienie się Cruyffa faktycznie było czymś symbolicznym. Z jego powodu zostałem fanem Barçy. Gdy dołączył do składu, drużyna zaczęła grać nowoczesny, kreatywny futbol. Dodając do tego jego osobowość oraz unoszące się w powietrzu poczucie politycznego i społecznego wyzwolenia, otrzymujemy połączenie, które wychodziło daleko poza stadion.

Piłkarska historia Barçy i Madrytu przez długie dziesięciolecia była kroniką sukcesów i porażek, na przemian jednych lub drugich. Od kilku lat mamy nietypową sytuację, w której oba kluby są w świetnej kondycji instytucjonalnie, finansowo i sportowo. Razem zajmują szczyt europejskiej piłki. Wymieniają się tytułami w Lidze Mistrzów, co roku są jej faworytami, nie dopuszczają nikogo do mistrzostwa oraz Pucharu Króla. Zgodzisz się, że po raz pierwszy w tej stuletniej rywalizacji obu klubom równocześnie wiedzie się tak dobrze? Skąd to wynika?

To dobra obserwacja. Tłumaczyłbym to tym, że od pewnego czasu można mówić o zbieżności dwóch modeli biznesowych, Realu i Barcelony.

Spójrzmy poza mitologię obu klubów. Należy do niej wizerunek Realu jako klubu Franco i Barçy – jako ostoi katalońskiej niepodległościowości. To przeszłość, zupełnie jak dzień, w którym Cruyff trafił na Camp Nou. Mamy dziś inne czasy. A w nich doszło do sytuacji, w której Barça przejęła model biznesowy Florentino Péreza. On z kolei przejął go od Manchesteru United.

Stworzenie z klubu piłkarskiego globalnej marki.

W MU zrobili to pierwsi, Pérez poszedł ich śladem. Potem to samo zrobiła Barca. W tych okolicznościach trudniej wychodzi Barcelonie mówienie: „My jesteśmy inni. Jesteśmy mes que un club”. Tym bardziej w odniesieniu do drużyny, której gra jest zależna od trzech supergwiazd: Messiego, Neymara i Luisa Suáreza. Czym to się różni od grania na BBC przez Real? Na koszulkach reklamują się inwestorzy z Kataru, jak by to był dowolny inny klub.

Postępowanie FC Barcelony jest od pewnego czasu bardzo merkantylistyczne. Pod różnymi względami możemy mówić o imitowaniu Realu Madryt, choć trzeba dodać, że tak zachowuje się obecnie cały piłkarski świat. Spójrzmy na wydatki transferowe obu klubów, umowy sponsorskie, plany dotyczące stadionów, powiązania biznesowe za granicą, mecze towarzyskie rozgrywane w Stanach i Azji – pod tymi względami oba kluby się nie różnią. To samo można powiedzieć o Chelsea, która stosuje podobne metody i w krótkim czasie zyskała dużą rozpoznawalność.

Przejęcie biznesowych metod Madrytu dało Barcelonie stabilizację, lecz kosztem romantyzmu, który cechował ją dawniej?

W znacznym stopniu. Symbolem zbliżania się modeli Barçy i Realu jest wydawanie dużych pieniędzy na takich graczy, jak Alcácer czy Andre Gomes. Nawiasem mówiąc, moim zdaniem to pieniądze zmarnowane.

Poza opowieścią o piłce, „Piłkarska furia” jest opowieścią o społeczeństwie. FC Barcelona nie jest lubiana w Andaluzji, Galicji, Kraju Basków, Estremadurze, Kastylii. Podróże do różnych zakątków Hiszpanii uzmysłowiły mi, jak bardzo. Czy niechęć do Katalonii, na płaszczyźnie sportowej przejawiająca się niechęcią do Barçy, wiąże się z gospodarczym wzrostem Katalonii kosztem innych regionów? Jak wiadomo, w czasach Franco Katalonia była beneficjentem ogromnych inwestycji w barceloński port i przemysł fabryczny.

Katalończycy na pewno nie zgodziliby się z takim postawieniem sprawy. Stwierdziliby, że w czasach bardziej współczesnych region co roku zasila hiszpańską ekonomię PNB, produktem narodowym brutto, najwyższym ze wszystkich wspólnot autonomicznych, a mimo to otrzymuje nieproporcjonalnie niskie dotacje z rządu centralnego. Reszta Hiszpanii widzi tę sytuację inaczej. Zdaniem wielu osób tak zamożny region nie potrzebuje być subsydiowany w takim zakresie, co inne części kraju.

Wkraczamy tu na terytorium hiszpańskiego zróżnicowania i tego, jak w różnych częściach kraju postrzegane są te same sprawy. Katalończycy uważają, że Katalonia zawsze była dyskryminowana: w średniowieczu, za rządów Franco i dzisiaj też jest dyskryminowana. Perspektywa reszty kraju, a przynajmniej jego zdecydowanej większości, jest inna. Mianowicie, że Katalonia była regionem stosunkowo uprzywilejowanym. Do tego stopnia, że nawet w czasach Franco była miejscem poważnych inwestycji – w port, jak powiedziałeś, czy sektor motoryzacyjny, jak zakłady SEAT-a.

Produkujące autobusy i ciężarówki Pegaso to inny przykład. Jeden z ciekawszych, bo decyzją Franco fabryka została do Barcelony przeniesiona, i to z Madrytu. W jaki sposób regionalne antagonizmy przekładają się na piłkę?

W późniejszych latach rozwijany był przemysł turystyczny. Jednak jeśli powiesz to wszystko Katalończykom, uznają, że to bez znaczenia, ponieważ nie mogli mówić w swoim języku, nie mogli wieszać swoich flag i nie mieli prawa do działalności politycznej. To są rzeczy, które dla Katalończyków mają pierwszorzędne znaczenie.

Uważam, że dzisiaj te podziały się nasilają, ponieważ poczucie szykanowania w Katalończykach wciąż jest silne. To nieuchwytne z zewnątrz. Ty i ja możemy w tym momencie polecieć do Barcelony, jak tysiące turystów co dnia, i spędzić tam bardzo dużo czasu z przekonaniem, że to część kraju znanego jako Hiszpania i Wspólnoty Europejskiej, miejsce demokratyczne i wolne. Mimo to żyjący tam ludzie uważają, że wciąż są represjonowani przez rząd w Madrycie. Postrzeganiu Katalonii w Katalonii i innych częściach Hiszpanii towarzyszy dychotomia, która sięga głęboko i daleko wstecz. Mówimy tu o silnych emocjach społecznych. Dlatego ludzie są albo jednoznacznie za Barçą, albo przeciwko niej. W wielu przypadkach odzwierciedla to ich nastawienie do całej Katalonii.

Pierwszą część naszej rozmowy znajdziecie tutaj:
Jimmy Burns dla FCBarca.com: Ludzie w Katalonii wolą inną piłkę niż reszta Hiszpanii

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (13)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze