Carles Rexach, prawa ręka Johana Cruyffa w czasach Dream Teamu, opowiedział w wywiadzie dla Mundo Deportivo o finale Pucharu Europy z 1992 roku, od którego mija dziś 25 lat. Były piłkarz wierzy również, że Málaga jest w stanie pokonać Real w jutrzejszym meczu.
25 lat po zwycięstwie na Wembley, co według ciebie było najlepsze w tamtym tytule?
To był pierwszy Puchar Europy Barcelony, a w życiu wszystkie pierwsze razy są wyjątkowe. Nikt nie może ci tego zabrać. Potem przyszły kolejne puchary, ale ten pierwszy uspokoił wszystkich, bo był to tytuł, którego brakowało Barçy.
Przegrane finały ze Steauą (1986) i Benficą (1961) były traumą dla culés.
Z Benfiką mieliśmy pecha z uderzeniami w słupek. Z kolei ze Steauą jeszcze przed meczem wszyscy założyli, że wygramy. Była to jeszcze większa tragedia.
Vialli przyznał, że najbardziej sprawiedliwe i najlepsze dla piłki nożnej było zwycięstwo Barcelony. Zgadzasz się z tym?
Włosi zagrali bardzo dobrze, w teorii nie byli jedną z najlepszych drużyn, wygraliśmy z nimi już w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. Sampdoria triumfowała w lidze i postawiła się nam w finale Pucharu Europy. Boškov sprawił, że naprawdę dobrze sobie radziła, przypominała mi nieco Las Palmas Miguela Muñoza. Uważam, że ludzie nie docenili jej tak, jak powinni.
Jaka była twoja reakcja po golu Koemana?
Ulga. Byłem przekonany, że wygramy, wierzyłem, że byliśmy lepsi. Myślałem, że uda nam się bez trudu, po rozpoczęciu meczu sądziłem, że graliśmy dobrze. Później sprawy się skomplikowały, najpierw dominowaliśmy my, potem rywale. W dogrywce wszystko mogło się zdarzyć. Następnie Koeman uderzył w trudnej sytuacji, ponieważ z rzutu wolnego musiał ominąć mur i strzelić obok bramkarza. Myślę, że piłka wpadła do siatki dzięki sile uderzenia, ponieważ bramkarz był dość dobrze ustawiony.
A ty cieszyłeś się tamtym finałem czy cierpiałeś w trakcie jego trwania?
Na początku się cieszyłem, na końcu cierpiałem, szczególnie po upływie pół godziny gry. Musieliśmy zmienić taktykę, gdy zobaczyliśmy skład Sampdorii. Wejście Lombardo, który biegał wzdłuż prawego skrzydła, utrudniło nam nieco grę. Zaczęliśmy grać czwórką obrońców i nie wychodziło nam to już tak dobrze.
Jak wyglądała wasza taktyka, zanim dowiedzieliście się, że zagra Lombardo?
Chcieliśmy grać jak zwykle, z trójką obrońców i Pepem Guardiolą przed nimi. W miarę jak zbliżał się początek meczu, zaczęto mówić, że może zagrać Lombardo. Mimo to wyszliśmy normalnym ustawieniem ze świadomością, że być może trzeba będzie to później zmienić. W ten sposób wytrzymaliśmy do końca.
Poza Koemanem, który z zawodników zagrał najlepiej?
Bramka Koemana była kluczowa, więc to on zawsze będzie uważany za najlepszego. W defensywie pracowaliśmy więcej niż zwykle i wyszło nam to bardzo dobrze, a przeciwnicy mieli świetną linię ataku. Laudrup i Bakero walczyli o dominację na boisku, wszyscy grali na wysokim poziomie. Nie był to spektakularny mecz, ponieważ strach sprawiał, że zawodnicy nieco się wstrzymywali.
Jakie były pierwsze słowa, które padły między tobą a Cruyffem po spotkaniu?
Mówiliśmy, że nie mogliśmy wypuścić z rąk tego pucharu, staraliśmy się przekonać się nawzajem, ale w rzeczywistości zastanawialiśmy się, co będzie, jeśli przegramy. Po bramce cierpiałem o wiele bardziej niż przez resztę meczu. Byliśmy z Johanem wykończeni, jakbyśmy to my przebywali na boisku.
Z tego, co usłyszałeś po finale, co było najlepsze?
Nie wiem, tyle się mówiło, wymieniliśmy tyle uścisków… Najlepsze było to, że się przyjaźniliśmy. Pozyskaliśmy wiele osób z różnych miejsc, a mimo to udało nam się wszystkim zaprzyjaźnić.
Salinas był blisko strzelenia pięknej bramki. Jego koledzy mówią, że na szczęście nie udało mu się, bo kiedy trafiał do siatki, nie dało się z nim wytrzymać…
Salinas ma tę zaletę, że nie trzeba mu mówić, że dobrze gra, jest wysoki i przystojny. Sam to mówi, ma wysoką samoocenę.
Po Wembley pora na Teneryfę. Wierzysz, że w niedzielę w Máladze może zdarzyć się to samo co na Teneryfie w 1992 roku?
Marzę, ponieważ to nic nie kosztuje. W przeszłości trzykrotnie przeżyliśmy taką sytuację, która obróciła się na naszą korzyść, ale też niedawno przegraliśmy mistrzostwo z Atlético. Można marzyć, ale trzeba przyznać, że nie jesteśmy w najlepszej sytuacji.
Po słowach Míchela, który stwierdził, że jest większym fanem Realu niż Valdano, ówczesny trener Tenerife, pojawiła się polemika. Myślisz, że ma to jakieś znaczenie?
Według mnie nie, profesjonaliści zawsze chcą wygrywać. Míchel może być wdzięczny Realowi, ale też i zły na tę drużynę, przecież do tej pory nie trenował pierwszego zespołu Królewskich. Zatrudnili Zidane’a. ale równie dobrze mogli jego. Nie sądzę, by ta sytuacja miała na niego jakiś wpływ, jego słowa były żartem. Málaga wygra, jeśli będzie w stanie.
W Máladze gra Sandro, były zawodnik Barcelony. Ma to jakieś znaczenie?
Takie rzeczy mogą sprawić, że przejdzie się do historii. Jeśli Sandro strzeli gola w ostatniej minucie spotkania i pozbawi Real mistrzostwa, w Barcelonie postawią mu pomnik. Tak jak bramkę Koemana, zapamiętano by to na wieki. Wszyscy chcą wygrać, a napastnik strzela, jeśli tylko może. Nie jestem podejrzliwy.
Mógłbyś opowiedzieć anegdotę z Wembley, związaną z dresem Cruyffa?
Zawsze miałem ubrania marki Cruyffa i po rozpoczęciu sezonu zacząłem nosić jego dres. Ciągle wygrywaliśmy, a ja byłem w dresie. Pojawił się problem, ponieważ musieliśmy nosić ubrania marki Meyba, a ja tego nie robiłem. Czasem chciałem zrezygnować z tego dresu, ale mówiono mi, że przynosi szczęście. Nawet osoby z zarządu mi to mówiły. Wygraliśmy na Wembley, a potem przyszły kolejne zwycięstwa. Po porażce z Milanem w Atenach spaliłem dres. Magia się wyczerpała. Czy klub był z tego zadowolony? Pewnie nie, gdybyśmy wygrali, kazaliby mi dalej chodzić w tym dresie.
Komentarze (16)