Na co dzień znacie nas jako nicki nad tekstem. A może i one są Wam obce – w końcu to treść jest ważna, nie autor. Niektórzy z nas, choć pracują dla portalu codziennie, pozostają całkowicie niewidoczni. 15 lat serwisu FCBarca.com to dla nas okazja, by się Wam przedstawić. Przybliżyć naszą pracę, nieznane oblicze portalu, a także nas samych: Redakcję FCBarca.com.
Zapraszamy na wywiad z Piotrem Miękusem, znanym w serwisie pod nickiem n00stress. Redaktor i opiekun mediów społecznościowych serwisu, osoba, która do Redakcji zawsze wnosi mocną dawkę szaleństwa, improwizacji i uśmiechu.
Magdalena Żywicka: Jak zaczęła się dla ciebie przygoda z Redakcją FCBarca.com? Kiedy, dlaczego i w jaki sposób do niej trafiłeś?
n00stress: Jeśli dobrze pamiętam, był to październik 2012, początek II roku studiów. Przetłumaczyłem jakąś relację z meczu Barcelony z Celtikiem w Lidze Mistrzów, wysłałem i po blisko 2/3 tygodniach przyszła odpowiedź. Dlaczego? Za dużo wolnego czasu na studiach [śmiech]. Kibicowałem Barcelonie, lubiłem pisać, więc stwierdziłem, że warto spróbować.
Wtedy, tak samo zresztą jak ja, wysłałeś zgłoszenie do tłumaczenia dłuższych form, jak felietony czy analizy, prawda? Jak wyglądała ewolucja Twoich obowiązków na FCBarca.com?
Dokładnie tak. Nigdy nie widziałem w sobie osoby odpowiedzialnej za aktualności. Wiedziałem, że nie mam do tego potrzebnej regularności i dużo czasu w ciągu dnia, natomiast lubiłem pisać dłuższe formy, a także je tłumaczyć.
Jak to w życiu bywa, ewolucję determinował wolny czas. Na początku było go znacznie więcej, dlatego również na stronie byłem zaangażowany w większą liczbę projektów. Tłumaczyłem codziennie newsy, pisałem zapowiedzi, sporadycznie jakieś felietony. Z czasem zaczęło się to zmieniać, co było naturalne. Nie mogłem już sobie pozwolić na tłumaczenie newsów czy codzienne pisanie. Tak jak powiedziałem – nie miałem tej regularności, a wolnego czasu było coraz mniej. Wtedy pojawiły się inne rzeczy - reportaże z meczów, np. z wyjazdu na finał Pucharu Króla z Athletikiem na Camp Nou, czy tłumaczenia dłuższych felietonów i analiz taktycznych.
Później pozostały sporadycznie zapowiedzi do meczów - zawsze lubiłem zgłaszać się do tych najważniejszych spotkań, jak El Clásico czy pojedynki z Atlético. Razem z tobą stworzyłem cotygodniową rubrykę „Podsumowanie LaLiga”, która pojawiała się chyba ponad dwa lata, a wymagała naprawdę dużo czasu na przygotowania. Do tego zacząłem odpowiadać za social media strony… Dużo się zmieniło na przestrzeni tych kilku lat!
Czym zajmujesz się aktualnie w serwisie?
Brak wolnego czasu sprawił, że obowiązki uległy znacznym zmianom – obecnie moja aktywność ogranicza się do prowadzenia mediów społecznościowych, co mimo wszystko jest dużym wyzwaniem, ale mam nadzieję, że z czasem będę mógł wrócić do takich projektów jak „Podsumowanie LaLiga” czy pisanie zapowiedzi do wybranych spotkań.
Najlepsze i najgorsze w mediach społecznościowych jest...?
Najgorsze jest parcie na podanie newsa jak najszybciej, bez sprawdzenia źródła, co powoduje, że większość z nich po prostu okazuje się nieprawdą. Najlepsze? Sportowcy. Dzięki takiemu Instagramowi są znacznie bliżej ludzi, pojawia się większa interaktywność. To często zmienia wyobrażenie o danym zawodniku.
W Redakcji serwisu jesteś już od pięciu lat. Kawał życia. Najważniejsze, co na przestrzeni tych lat dała ci FCBarca.com, to...?
Patrząc na to z perspektywy czasu: bardzo dużo. Nawet dla takiej osoby jak ja, która nigdy nie chciała i nie miała na celu zostać dziennikarzem sportowym, była to lekcja i cenne doświadczenie, które polecam każdemu młodemu chłopakowi.
Dodatkowo - mając doświadczenie w pracy za granicą - mogę powiedzieć, że FCBarca.com jest ciekawym dodatkiem do twojego CV. Nigdy się tego nie spodziewałem, ale ludzie naprawdę zwracają na to uwagę. Zaangażowanie w taki projekt to coś, co wyróżnia cię z tłumu, jest czymś oryginalnym. Zarówno w Anglii, jak i Hiszpanii ludzie z zainteresowaniem wypytywali o szczegóły tej działalności i w wielu przypadkach było to bardzo pomocne.
Poza tym poznałem niesamowitych ludzi z całej Polski, którzy obecnie są moimi kolegami i przyjaciółmi. Obecnie nie wyobrażam sobie meczu Barcelony bez rozmowy na redakcyjnym Whatsappie, szczególnie czytając analizy i przemyślenia Ściaha czy Błażeja. Stworzyliśmy naprawdę fantastyczną drużynę i jestem wdzięczny, że jestem jej częścią.
A jak się pisze teksty razem z Eoren?
Eoren? Z nikim nigdy nie miałem tak łatwej współpracy. Wystarczył jeden-dwa maile, a już każdy z nas wiedział, co i jak ma zrobić. Magda ma niesamowitą łatwość w zrozumieniu, co człowiek chce przekazać, i nawet moje chaotyczne teksty potrafiła przerobić w coś wartego przeczytania. Na koniec powstawały – przynajmniej tak mi się wydaje [śmiech] – ciekawe teksty. Jak właśnie „Podsumowania LaLiga”. Dodatkowo stworzyliśmy sporo zapowiedzi El Clásico, które zasługują na jakiś osobny tomik. Do tej pory nie wiem, jak one powstały i czym się kierowaliśmy.
Skoro współpraca ze mną to łatwa sprawa, to co jest najtrudniejsze w twoich obowiązkach?
Kierowanie mediami społecznościowymi strony, która zajmuje się klubem piłkarskim, sprawia, że cały czas trzeba być na bieżąco. Nie można wstawić postu, że Neymar odchodzi do PSG, 24 godziny po fakcie. Trzeba to zrobić 30 sekund po.
Najbardziej pamiętna historia ze zlotu?
Nie wiem, które mogę publicznie opowiadać [śmiech]. Najwięcej jest oczywiście o Challengerze, który jest człowiekiem-zagadką.
A najbardziej pamiętna historia ze zlotu o tobie?
Pewnie takich dużo, ale historie o mnie powinni opowiadać inni. Chociaż mam nadzieję, że tego nie zrobią [śmiech].
Równie dobrze wspominam te wyjątkowe i – powiedzmy – mniej oficjalne zloty, jak śluby redaktorów czy wyjazdy do Barcelony na mecze z osobami z Redakcji. Nigdy nie zapomnę, jak z Szumim i Jankiem Kidawą wybraliśmy się do Barcelony na El Clásico, a skończyliśmy w barze pod stadionem, słysząc radość kibiców na Camp Nou, zanim padnie gol w telewizji... Do tego takie sytuacje jak „zgubiony” telefon, „strata” dużej kwoty pieniędzy czy skończenie w niedzielny wieczór na peryferiach Barcelony przez wybranie złego autobusu. Trzech dorosłych gości, którzy w stolicy Katalonii byli nie raz, nie dwa, a spokojnie moglibyśmy napisać tekst „Jak nie zwiedzać Barcelony”.
Żeby mogła pojawić się FCBarca.com, musiała być najpierw Barcelona. Jak doszło do tego, że zacząłeś kibicować klubowi?
W zasadzie trudno w moim przypadku mówić o jakimś konkretnym meczu czy momencie, w którym pokochałem Barcelonę. Wszystko rozpoczęło się dzięki ojcu, który zaraził mnie pasją do tego klubu, bardzo często opowiadając o wyczynach Rivaldo. Później zabrał mnie też na moje pierwsze El Clásico – na Santiago Bernabéu w półfinale Ligi Mistrzów w 2002 roku. Bilet trzymam w szufladzie do dzisiaj. To Real był wówczas „galaktyczny”, a Barcelona przeżywała jeden z najgorszych okresów w historii klubu, ale mimo wszystko to właśnie Duma Katalonii mnie urzekła. Może to zasługa Patricka Kluiverta? [śmiech].
Następnie pojawił się Ronaldinho… Do dzisiaj najlepsze wspomnienia z wyjazdów na Camp Nou to te, w których mogłem podziwiać Ronniego – prawdziwy magik. Cała ta otoczka mnie pochłonęła i pojawiła się pasja, która trwa do dzisiaj.
A dlaczego Atlético, drogi Materacu?
Nigdy nie ukrywałem, że nie jestem fanatykiem. Typowe "Barcelona albo śmierć" to nie jest mój styl. Atlético zawsze gdzieś tam obok Barçy było. Miałem koszulkę Sergio Agüero z Atléti, miałem koszulkę Forlana... Później przyszedł Simeone, przez środowisko barcelońskie mało lubiany, a mnie ich styl i sam trener fascynował. Cieszyłem się z ich mistrzostwa Hiszpanii, zmiany, jaka następuje w LaLidze, a nie tylko Barca, Barca, Barca, Real (jako że mistrzostwa Realu to też sporadyczność). Mieszkałem przez siedem miesięcy w Madrycie i wielokrotnie chodziłem na Vicente Calderón, z całego serca kibicując Atléti, ale oczywiście Barça jest numerem jeden, to bez dwóch zdań.
„Barca, Barca, Barca, Real”... To jak to w końcu jest? Jesteś kryptokibicem Realu?
Oczywiście. Jestem kryptofanem wszystkich ładnie grających drużyn [śmiech].
Staram się doceniać nawet największych rywali i tak samo jest z Realem. Można ich nie lubić, przeklinam, kiedy Barcelona z nimi przegrywa czy kiedy wygrywają jakiś tytuł, ale mimo wszystko doceniam ich, jeśli robią coś dobrze. Dla przykładu to Królewscy są obecnie znacznie lepiej zarządzaną drużyną, nie tylko ze względu na wyniki sportowe, ale również pozasportowe. Struktura płac jest zdrowsza i bardziej stabilna, co daje również większe pole do manewru w przyszłych transakcjach. Do tego sam projekt sportowy. Real Madryt jest idealnym przykładem, jak dopasować politykę transferową do panujących realiów – stawianie na talenty i transfery Marco Asensio czy Daniego Ceballosa to majstersztyk. Natomiast Barcelona popełnia kilka błędów, których odkręcanie zajmie trochę czasu. Dlatego koniec końców czasami nawet ten Real muszę pochwalić.
Kim jest Piotr Miękus na co dzień?
Och… Za trudne pytania! Ostatni rok był u mnie dość szalony. 2017 zacząłem w Madrycie, żeby teraz pracować w dziale prawnym jednego z angielskich klubów. Ostatnio jestem człowiekiem na walizkach (jak to się ładnie mówi [śmiech]), ale mam nadzieję, że niedługo wszystko się ustabilizuje.
Teraz coś, co zawsze mnie nurtowało. Jak smakuje whisky z puszki po orzeszkach arachidowych, kiedy pijesz ją, idąc po ulicy na w samych skarpetkach?
Nie pamiętam. Musiałem się kiepsko czuć, ale na pewno smakowała wyśmienicie [śmiech].
Twoje największe marzenie?
Żeby następnym razem jak Leo Messi będzie miał problemy z prawem, zadzwonił do mnie [śmiech].
Komentarze (10)