Już dziś wieczorem w walce o kolejne ligowe punkty Barcelona zagra na San Mamés z Athletikiem Club. W jaskini Lwów Duma Katalonii będzie miała okazję na zanotowanie najlepszego początku sezonu w lidze w historii Barçy. Pojedynek z Baskami będzie również sentymentalną podróżą Ernesto Valverde, który wraca na stadion, gdzie spędził sześć lat.
- Każda osoba, bez względu na swoją karierę i drużyny, w jakich występowała, ma swój idealny klub. Moim rzecz jasna jest Athletic. Byłem tam szczęśliwy zarówno jako zawodnik, jak i jako szkoleniowiec - Valverde nie ukrywa, że darzy szczególną sympatią Athletic Club. - Jedziemy tam, żeby wygrać. Mam w Bilbao wielu przyjaciół, ale to nie zmieni się niezależnie od tego, co stanie się jutro – dodał podczas konferencji prasowej, zapewniając, że zwycięstwo Barcelony jest priorytetem.
Ernesto Valverde spędził w Bilbao sześć lat. To właśnie pod wodzą obecnego szkoleniowca Dumy Katalonii Lwy sięgnęły po swoje pierwsze od 31 lat trofeum, zdobywając Superpuchar Hiszpanii w starciu z Barceloną. Sierpień 2015 roku z całą pewnością był jednym z tych momentów, którego Baskowie nigdy nie zapomną. 4:0 na San Mamés po hat-tricku Aritza Aduriza oraz 1:1 w rewanżu na Camp Nou dały tak długo wyczekiwany triumf. 3 miesiące wcześniej ten sam Athletic przegrał z Barceloną w finale Pucharu Króla na Camp Nou.
- Barça zawsze była bardzo obecna w trakcie mojej pracy trenerskiej w Athleticu. Graliśmy ze sobą w finale Pucharu Króla, który przegraliśmy tutaj na Camp Nou. Przeciwko niej zdobyliśmy też nasze jedyne trofeum, Superpuchar Hiszpanii. Była to też drużyna, z którą najczęściej się mierzyłem, bo dwa razy z rzędu trafialiśmy na siebie w Pucharze Króla – skomentował całą rywalizację Valverde. Czy powrót na Sam Mamés w zupełnie innej roli okaże się szczęśliwy?
Obecnie Athletic nie radzi sobie tak dobrze, jak pod wodzą Ernesto Valverde. Pod wodzą José Ángela Zigandy Lwy nie zachwycają – w samej lidze hiszpańskiej w dziewięciu kolejkach zgromadzili zaledwie jedenaście punktów. Czy mecz z Barceloną jest dobrym momentem na przełamanie? - Athletic zawsze jest groźny, w stresujących sytuacjach daje z siebie wszystko. Zawodnicy są zjednoczeni, identyfikują się z klubem i bardzo dużo mu dają – przestrzega Valverde.
Pojedynek Barcelony z Athletikiem będzie wyjątkowy nie tylko ze względu na osobę Ernesto Valverde, ale i politykę. Kataloński parlament głosami koalicji Junts pel Si oraz partii CUP przyjął dziś deklarację niepodległości Katalonii, która obliguje kataloński rząd do rozpoczęcia procesu odłączenia Katalonii od Hiszpanii. W odpowiedzi hiszpański senat zdecydował w głosowaniu o uruchomieniu artykułu 155 konstytucji, aby zdelegalizować regionalny rząd Carlesa Puigdemonta oraz przywrócić ład konstytucyjny w Katalonii.
Sytuacja jest gorąca, a przecież nie tylko Barcelona, ale również Athletic to przedstawiciel regionu, który od lat domagał się jak najwiekszego uniezależnienia się od Hiszpanii. Lwy są najbardziej znanym przedstawicielem Kraju Basków, którego motto jest czymś wyjątkowym: „Z wychowankami i lokalnym wsparciem nie potrzeba obcokrajowców”. Wspólnym wrogiem jednych i drugich jest stolica Hiszpanii. Separatystyczne poglądy obu regionów sprawiają, że starcie Barcelony i Athleticu jest czymś unikalnym – szczególnie w obecnej sytuacji, kiedy Katalonia zdecydowała się na ten radykalny krok, ogłaszając Republikę Katalońską.
Co jeszcze sprawia, że pojedynki tych dwóch drużyn są tak wyjątkowe? Barcelona i Athletic Bilbao nie spadły nigdy z Primera División i mierzyły się ze sobą w każdym sezonie najwyższej klasy rozgrywkowej. To jeden z klasyków hiszpańskiej Primera División, starcie klubów z wielką tradycją, ale jednocześnie pojedynek drużyn, które futbol pojmują na swój unikalny sposób.
Komentarze (18)