Mija 80 lat od zbombardowania siedziby FC Barcelony

Łukasz Lewtak

17 marca 2018, 12:45

El Periódico

17 komentarzy

Dokładnie 80 lat temu, w nocy z 16 na 17 marca 1938 roku, Barcelona zaczęła przyzwyczajać się do syren i bombardowań. Włoskie lotnictwo sprzymierzone z Franco nie ustawało w swojej ofensywie prowadzonej z Majorki. Nie celowali tylko w fabryki i miejsce strategiczne - chcieli również siać postrach wśród ludności. Tamtej nocy zbombardowali siedzibę FC Barcelony na Consell de Cent 331.

Od momentu tournée po Meksyku rok wcześniej klub praktycznie nie prowadził działalności sportowej. Bombardowanie zniszczyło około 300 trofeów zdobytych przez prawie 40 lat. Tamta noc miała jednak swojego bohatera - klubowego dozorcę Josepa Cubellsa. On jako jedyny był wtedy w siedzibie klubu. W środku hiszpańskiej wojny domowej miał 38 lat. Od 1927 roku do momentu śmierci w 1960 zajmował się pilnowaniem klubowych obiektów. Na mocy swojej pierwszej umowy z FC Barceloną zarabiał 275 peset na miesiąc i otrzymał darmowy pokój w siedzibie klubu.

O 23:30 tego feralnego dnia Cubells był tam sam. Na szczęście znajdował się w tylnej części budynku. Przednia została całkowicie zniszczona w bombardowaniu. Zginęło pięć osób. W środku wielkiego chaosu i w ogromnym szoku Cubells podjął kluczową decyzję. Wiedział, że albo będzie działał szybko, albo przepadnie całe dziedzictwo klubu. Z pomocą mieszkańców i przyjaciół Cubells uratował część dokumentacji, ruchomości, puchary i około 2500 peset w gotówce.

Barcelona była pogrążona w chaosie. Przez kolejne trzy dni lotnictwo bombardowało bezbronnych mieszkańców. Do 18 marca zginęło ponad tysiąc barcelończyków. Cubells znalazł bezpieczny magazyn przy Sant Pere i tam ukrył wszystko, co udało mu się zabrać z siedziby klubu. Bez niego Barça straciłaby jakiekolwiek pamiątki z pierwszych 40 lat istnienia. Działania, jakie podjął, odbiły się jednak na jego zdrowiu. Musiał wziąć urlop, a po powrocie do zdrowia w maju 1938 poprosił o ponowne przyjęcie do klubu. Zarząd z Franceskiem Xavierem Casalsem jednak odmówił, argumentując to brakiem miejsc pracy i aktualnymi okolicznościami. Casals to były członek katalońskiego parlamentu, następca zastrzelonego Josepa Sunola i zastępca w Komitecie ds. Pracowników, który wcześniej uratował klub przed całkowitą konfiskatą. W Komitecie zasiadały również inne osoby zasłużone dla FC Barcelony, takie jak Rossend Calvet i Ángel Mur.

Josep Cubells nie zrezygnował i został ponownie zatrudniony w FC Barcelonie w październiku 1939, bardziej jako chłopiec na posyłki i bez prawa do mieszkania w siedzibie klubu. Zarabiał 75 peset tygodniowo. Nie ma wątpliwości, że nie został doceniony za to, co zrobił dla FC Barcelony. Na szczęście trzy lata później ponownie został dozorcą w nagrodę za zaproponowanie miejsca na nową siedzibę klubu w eleganckim budynku przy Mendez Vigo. Nie chciał, aby uratowane puchary i trofea zmarnowały się. Cubells zmarł w wieku 60 lat w miejscu pracy.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (17)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze