Ernesto Valverde i José Ángel Ziganda byli napastnikami Athleticu od momentu pierwszego etapu Juppa Heynckesa w klubie z Bilbao (1992-94). Wspólnie spędzili na San Mamés łącznie pięć lat. Strzelili dla Athleticu w sumie 96 goli (66 Ziganda i 30 Valverde). Ziganda była klasyczną "dziewiątką", lisem pola karnego. Valverde o wiele częściej kreował grę. Byli i są bliskimi przyjaciółmi, jednak dziś odłożą sentymenty na bok.
Już jako trenerzy ponownie spotkali się w Athleticu, gdy Valverde prowadził pierwszy zespół, a Ziganda był szkoleniowcem rezerw. Współpracowali przez cztery lata w celu wychowania jak najlepszych zawodników, co w klubie z Bilbao jest szczególnie istotne. Prezes Athleticu Josu Urrutia obiecał swego czasu Zigandzie, że ten zastąpi Marcelo Bielsę na stanowisku trenera pierwszego zespołu. Później zorientował się jednak, że można "wyciągnąć" Valverde z Valencii. Ziganda musiał więc poczekać.
Valverde na trwale zapisał się w pamięci kibiców Athleticu. Odniósł z tym klubem wiele sukcesów. Wygrał Superpuchar Hiszpanii, dotarł do finału Pucharu Króla, zakwalifikował się do Ligi Mistrzów. Było pewne, że jego następca będzie miał niezwykle trudne zadanie. W tym sezonie Athletic radzi sobie przeciętnie, by nie powiedzieć słabo. W LaLidze znajduje się w dolnej części tabeli, a w czwartek pożegnał się z Ligą Europy na etapie 1/8 finału po porażce z Marsylią. Ziganda podkreśla jednak, że nie zwraca uwagi na porównania do Valverde i chce robić swoje. Prawdopodobnie w Athleticu będzie miał na to szansę tylko do końca obecnego sezonu.
Komentarze (0)