Sprawa jest na tyle poważna, że na jej temat wypowiedział się nawet Leo Messi. Bartomeu ma świadomość, że jego nieznajomość świata piłki nożnej stawia go w niekorzystnej sytuacji, dlatego potrzebuje doradców. W 2010 roku na podium klasyfikacji Złotej Piłki stanęło trzech wychowanków Barcelony: Leo Messi, Andrés Iniesta i Xavi. Było to jednak zasługą ludzi, których już w klubie nie ma: Lauerano Ruiza, który w latach 70. rozwinął szkółkę Blaugrany, zmarłego w 2016 roku Johana Cruyffa czy Pepa Guardioli, obecnego trenera Manchesteru City. Po stronie Bartomeu nie stoją też dawni wychowankowie La Masii. Xavi przekonuje się do projektu Víctora Fonta, a Carles Puyol odszedł z dyrekcji sportowej klubu wraz ze zwolnionym w 2015 roku Andonim Zubizarretą.
Na sytuacji za kadencji Bartomeu najbardziej cierpi obszar sportowy i nawet po trzech latach sprawowania urzędu prezydent Barcelony wciąż dokonuje zmian personalnych. Po zwolnieniu Zubizarrety zaufanie Bartomeu zyskał były polityk Albert Soler. Pracował on razem z Ariedo Braidą i Robertem Fernándezem, ale rok temu odszedł z klubu. Jeden z jego ludzi, Pep Segura, przedtem odpowiedzialny za drużynę rezerw i szkółkę, awansował na pozycję menedżera gerenalnego, którą sprawuje do dzisiaj. Ostatnią zmianą było zastąpienie Roberta Fernándeza w dyrekcji sportowej Erikiem Abidalem i Ramonem Planesem.
Aktualni pracownicy obszaru sportowego
Segura, Abidal i Planes zajmują się przede wszystkim sprawami pierwszej drużyny. Za Barçę B i młodzież w wieku 16-19 lat odpowiadają José Mari Bakero i Guillermo Amor, zaś młodsi zawodnicy pozostają pod opieką Jordiego Roury i Aureliego Altimiry. Wszystkie te stanowiska są sprawowane przez przynajmniej dwie osoby, wspomagane przez innych pracowników, często bez jasno określonej roli.
Liczba pracowników w strukturach klubu nie przełożyła się na osiągnięcie założonych celów, co bardzo martwi Bartomeu. Prezydent klubu w wielu wywiadach i wypowiedziach odnosi się do "DNA Barçy" i zapewnia o ważnej roli La Masii, jednak za słowami nie zawsze idą czyny, a rzeczywistość okazuje się mniej optymistyczna niż teoria. Sensem utrzymywania tak kosztownej szkółki o globalnym zasięgu zawsze będzie dostarczanie graczy do pierwszego zespołu. Jeśli tak się nie dzieje, a przejście piłkarzy z Mini Estadi na Camp Nou nie działa tak, jak powinno, to w systemie muszą istnieć błędy. Najlepiej obrazuje to przykład ostatniego zawodnika, który przebył tę drogę i zadomowił się w pierwszej drużynie Barcelony. Mowa o Sergim Roberto, który dokonał tego pięć lat temu i do tej pory nie doczekał się swoich następców.
Nowe spojrzenie Pepa Segury
Segura trafił do Barçy w 1997 roku za sprawą Serry Ferrera. Pracował w szkółce i drużynie rezerw, następnie odnosił sukcesy w Grecji (2006-08) i Anglii (2009-12), a do Barcelony wrócił w 2015 roku, żeby zająć się profesjonalnym futbolem młodzieżowym, a następnie zostać menedżerem generalnym klubu. Nikt nie wątpi w profesjonalizm, wiedzę i metodykę pracy Segury, jednak jego pomysły nie są całkiem zgodne z tymi, które doprowadziły szkółkę Barcelony do wielkich sukcesów. Na przykład, Segura chce stawiać na rozwój fizyczny zawodników, żeby mogli wykonywać nieco inną pracę na boisku niż do tej pory. Tradycyjnie delikatni boczni pomocnicy mają pokonywać więcej kilometrów i być w stanie poruszać się od jednego pola karnego do drugiego, a w środku pola mają grać silni zawodnicy. Na treningach każdy z zawodników pracuje na większej przestrzeni, co utrudnia grę kombinacyjną, poszukiwanie trzeciego zawodnika do gry, tworzenie przewagi i tradycyjną grę pozycyjną polegającą na utrzymaniu się przy piłce.
Segura jest również miłośnikiem statystyk. Jego zdaniem dobrze odzwierciedlają one przebieg gry: ile odbiorów notują pomocnicy, po której stronie boiska toczy się gra, ile podań jest wymienianych w trakcie ataku, itd. To futbol analityczny, w którym na dalszy plan schodzi to, co wcześniej było uważane za najważniejsze. Nie można oczywiście zakładać, że to zły pomysł. Należy szanować każdy dobrze wykonany plan, ale taka zmiana nieuchronnie prowadzi do porównań z przeszłością. Segura woli otaczać się trenerami, którzy bardziej martwią się o swoją pensję i posadę, niż o kontynuowanie modelu przynoszącego sukcesy na przestrzeni wielu lat. Najbardziej ucierpieli na tym członkowie Działu Metodologii, tacy jak Joan Vilà czy Paco Seirul·lo, pozostający wierni filozofii Johana Cruyffa. Ich rola, zapewniająca ciągłość modelu, została mocno ograniczona. Trudno to zrozumieć w momencie, kiedy Barcelona organizuje szkolenia, konferencje czy projekt Innovation Hub, promując swoje wyjątkowe idee, podczas gdy sama stosuje inne metody.
Zadziwiająca jest także liczba zawodników w drużynach La Masii, zbliżająca się do 25 piłkarzy na zespół. Nikt nie odważy się jej ograniczyć, żeby nie pozbyć się zawodników, którzy w przyszłości mogą odnieść sukcesy w światowej piłce. Prowadzi to do nadmiernych rotacji, a Barcelona inwestuje duże środki w piłkarzy, którzy są jedynie zmiennikami. Bałagan nie służy ani zawodnikom, ani trenerom, którzy muszą na bieżąco zmieniać swoje metody pracy, ponieważ aktualne zalecenia różnią się od tych, do których są przyzwyczajeni.
Komentarze (18)