Na niedzielnym meczu o Superpuchar Hiszpanii stawią się przedstawiciele licznych marokańskich peñas. 44-letni Yusuf Bennani, prezes peñi z Casablanki oraz prezes federacji zrzeszającej wszystkie barcelońskie peñas w Maroku, zapowiada: - na spotkanie z Sevillą przyjedzie ponad 700 osób z całego kraju. Wszyscy będziemy ubrani w jednakowe stroje i mamy zamiar zaprezentować gigantyczną oprawę. Oczywiście przybędą również przedstawiciele peñas z Hiszpanii, a także z innych państw Afryki. Spodziewamy się około 20 culés z Tunezji i być może delegacji z Algierii.
Należy przypomnieć, że Barcelona miała już okazję grać w Tangerze. Miało to miejsce 28 lipca 2012 roku i przeciwnikiem aktualnych mistrzów Hiszpanii był zespół Raja Casablanca. Spotkanie zakończyło się pogromem marokańskiej ekipy i zwycięstwem Barçy 8:0. Wiadomo, że w niedzielę zjawią się na stadionie nie tylko przedstawiciele lokalnego fanklubu z Tangeru, ale również z innych marokańskich miast: z Tetuanu, Rabatu, Fezu, Marrakeszu, Casablanki, Szafszawanu, Kenitry, Meknesu, Al-Dżadidy, a nawet z miasta Al-Ujun będącego nieoficjalną stolicą Sahary Zachodniej.
Jedynie Real Madryt może liczyć w Maroku na tak liczną i oddaną społeczność kibicowską rozproszoną po całym kraju. Inne hiszpańskie drużyny (np. Atlético Madryt czy Athletic) nie posiadają tego "luksusu" i otrzymują wsparcie od nielicznych fanów. Sevilla praktycznie nie ma w Maroku żadnej grupy sympatyków.
Co ciekawe, pojedynki Realu i Barcelony są przeżywane w Tangerze i pozostałych częściach Maroka z taką samą intensywnością (lub nawet większą), jak mecze rozgrywane w lokalnych rozgrywkach. Kibice blokują główne arterie miast, często dochodzi do sprzeczek i niekiedy w grę wchodzą nawet elementy przemocy. Trudno jednak przypuszczać, aby sympatycy Realu zdecydowali się wesprzeć drużynę Sevilli. Wszystko przez ceny wejściówek, które wahają się od 33 do 190 euro.
Barcelona zdecydowała się ograniczyć do minimum pobyt w Tangerze, co uniemożliwia marokańskim peñas organizację i celebrowanie wydarzeń towarzyszących samemu spotkaniu. Najprawdopodobniej piłkarze Barçy nie spędzą w Tangerze ani jednej nocy. Plan zakłada przylot w niedzielę rano, obiad i odpoczynek w lokalnym hotelu. Wylot i powrót do Katalonii ma nastąpić zaraz po końcowym gwizdku sędziego.
W Tangerze spekuluje się, że Lionel Messi nie weźmie udziału w wyprawie i pozostanie w Hiszpanii. Mówi się także, że tradycyjna konferencja przedmeczowa zostanie zorganizowana w Barcelonie.
Komentarze (8)