Barcelona przez lata poszukiwała na rynku tylko najlepszych, zdaniem władz klubu, zawodników, którzy mieliby podnieść poziom gry pierwszej drużyny. Katalończycy wydawali grube miliony, żeby pozyskać piłkarzy idealnie wpasowujących się w ich potrzeby. W innych przypadkach rezygnowali ze sprowadzania nowych nabytków. Jeśli zakupieni zawodnicy dobrze odnajdywali się w drużynie, zostawali w niej, a w przeciwnym razie wystawiano ich na sprzedaż. Dlatego też Barcelona od zawsze znana była jako drużyna, która głównie kupowała graczy. Jeśli któryś z nich znalazł się na rynku transferowym, oznaczało to, że Duma Katalonii nie była już zainteresowana jego dalszymi usługami, co było równoznaczne z niskimi kwotami, które oferowały za niego inne kluby.
Model w dalszym ciągu się sprawdza, ale wraz z przyjściem Pepa Segury zaczęto stosować również inne rozwiązania, których celem miało być generowanie większych zysków. Zawodnika kupowano tanio, promowano, a następnie sprzedawano za o wiele wyższą kwotę. A to wszystko w krótkich odstępach czasu. Najlepszymi przykładami mogą być Marlon i Yerry Mina.
Za Kolumbijczyka, którego gra nie pasowała zbytnio do stylu Barcelony, klub zapłacił w styczniu 11,8 milionów euro. Kilka miesięcy później obrońca sprzedany został za 30,2 miliona euro. Katalończycy zyskali 18 milionów euro w sześć miesięcy.
Przypadek Marlona był dość podobny. Klub wydał na ówczesnego zawodnika Palmeiras 5 milionów euro, niedługo później wypożyczył go Nicei, a teraz sprzedał do Sassuolo za 12 milionów euro. Tak naprawdę Valverde nie myślał poważnie ani o nim, ani o Minie. Brazylijczyk rozegrał trzy oficjalne mecze w barwach drużyny, a Kolumbijczyk sześć.
Na uwagę zasługuje również przypadek Paulinho, którego Barcelona pozyskała latem 2017 roku za 40 milionów euro. Od początku wiadomym było, że niezbyt pasował on do drużyny, mimo że grał bardzo dobrze, zwłaszcza przez pierwsze cztery miesiące. W tym roku Katalończycy wypożyczyli go z opcją wykupu za 50 milionów, co daje drużynie 10 milionów euro zysku i ok. 20 milionów, jeśli weźmiemy pod uwagę kwotę, która pozostała do zamortyzowania.
Marca wspomina jeszcze o Deulofeu, który do klubu trafił również latem ubiegłego roku. Już wtedy wiadomo było, że nie zostanie on na długo w drużynie, ponieważ już wcześniej rezygnował z niego Luis Enrique. Niedawno sprzedano go za 13 milionów, co daje klubowi zysk 8 milionów euro. Są to inteligentne ruchy ze strony klubu, który musi przecież generować dochody, również na rynku transferowym.
Komentarze (41)