Philippe Coutinho: Gra na Camp Nou była jednym z moich największych marzeń

Radek Koc

23 września 2018, 15:09

La Vanguardia

7 komentarzy

Kilka dni temu Philippe Coutinho wziął udział w akcji promocyjnej nowych butów Nike Phantom na opuszczonej stacji metra w Barcelonie. W rozmowie z dziennikarzami Brazylijczyk wrócił wspomnieniami do czasów dzieciństwa, zdradził swoją największą słabość i opowiedział o wykorzystywaniu futsalowych zagrań w meczu piłkarskim.

- Bardzo często myślę o tym, że w Brazylii bardzo wiele osób pragnie grać w piłkę nożną. Wiem, że jest wielu takich, którzy marzą o grze w wielkim klubie i profesjonalnym uprawianiu tego sportu. Mi się udało to osiągnąć i jestem za to bardzo wdzięczny - wyjawił na początku Brazylijczyk.

W dalszej części rozmowy Coutinho zdradził, że mieszkał obok faweli znajdującej się w okolicach mitycznego stadionu Maracana w Rio de Janeiro. - Widziałem stadion z zewnątrz prawie każdego dnia, kiedy przechodziłem albo jechałem samochodem razem z moimi rodzicami. Stadion zawsze tam był. Moją wielką motywacją było móc zagrać któregoś dnia na Maracanie. W pewien sposób wszyscy Brazylijczycy o tym marzą. Do tej pory zagrałem tam dwa razy. To niezbyt dużo, ale wystarczy. 

- Gra na Camp Nou dostarcza podobny rodzaj emocji. Wrażenia są niesamowite. Jeśli mowa o marzeniach, to gra na tym stadionie w Barcelonie była jednym z moich większych marzeń. To niesamowite móc zakładać koszulkę Barcelony, czuć atmosferę stadionu i zgromadzonych tam kibiców - dodał. 

Coutinho wrócił wspomnieniami do trudnych czasów dzieciństwa. Przypomniał sobie dzielnicę oraz ulice pełne biedy, narkotyków i przemocy. - No tak, zgadza się. Nie było łatwo. Nie tylko tam, gdzie ja mieszkałem. W klubie byli tacy chłopcy, którzy grali w piłkę bardzo dobrze. Potem nagle coś się z nimi działo. Pamiętam szczególnie jednego kolegę. Miał wielki talent, ale przez różne życiowe zdarzenia pogubił się i nie udało mu się zostać piłkarzem. Miał ogromne możliwości, aby stać się dobrym zawodnikiem. Nazywał się Yuri... 

Coutinho opowiedział także o problemach, jakie sprawiała mu jego chorobliwa nieśmiałość. Wrócił pamięcią do dnia, kiedy miał 7 lat i Vasco da Gama zrobiło mu test na przyjęcie do klubu. - Zostałem na trybunie i płakałem. Nie chciałem wyjść na boisko i grać. Po dłuższej chwili trener od przygotowania fizycznego i główny trener namówili mnie, abym zszedł poćwiczyć. Ostatecznie odbyłem ten trening i zostałem w klubie - powiedział.

Coutinho przyznał, że futbol pomaga mu w przełamywaniu barier. - W miarę upływu czasu stawałem się coraz lepszy. Na boisku udaje mi się zapomnieć o wszystkim, również o mojej nieśmiałości. Kiedy jest się na murawie, to myśli się tylko o grze, o wygrywaniu i cieszeniu się piłką. Trzeba przekazywać to dzieciom. Muszą być szczęśliwe, grając w piłkę, i powinny marzyć o wielkich rzeczach. 

Coutinho odniósł się także do wykorzystywania na boisku sztuczek zaczerpniętych z futsalu. - Używam podeszwy buta do kontrolowania piłki. Przede wszystkim jednak wykorzystuję ją do dryblingów i gry kombinacyjnej na małej przestrzeni. Staram się to zachować w mojej grze. 

Na pytanie o jego charakterystyczny podkręcony strzał z granicy pola karnego Coutinho odpowiedział: - futbol to mieszanka wrodzonego talentu i pracy. Talent jest ważny, ale bez pracy nic się nie osiągnie. Nie urodziłem się z umiejętnością wykonywania tego strzału. Trzeba go trenować każdego dnia, aby potem dobrze wyszedł w trakcie meczu. 

Na zakończenie Coutinho odniósł się do Messiego. - Czy wykorzystam kiedyś tę technikę strzału przy rzutach wolnych? Ale to Leo zawsze podchodzi i zdobywa z nich gole! To niewiarygodne. Leo jest piłkarzem bardzo nieprzewidywalnym. Gdybym miał go określić jednym słowem, wybrałbym termin "nie do zatrzymania". A jeden przymiotnik określający mnie samego? Nieśmiały (śmiech). 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (7)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze