Wychowanek FC Barcelony Sergi Gómez wróci w sobotę na Camp Nou jako zawodnik obecnego lidera LaLigi Sevilli. 26-latek jest podstawowym środkowym obrońcą w drużynie Pablo Machina, podczas gdy Blaugrana zmaga się z dużymi problemami kadrowymi na tej pozycji. Gómez wyjechał z Katalonii w 2014 roku i czuje się dumny z podjętej decyzji, ponieważ pozwoliła mu ona wykonać krok naprzód w karierze. Na dwa dni przed spotkaniem Barçy z Sevillą piłkarz udzielił wywiadu Mundo Deportivo.
Wyobrażałeś sobie, że wrócisz do domu jako zawodnik lidera LaLigi?
Doświadczenie podpowiada, że w piłce nożnej wiele się zmienia, a każdy mecz to osobna historia. Przegraliśmy z Realem Betis i Getafe, ale dzięki wytrwałości wygraliśmy cztery kolejne spotkania.
Nastąpiła zmiana dynamiki.
Wygrana 6:2 z Levante była kluczowa, dała nam dużo energii. Późniejsze zwycięstwo z Realem Madryt było zastrzykiem adrenaliny i egzaminem dla obu drużyn.
Czy jakiś pojedynek na Camp Nou może nie być trudny? Zadebiutowałeś w Barcelonie w meczu przeciwko Sevilli i w Sevilli w spotkaniu z Barceloną. To ciekawa i wyjątkowa sytuacja.
Kto by przypuszczał kilka lat temu, że tak się stanie! Tak, to wyjątkowa sprawa ze względu na wszystko, co oznacza. Piłka nożna to nagroda za codzienną pracę.
Nie idzie ci źle w meczach przeciwko Barcelonie.
To prawda, doznałem dwóch porażek w ośmiu meczach. Jako zawodnik Celty wygrałem na Camp Nou, na Balaídos też. Ostatnio był jednak mecz o Superpuchar. Jeśli wejdziemy na najwyższy poziom zaangażowania, mentalny i sportowy, zwycięstwo i utrzymanie pozycji lidera nie jest niemożliwe.
Najważniejsze będzie...
...ograniczenie szans rywali i wykorzystanie własnych.
Czy to aluzja do Superpucharu?
Nie, wielu zawodników wówczas nie grało, a dla innych był to pierwszy mecz.
Co zmieniło się w Barcelonie?
Nowe wzmocnienia dużo mówią o potencjale Barcelony i postępie, jaki dokonała jako drużyna.
Tegoroczna LaLiga jest dziwna?
Powinniśmy się przyzwyczaić. Trudno jest co roku utrzymywać najwyższy poziom. To, co dzieje się w Barcelonie i Realu Madryt, jest normalne. W końcu mierzą się z jedenastoma innymi piłkarzami.
Czy to może być sezon Sevilli?
Dlaczego nie? Jest jednak zbyt wcześnie, żeby o tym myśleć. Optymizm jest dobry, a jeśli utrzymamy poziom...
Co Machín wniósł do drużyny?
System, w którym często gościmy w polu karnym przeciwnika, i pięcioosobową linię obronną z dwoma wahadłowymi. Podejmujemy więcej ryzyka w ataku, ponieważ zostajemy trójką obrońców, ale idzie nam bardzo dobrze. Nasi napastnicy wywierają duży pressing.
Trener miał swój punkt krytyczny.
Każdy trener ma go w ciągu sezonu. Od pierwszego dnia trzeba pokazać, ile jest się wartym.
Czy mecz z Realem posłuży wam jako wzór?
W spotkaniach z tak dobrymi drużynami trzeba ograniczyć zalety rywali, sprawić, żeby nie czuli się komfortowo, zabierać im piłkę.
Przeciwko sobie będziesz miał Leo Messiego.
Bez wątpienia jest najlepszy na świecie. Pokazał to wielokrotnie i robi to w każdym meczu. Jest zdecydowanie lepszy od innych zawodników.
Jak go powstrzymać?
Jak najbardziej utrudnić mu grę i nie pozwolić, żeby był liderem Barçy i adresatem podań. Barcelona ma obecnie problem ze środkowymi obrońcami. Nad kontuzjami nie da się zapanować. Pojawiają się zawsze, w każdym sezonie. Można mieć sześciu obrońców i żaden nie dozna urazu. Barça ma Piqué i Lengleta, którzy są bardzo dobrzy.
Co sądzisz o Lenglecie?
W Sevilli wszyscy bardzo go chwalą, wszystkie opinie są pozytywne. Jest dobrze ułożony i zawsze gotowy do robienia postępów. Ma talent, dobre wyjście z piłką, dobrą lewą nogę, umie się ustawić, jest wytrwały... Ma też pole do poprawy.
Dlaczego odszedłeś z Barçy?
Ponieważ w drużynie byli Piqué, Puyol, Mascherano, Bartra, Muniesa, Fontàs, Vermaelen... Było trudno. Przychodzi moment, w którym trzeba podjąć decyzję, i nie jest łatwo. Kiedy zdecydowałem się odejść i szło mi dobrze, zdałem sobie sprawę, że nie wszystko kończy się na Barcelonie. Jestem dumny z kroku, który wykonałem, ponieważ spędzenie kolejnego roku w Segunda División byłoby błędem w momencie, kiedy miałem oferty z Primera. Jestem wdzięczny Celcie za to, co przeżyłem. To były dobre lata w LaLidze i europejskich pucharach.
Kiedy patrzy się na twoją grę, można pomyśleć, że odniósłbyś sukces w Barcelonie.
Łatwo jest przypominać sobie o ludziach, kiedy jest jakiś problem. Przez Barçę przechodzi wielu zawodników. Każdy powinien obrać swoją ścieżkę. Nie żałuję odejścia z Barcelony.
Nie jest tak strasznie poza domem.
Nie. Świat się dla mnie nie skończył po odejściu z Barcelony. Oczywiście moim marzeniem była gra w pierwszej drużynie, ale jeśli nie udaje się tam dotrzeć, nic się nie dzieje.
Wasz dyrektor sportowy Joaquín Caparrós widzi cię w reprezentacji.
Każdy hiszpański piłkarz marzy o grze w drużynie narodowej, ale jest nas wielu. Ostateczną decyzję podejmuje selekcjoner. Byłaby to dla mnie wielka radość.
Wychowałeś się w La Masii.
To ważne, żeby wychodzili z niej dobrze ukształtowani zawodnicy. Trzeba dbać o wychowanków i o detale. Dbać nie znaczy chronić. Powinni być świadomi, jak trudno jest dotrzeć na szczyt, i tego dokonywać. Żaden wychowanek nie święcił triumfów w pierwszej drużynie Barçy, jeśli sobie na to nie zapracował. Gracze ze szkółki muszą wykorzystywać każdą sekundę i każdy mecz, ponieważ to zdarza się tylko raz w życiu.
Ważna jest zatem cierpliwość.
Messi jest tylko jeden. Sergi Roberto to przykład wytrwałości. Kwestionowano jego grę w pierwszym i drugim sezonie, a spójrzmy na niego teraz. Od wychowanków oczekuje się dużo, ale w pierwszej drużynie grają najlepsi. Najważniejsze jest zaufanie i zrozumienie, że awans do pierwszego zespołu to proces.
Fot. Castroquini-FCB / CC BY 2.0
Komentarze (7)