Sergi Roberto wyjątkowo dobrze radzi sobie w meczach z Realem Madryt. Katalończyk stał się jednym z koszmarów Królewskich. W spotkaniach z Realem zanotował aż pięć asyst w ostatnich trzech latach. Co ciekawe wszystkie kluczowe podania kierował do Luisa Suáreza.
W debiucie w El Clásico w półfinale Ligi Mistrzów w 2011 roku Sergi Roberto poszedł w ślady innych wychowanków Barcelony i niespodziewanie otrzymał szansę od trenera. Nigdy się nie poddawał mimo braku pewnego miejsca w składzie oraz możliwości przejścia do innego klubu. Znalezienie sobie miejsca w drużynie nie przyszło mu łatwo, ale Luis Enrique wolał Roberto od Cesca Fàbregasa i wszystko zaczęło się pomyślnie układać.
Kolejne El Clásico wychowanka Barçy miało miejsce już w 2015 roku. Było to starcie na Bernabéu bez Messiego w pierwszym składzie. Sergi Roberto zagrał jako fałszywy prawoskrzydłowy i asystował przy jednym z dwóch goli Luisa Suáreza. W minionym sezonie dołożył do tego dwa kolejne ostatnie podania. W wygranym 3:0 pojedynku 23 grudnia Messi skupił na sobie uwagę wielu graczy Realu, Rakitić odnalazł Roberto, a ten posłał futbolówkę w pole karne, gdzie już czekał Urugwajczyk. W rundzie wiosennej współpraca pary Roberto-Suárez ponownie dała rezultaty. Ponadto warto wspomnieć, że pamiętna bramka Leo Messiego w 93. minucie meczu z kwietnia 2017 roku nie byłaby możliwa bez Sergiego, który przebiegł pół boiska, po czym podał do Jordiego Alby.
Wczoraj historia powtórzyła się, a urodzony w Reus Katalończyk zaliczył dwie asysty i skompletował wyjątkową manitę. Gol na 3:1 został zdobyty po dośrodkowaniu, które, jak przyznał sam zawodnik, było skierowane do Jordiego Alby. Z kolei trafienie na 4:1 padło po tym, jak Sergi Roberto ograł Sergio Ramosa. Dodatkową zachętą dla Katalończyka musiała być obecność Julena Lopeteguiego, który nie powołał go na mundial w Rosji.
Komentarze (25)