Kiedy drużynę FC Barcelony objął Luis Enrique, nastąpiła zmiana tendencji dotyczących zarządzania kadrą. Pep Guardiola nigdy nie ukrywał, że woli pracować z wąską grupą zawodników, natomiast Asturyjczyk preferował szerszy wybór i możliwość stosowania agresywnych rotacji. Często okazywało się jednak, że drugi garnitur nie jest w stanie dać z siebie tyle, ile oczekiwał szkoleniowiec, i nie potrafi udźwignąć ciężaru ważnych meczów. Obecnie na ławce trenerskiej na Camp Nou zasiada Ernesto Valverde, który zdaniem Sportu czerpie duże korzyści z posiadania szerokiej kadry.
Transfery Lucasa Digne'a, André Gomesa, Paco Alcácera, Samuela Umtitiego, Jaspera Cillessena i Denisa Suáreza miały zwiększyć "klasę średnią" w zespole Barcelony. Luis Enrique poprosił o nowe twarze i młodych zawodnikóww celu zaostrzenia wewnętrznej konkurencji. W ten sposób gracze pierwszego składu mieli czuć nieustanny oddech zmienników na plecach, ale w kluczowych momentach ci drudzy często zawodzili. Kiedy trener stosował rotacje lub musiał radzić sobie z kontuzjami pierwszoplanowych postaci, drużyna znacząco obniżała loty.
Według Sportu w zespole Ernesto Valverde rotacje funkcjonują lepiej, choć często są wymuszone przez kontuzje. Piłkarze drugiego planu dają odpowiednią alternatywę, co pokazują przypadki Nélsona Semedo, Clementa Lengleta, Arturo Vidala czy nawet Malcoma. Każdy z tych zawodników wnosi coś pozytywnego do zespołu, kiedy dostaje swoją szansę. Do tej grupy można zaliczyć nawet Ousmane'a Dembélé, który też nie zawsze miał regularne miejsce w pierwszym składzie. Obecnie trudno stwierdzić, czy once de gala to jedenastka z Francuzem czy z Philippe Coutinho. Największym pozytywem tej sytuacji jest to, że obaj zawodnicy potrafią dać coś drużynie, kiedy wchodzą z ławki.
Symbolem "rewolucji klasy średniej", jak ujmuje to Sport, stali się Clement Lenglet i Arturo Vidal. Sprowadzony latem stoper umocnił się w wyjściowej jedenastce pod nieobecność Samuela Umtitiego i spełnia oczekiwania w swoich pierwszych miesiącach w klubie. Kontuzja Big Sama przestała być uznawana za dramat, a stała się raczej nieszczęściem. Występy Lengleta na Wembley czy w El Clásico potwierdziły, że Barça dysponuje trzecim stoperem o odpowiedniej jakości. Arturo Vidal wychodzi z trudnej sytuacji z początku sezonu i w ostatnich tygodniach wrzucił wyższy bieg. W ważnych spotkaniach na Wanda Metropolitano i Cornellà-El Prat Chilijczyk dał z siebie wszystko i odegrał rolę, jakiej od niego oczekiwano.
Również Nélson Semedo i Malcom pokazują się zdaniem Sportu z dobrej strony. Kontuzja Sergiego Roberto dała Portugalczykowi znacznie więcej minut, a w Barcelonie powoli zaczynają się przyzwyczajać do zalet i wad tego zawodnika. Były gracz Benfiki to godny zaufania prawy obrońca, który wyróżnia się szybkością, ale zdarza mu się też notować niebezpieczne straty. Malcomowi zaś po raz kolejny na przeszkodzie staje kontuzja. Po golu w meczu z Interem Brazylijczyk otrzymał szansę od pierwszej minuty w spotkaniu z Realem Betis, ale skręcenie stawu skokowego w pucharowym starciu z drużyną Cultural Leónesa pozbawiło go kolejnej szansy na wejście na scenę. Młodemu napastnikowi udało się za to zaskarbić sympatię kibiców, którzy czekają na jego kolejne występy.
Komentarze (7)