Luis Suárez: Messi i ja jesteśmy bardzo samokrytyczni [cz.1]

Dariusz Maruszczak

1 lutego 2019, 12:25

Sport, Mundo Deportivo

17 komentarzy

Luis Suárez udzielił wywiadów dla dzienników Mundo Deportivo i Sport. Poniżej prezentujemy ich pierwszą część, w której Urugwajczyk opowiedział m.in. o zwycięstwie z Sevillą, celach na ten sezon, swojej mentalności na boisku i poza nim, a także o relacjach z Messim.

Jak przeżyliście w szatni zwycięstwo z Sevillą 6:1?

Byliśmy bardzo zadowoleni z tego, jaki mecz rozegraliśmy. Mieliśmy entuzjazm, aby odwrócić losy rywalizacji. Dzięki temu i pewności siebie oraz przy wsparciu wspaniałych kibiców wiedzieliśmy, że możemy przeżyć kolejną niezapomnianą noc.

Niektórzy wskazywali, że losy dwumeczu są rozstrzygnięte po porażce Barcelony 0:2 w pierwszym spotkaniu, ale drużyna udowodniła, że chce zdobyć wszystkie trofea.

To oczywiste. Jesteśmy w Barcelonie, najlepszym zespole na świecie, i musimy wygrywać co trzy dni. Po pierwszym meczu powiedziałem, że będziemy walczyć o odwrócenie losów rywalizacji, i w środę udowodniliśmy, że chcemy zdobyć wszystkie trofea. Taka jest nasza mentalność. Za kilka dni półfinał Pucharu Króla, w LaLidze mamy niezłą przewagę, której nie możemy zmarnować, a w Lidze Mistrzów mamy już wystarczające doświadczenie, żeby nie przydarzyły się nam żadne potknięcia.

Czy piłkarz może spać po tak szalonej remontadzie?

Tak, chociaż to zależy. Czasem sen przychodzi łatwo, a czasem nie. Adrenalina działa i bywa tak, że tylko obracam się z boku na bok w łóżku, ale tym razem nie było mi zbyt trudno zasnąć.

Lepiej trafić na Real teraz w półfinale czy może w finale?

Żeby wygrać Puchar Króla, trzeba pokonać wszystkich rywali. Nie ma dla mnie znaczenia, czy trafimy na Real w półfinale, czy w finale.

Siedzi w was to, co stało się w Rzymie?

Nie. Kiedy wychodzimy na boisko, zostawiamy to za sobą, choć mamy to w pamięci. Od trzech lat odpadamy w Lidze Mistrzów, a taki klub jak Barça nie może rozproszyć się nawet na sekundę w tych rozgrywkach, ponieważ może nam się przydarzyć to co w poprzednim sezonie.

Zostało jeszcze sporo czasu na analizę Olympique'u Lyon, ale wiesz coś na temat tego zespołu?

Grają trójką w obronie, piątką w pomocy i dwoma napastnikami. Starają się grać z kontry. W Lidze Mistrzów wchodzą na wyższy poziom, co pokazali w meczu z Manchesterem City. Musimy wiedzieć, że to nasza szansa, aby pokazać, co potrafimy. 

Niektórzy po meczach oglądają swoje występy i gole. Masz jakieś rutynowe czynności po zakończeniu spotkania?

To zależy od meczu [śmiech]. Są czasem takie spotkania, po których nie chce się niczego oglądać. Wczoraj na przykład rozmawiałem z moją żoną o meczu, gdy się obudziła. Czasem to robimy. Potem się kładę i oglądam przez chwilę telewizję, głównie wiadomości, choć nie te sportowe. A potem zasypiam, zwłaszcza gdy myślę o tym, że muszę wstać rano i zawieźć dzieci do szkoły [uśmiech].

Czy trudno jest być Luisem Suárezem?

Nie. Staram się prowadzić normalne życie. Po prostu być człowiekiem, jak wszyscy. Jestem ojcem, mężem i poświęcam się futbolowi. Staram się, żeby ludzie nie myśleli, że żyję w innym świecie. Wiele osób uważa, że nie mamy pojęcia o niczym, ponieważ zamykamy się w naszym świecie. Jestem jednak tylko ojcem, który lubi spędzać dużo czasu ze swoimi dziećmi i żoną.

Kiedyś powiedziałeś, że jest dwóch Suárezów: piłkarz, który wydaje się zawsze rozdrażniony, a także człowiek. Wciąż istnieje ten dualizm czy coś się zmieniło?

[śmiech]. Wciąż jestem tym samym ambitnym piłkarzem. Wciąż gram z tym pragnieniem, które ktoś ma, jeśli od dzieciństwa nie dostał niczego za darmo. Tego głodu wygrywania i sposobu gry nikt nie zmieni. Wiele się jednak nauczyłem, przede wszystkim przez to, co przeżyłem w Barcelonie, a także z powodu tego, co wydarzyło się w 2014 roku. Jestem, jaki jestem, ale cieszę się trochę bardziej futbolem.

Jesteś zbyt rozdrażniony, kiedy grasz?

Granie w stanie rozdrażnienia nie oznacza, że stale będę kogoś bić. Natomiast jeżeli chodzi o walkę i dyskutowanie, to oczywiście taki jestem. Myślę jednak, że teraz częściej się śmieję i cieszę się bardziej kolegami, którzy są wokół mnie. To się zmieniło, mimo że mój sposób bycia na boisku nie uległ zmianie. Poza murawą jestem inny. Jeśli poza boiskiem coś mnie denerwuje, to musi być to coś wielkiego. Natomiast na murawie denerwują mnie najmniejsze rzeczy [śmiech].

Puyol zawsze powtarzał, że po tym, jak poznał Gerarda Piqué, zmieniła się jego perspektywa na futbol. Piqué nauczył go bardziej cieszyć się życiem. Jaki wpływ miał na ciebie Leo?

Myślę, że dobrze mogło mi zrobić to, że często oglądałem go tak spokojnego w trakcie meczów. Czasem myśli się, że trzeba być cały czas skoncentrowanym dzień przed spotkaniem lub w dniu meczowym. Przechodziłem to często w Liverpoolu, w reprezentacji i we wszystkich klubach, w jakich wcześniej grałem. Myślę, że pomogło mi to, co tutaj zobaczyłem. Tu piłkarze są skupieni, wiedzą, co mają robić, ale jednocześnie są bardziej zrelaksowani.

Leo ciągle jest wolny od robienia mate?

[śmiech]. Nie, ostatnio nie. Czasem ja zajmuję się innymi rzeczami, a wtedy on to robi, albo wtedy, gdy jedziemy do jego domu.

Co Messi robi lepiej? Mate czy grilla?

Grilla jeszcze nie próbowałem. Czekam na to. Wciąż nie odważył się mnie zaprosić [śmiech]. Wygląda na to, że chce przeprowadzić testy.

Regularnym bywalcem grillów u ciebie był Neymar. Jakiej jego cechy brakuje ci najbardziej, poza kwestiami związanymi z piłką nożną?

Oczywiście był piłkarzem, który w szatni przekazywał wiele radości, zawsze widziało się go z uśmiechem na twarzy. Jak to zwykle bywa u Brazylijczyków. Oczywiście, że go brakuje, ale w pewnym momencie musieliśmy zmienić to uczucie pustki po jego odejściu.

Jesteś w stanie sobie wyobrazić, że Neymar kiedyś wróci?

Zawsze powtarzam, że w futbolu nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Na dzień dzisiejszy jest bardzo zadowolony z pobytu w Paryżu. Ma jasne cele. Oczywiście jako kolega, przyjaciel czy kibic futbolu zawsze chcę mieć najlepszych po swojej stronie. To jednak coś hipotetycznego, nigdy nie wiadomo.

Ale oczywiście masz nadzieję…

Oczywiście, ponieważ jest piłkarzem, który robi różnicę. Trzeba być jednak świadomym, że decyzja o odejściu, którą podjął, jest tak skomplikowana jak ta o ewentualnym powrocie.

Dla wielu ludzi Messi stanowi wielką tajemnicę. Ty jednak masz przywilej spędzania z nim czasu podczas podróży samochodem. O czym rozmawiacie w samochodzie z Leo?

Nie rozmawiamy tylko o futbolu. Rozmawiamy o przeszłości i przyszłości. Jesteśmy kolegami z drużyny, ale także przyjaciółmi i dzielimy ze sobą wiele spraw. Nie rozmawiamy tylko w samochodzie. Czasem nasze żony robią różne rzeczy i wtedy zostajemy sami. W moim lub w jego domu, pijąc mate. Rozmawiamy o wszystkim przez dwie lub trzy godziny. Zawsze jednak powtarzam: wielu ludzi widzi Messiego, ale dla mnie to po prostu Leo.

Oglądaliście już razem mecze?

Nie, ale często komentujemy sytuacje boiskowe. Zarówno te dobre, jak i te złe, ponieważ jesteśmy bardzo samokrytyczni. Są dni, w których drużyna wygrywa, a ja schodzę z boiska rozdrażniony, ponieważ nie czułem się najlepiej. I Leo wie, że jestem zdenerwowany. Podobnie ja wiem, kiedy schodzi z murawy zły, ponieważ nie czuł się dobrze, choć zespół wygrał.

Co najbardziej złości Leo na boisku?

Myślę, że to samo co wszystkich piłkarzy. Nie lubi czuć, że nie pomógł drużynie, gdy jej nie poszło.

Kiedy czuje się źle, zostawiasz mu przestrzeń czy jesteś blisko, aby go wesprzeć?

Każdy piłkarz potrzebuje swojej przestrzeni, kiedy wie, że coś poszło nie tak. Ja, Leo, Philippe, Piqué, Busi, Jordi… Wszyscy zawodnicy potrzebują być sami. Ponieważ lepiej jest pozwolić, żeby wszystko ucichło, niż mówić o tym i wciąż dyskutować, prawda?

Wiele mówiło się na temat momentu, w którym zacząłeś grać na pozycji środkowego napastnika w Barcelonie. To prawda, że Leo powiedział ci, żebyś to zrobił?

Ustawienie taktyczne, które stosowaliśmy za kadencji Luisa Enrique, polegało na tym, że Leo grał jako fałszywy napastnik, przechodząc na „dziesiątkę”. Ney był po jednej stronie, a ja po drugiej, ale miałem schodzić do środka. Później był mecz przeciwko Ajaksowi. Rywale byli bardzo cofnięci, więc Leo nie miał swobody na tej pozycji. W pewnym momencie ustawiłem się obok niego. Zagraliśmy dwie akcje i kiedy miałem wrócić na skrzydło, Leo powiedział mi: „jeśli chcesz, możesz tam zostać”. Jakby pytał mnie o to. Zostałem na tej pozycji i później Luis Enrique, który podejmuje decyzje, porozmawiał o tym z nami. Zapytał, czy chcielibyśmy zostać w tym ustawieniu, ze mną na „dziewiątce”. Wszyscy odpowiedzieliśmy, że tak. I tak już zostało.

Było dużo problemów z Luisem Enrique w tym temacie?

Nie. Pamiętam moment, w którym Leo mi o tym powiedział, ale była to kwestia ustalona z Luisem Enrique.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (17)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze