Leo Messi zaprezentował prawdziwy spektakl w drugim meczu z Manchesterem United w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Argentyńczyk nie tylko strzelił dwa gole, ale imponował również w innych aspektach gry.
W pierwszym spotkaniu Messi został uderzony przez Chrisa Smallinga, przez co trudniej mu było grać. 31-latek przystąpił do starcia na Camp Nou głodny rewanżu. Messi bardzo chciał po raz pierwszy od 2015 roku awansować do półfinału Ligi Mistrzów i po sześciu latach przerwy znów trafić do siatki w ćwierćfinale. Kapitan Barcelony rzeczywiście okazał się decydujący, zdobywając dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie po okresie dobrej gry Manchesteru. Messi wybił Czerwonym Diabłom z głowy marzenia o awansie, ale jego wkład w wyeliminowanie Anglików wykracza poza strzelone gole.
Messi wykazał się postawą przywódczą, a czasem nawet poświęcał się grze w obronie. Statystyki 31-latka mówią same za siebie. Lider Barcelony oddał w tym meczu siedem strzałów, z czego trzy w światło bramki. Dwa uderzenia znalazły się w siatce, jedno zostało zablokowane, a z kolejnym poradził sobie David de Gea. Messi był przy piłce 103 razy i zanotował 78 podań, z czego 63 dotarły do adresata. Najważniejsza była akcja przy jego długim zagraniu do Jordiego Alby, która skończyła się golem Coutinho. Argentyńczyk był czterokrotnie faulowany, a sześć z siedmiu jego dryblingów zakończyło się powodzeniem. Ponadto wygrał 10 z 15 pojedynków z rywalami.
W meczu z Manchesterem Messi zdobył 45. bramkę w tym sezonie, a więc wyrównał swój dorobek z poprzednich rozgrywek, choć na razie ma na koncie dwanaście spotkań mniej, a na murawie przebywał krócej o 1070 minut. W obecnej edycji Ligi Mistrzów crack z Rosario wyszedł na samodzielne prowadzenie w klasyfikacji najlepszych strzelców i ma już na koncie dziesięć trafień. Messi jest również na pierwszej pozycji w wyścigu po Złoty But, a Kyliana Mbappe wyprzedza o sześć goli.
Komentarze (26)