Andrés Iniesta żegna Fernando Torresa w liście otwartym

Przemek Borecki

23 sierpnia 2019, 15:30

El Mundo

19 komentarzy

Drogi Iniesty i Torresa zbiegły się w hiszpańskiej miejscowości Brunete w 1996 roku, kiedy to się poznali. Następnie każdy poszedł swoją ściężką kariery, ale dzisiaj znowu się spotykają. Andrés i Fernando występowali wspólnie na mistrzostwach Europy U-16, U-19, mistrzostwach Europy w seniorskiej reprezentacji czy mistrzostwach świata... Torres strzelił gola na wagę tytułu w Wiedniu w 2008 roku, a Andrés w Johannesburgu w 2010. Jeden kończy dziś karierę, a drugi żegna go emocjonalnym listem.

Pełna treść listu Andrésa Iniesty do Fernando Torresa:

Jak dziwnie, nie mów mi, że nie, Fernando. To bardzo dziwne, powiedziałbym pięknie dziwne. Przed nami twój ostatni mecz w karierze. Mnie też jeszcze trochę zostało. Oto jesteśmy. Po drugiej stronie świata. To tak, jakby życie, kapryśne w swej istocie, sprowadziło nas do Japonii, by się pożegnać. Piłka nożna połączyła nas ponad 20 lat temu, kiedy byliśmy dziećmi. Cóż, ty na zawsze pozostaniesz El Niño [dziecko - przyp. red.]. I nic nas nie rozdzieli. Poznaliśmy się, kiedy mieliśmy utopijne marzenia. Tamten gol, który dał nam mistrzostwo Europy U-16, w wygranym finale przeciwko Anglii. Nigdy nie zapomnę, że mi go wtedy zadedykowałeś. Oglądałem to w telewizji, ponieważ musiałem wrócić do domu z powodu kontuzji.

Pamiętasz, Fernando, jak będąc w Trynidadzie i Tobago, wypisaliśmy na koszulce postanowienie, które wydawało się wówczas nierealne [napisali,, że pewnego dnia wspólnie zdobędą mistrzostwo świata - przyp. red.]. Ale udało nam się. Od tamtej pory zawsze razem. Wiedeń, Johannesburg... To niezapomniane podanie od Xaviego, po którym zdobyłeś bramkę na wagę mistrzostwa Europy zdobytego z Luisem Aragonésem. I oczywiście twoje podanie, dające nam najważniejszego gola w naszym życiu. Mogliśmy być rozdzieleni, ale zawsze byliśmy razem. Do końca w innych klubach. Byliśmy ponad klubowymi barwami. Ty w Madrycie, ja w Barcelonie, ale nigdy nie byliśmy wrogami. Jesteśmy przyjaciółmi, którzy nosili koszulki różnych klubów, ale łączyła nas La Roja lub Rojita, bo tak chcieliśmy ją nazywać.

Niewielu zna naszą prawdziwą historię. Nieważne, że odszedłeś i wywalczyłeś swoją pozycję w Premier League, gdzie zachwycano się niezwykłym talentem El Niño, najpierw w Liverpoolu, a potem w Chelsea. Gdy wróciłeś do domu, do twojego Atlético, byłem naprawdę wzruszony, bo futbol to nie tylko sukcesy i porażki, to także sposób na zrozumienie życia. A ty, Fernando, uszlachetniałeś ten sport. Nasz sport. Nie mówię o bramkach, które zdobyłeś, bowiem dawno przestałem liczyć, ile ich było, ani o trofeach, które wygrałeś w swojej niesamowitej karierze. Mówię o twojej postawie boiskowej, szacunku do gry, kolegów z zespołu i rywali.

Zaczynaliśmy na małych boiskach, z dala od światła reflektorów i blasku fleszy, byliśmy wielokrotnie doświadczani, dzięki czemu doszliśmy do chwili, w której sięgnęliśmy po mistrzostwo świata dla naszego kraju. Kiedy spotkamy się w Hiszpanii, pokażę ci tamtą koszulkę, skarb, którego nikt nie odkrył. Chociaż nie ma większego skarbu niż nasza przyjaźń, Fernando.

To była genialna podróż. Zabrała nasz w każdy zakątek świata. Spójrz, gdzie jesteśmy dzisiaj. W Tosu, gdzie zagramy przeciwko sobie. Jeszcze jeden raz. Ale to nie będzie zwykły mecz, tylko twoje pożegnanie. Zmierzysz się z Davidem Villą i ze mną, a potem wrócisz do domu. Po twoim odejściu futbol już nie będzie taki sam. Myśl o tym, co przed tobą, i bądź szczęśliwy. Ależ dziwnie, Fernando. Jeszcze nie odszedłeś, a ja już za tobą tęsknię.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (19)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze