Po wczorajszym meczu z Interem najgłośniej było o rekordowej bramce Ansu Fatiego, który został najmłodszym strzelcem gola w historii Ligi Mistrzów, a także o trafieniu Carlesa Péreza w swoim debiucie w tych rozgrywkach. Na uwagę zasługuje jednak również inny debiutant Neto.
Brazylijski bramkarz długo musiał czekać na swój pierwszy oficjalny występ w barwach Blaugrany. Do tej pory grał tylko w presezonie, a miejsce między słupkami stale zajmował Marc-André ter Stegen. Zapewnienie sobie przez Barcelonę awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów jeszcze przed ostatnią serią gier dało jednak okazję do przetestowania Neto w starciu z Interem. Mogły być pewne obawy o to, czy 30-latek nie zardzewiał od lata, zwłaszcza że miał też za sobą operację nadgarstka, ale rezerwowy bramkarz spisał się bardzo dobrze.
Już w pierwszej połowie Neto zanotował dwie udane interwencje. Najpierw obronił strzał Cristiano Biraghiego w 18. minucie meczu, a po chwili zatrzymał też Lautaro Martíneza. Brazylijczyk nie dał się również zaskoczyć Matiasowi Vecino. W drugiej części gry jego wyjście z bramki spowodowało, że Romelu Lukaku za daleko wypuścił sobie piłkę w dobrej sytuacji i w rezultacie wylądowała ona za linią końcową boiska. Neto wygrał też pojedynek jeden na jeden z belgijskim napastnikiem, choć sędzia odgwizdał wówczas spalonego. Bramkarz Barcelony nie miał za to nic do powiedzenia przy golu Lukaku z pierwszej części gry, ponieważ futbolówka odbiła się jeszcze od nogi Samuela Umtitiego. 30-latek był również pewny przy wyjściach do piłki czy rozpoczynaniu akcji.
Neto pokazał w meczu z Interem, że można na niego liczyć i w razie czego jest w stanie zastąpić Ter Stegena. Na kolejną szansę prawdopodobnie będzie musiał jednak poczekać do styczniowych meczów Superpucharu Hiszpanii lub Pucharu Króla.
Komentarze (10)