Muzyka El Clásico: Jak uchwycić Barcelonę i Real w piosence

Julia Cicha

17 grudnia 2019, 22:03

ESPN

8 komentarzy

Fot. Getty Images

Sid Lowe na łamach ESPN opublikował świetny artykuł obfitujący w ciekawostki przed El Clásico. Zapraszamy do zapoznania się z jego treścią i odkrycia, co łączy Barcelonę, Real i muzykę.


Ciszę przeciął głośny, metaliczny dźwięk i nagle zgasły światła. Kiedy młody bramkarz Realu doszedł do siebie, pamiętał zapalone światła samochodu, unoszący się dym oraz dźwięki wydawane przez rannych ludzi dookoła niego. Zabrano go do szpitala, gdzie lekarze powiedzieli, że prawdopodobnie nigdy nie będzie już mógł chodzić. Udało mu się to po niemal półtora roku, ale jego kariera piłkarska była skończona.

Miało to miejsce dzień przed jego 20. urodzinami, w 1963 roku. Często zastanawiał się, jak mogły potoczyć się jego losy. Mógł stać się częścią zespołu, który w 1966 roku zdobył Puchar Europy. Pirri, Pedro De Felipe, Amancio: oni wszyscy byli jego przyjaciółmi.

Kiedy był w szpitalu, pielęgniarka Eladio podarowała mu starą gitarę, sugerując, że mogła ona pomóc mu w ćwiczeniu palców. Nigdy wcześniej nie grał, ale nauczył się tego. W trakcie długiej rekonwalescencji napisał piosenkę. Wśród jej słów znajduje się wers: „zawsze jest coś, o co warto walczyć, coś, dla czego warto żyć”.  

Piosenka została zatytułowana „La vida sigue igual” [„Życie toczy się dalej” – przyp. red] i w 1968 roku pojechał z nią na festiwal muzyczny do Benidormu. Wygrał. O kim mowa? To Julio Iglesias, który niedługo później podpisał kontrakt płytowy.

Kiedy „La vida sigue igual” została wypuszczona w 1969 roku, na okładce umieszczono piosenkarza opierającego się o słupek bramki na Santiago Bernabéu.

Muzyka jest obecna w piłce nożnej, a piłka nożna w muzyce. W jednym z hiszpańskich programów sportowych „Carrusel Deportivo” przez dwa lata połączono nawet te motywy. Miksowano tam bramki z piosenkami i wiadomościami o poszczególnych klubach. Niektóre kompilacje były naprawdę dobre. Zbliża się El Clásico, więc pora „posłuchać” nieco Barcelony i Realu, rozpoczynając od hymnu Barçy, który usłyszymy przed meczem.

Jeśli chodzi o Real, to

Domingo stworzył hymn, którzy mogli śpiewać zawodnicy (niektórzy „na rybę”). Śpiewano: „
i nic więcej” (Tak, to przytyk do barcelońskiego „więcej niż klub”).

Robi się jeszcze lepiej. Chcecie usłyszeć rapujący Dream Team? Oczywiście, że tak!

A rapującego Roystona Drenthe? On robi to o wiele lepiej. Proszę bardzo:

Pora na Daniego Alvesa z José Pinto…

… i Cristiano Ronaldo, który również spróbował coś zanucić.

(Tak, „Amor mio” to piosenka Julio Iglesiasa.)

Skoro o nim mowa, to kolejnym piłkarzem Realu, który nie zrobił wielkiej kariery, odniósł kontuzję i poszedł w stronę muzyki, jest Álvaro Benito. Oto jego grupa z

que perder” („Nic do stracenia”).  Były trener Barcelony Terry Venables
w sobie Elvisa. I na pewno nie wyobrażaliście sobie, że David Villa potrafi tak dobrze śpiewać:

To nie jedyni piłkarze, którzy wypuszczali swoje piosenki. Wielu innych „śpiewało”. Pojawiają się również piosenki o samych klubach (swoją drogą rywalizacja Cristiano Ronaldo z Leo Messim to całkiem osobna kwestia. Kawałki na ten temat przechodzą od złych do bardzo, bardzo złych). Barcelona to, jak mówią, więcej niż klub. Mają rację. Real również to więcej niż klub. Wszystkie kluby to coś więcej, co odzwierciedla muzyka, choć to prawda, że z wymienionej dwójki więcej utworów powstało raczej o Barcelonie. Oto kilka wybranych.

Katalońskie komediowe trio La Trinca zobrazowało zmiany w katalońskim społeczeństwie spowodowane sukcesami Barçy po przybyciu Johana Cruyffa w 1973 roku. Ta piosenka pokazuje, że komercjalizm to nic nowego. W utworze śpiewano że „sto milionów peset to nic, ponieważ mamy pieniądze. Sprowadzimy do Barcelony najlepszych piłkarzy”. Żartowano również, że „prawdziwi fani Barcelony” wydają pieniądze na „płyty, lalki, zdjęcia i spodnie”.

Piosenka rozpoczyna się od 114-letniego oczekiwania na tytuł w 1974 roku i opowiada o jednym konkretnym zwycięstwie: wygranej Barcelony z Realem 5:0.

„Pięć razy bije dzwon na Puerta del Sol. Pięć razy Cibeles płakało, Madryt był w żałobie. A na ulicach mówiono: ‘Słońce zaszło nad Flandrią’”. Flandria jest tutaj odniesieniem do hiszpańskiego imperializmu. Piosenka kończy się jeszcze bardziej politycznie nacechowanymi słowami – nawet jeśli „Niech żyje wolna Katalonia!” zostało zagłuszone, pojawia się skinięcie głową i środkowy palec w kierunku cenzora. „Jesteśmy i będziemy ludźmi Barcelony, czy im się to podoba, czy nie”.

Wcześniej pojawił się Serrat. Jego najbardziej znany kawałek to