Kowalczyk & Chowański: Bordowo-granatowy jubilat [cz. 2]

Karol Chowański

Rafał Kowalczyk

26 grudnia 2019, 12:00

2 komentarze

Fot. Getty Images

Czas na drugą część artykułu historycznego o FC Barcelonie. Z pierwszą możecie zapoznać się tutaj.

Wszystkie rewolucje Helenio Herrery
Barça przemienia się w dumę Katalonii (1958-1981)

Dekady, jakie nastąpiły po Daučíku dostarczyły kolejne kamienie milowe w historii barcelońskiego klubu. Czytam na głos wyryte na nich kolejne nazwiska: Herrera, Míchels, Cruyff, Guardiola.

Pan H.H. urodził się w Buenos Aires, wychował w Casablance i spędził piłkarską karierę we Francji. Jako pierwszy trener w historii klubu położył tak wyraźny nacisk na styl gry, z jakim kojarzymy Barçę do dziś. Wymienność pozycji obowiązywała w drużynie już za czasów Daučíka czy Samitiera. Herrera uczynił z niej jeden z fundamentów swojej taktyki już w pierwszym sezonie pracy w Barcelonie. Szybka gra piłką, wykorzystywanie do ataków całego boiska, intensyfikacja zagrań na jeden kontakt im bliżej bramki rywali oraz zachęcanie zawodników do zagrań „pod publiczkę” uczyniły z drużyny dumę jej fanów w sposób, jaki znamy do dziś.

Motywacyjne przemowy Herrery obrosły legendami i pozostają aktualne 70 lat później („kto na boisku daje z siebie mniej niż 100%, nie daje niczego”). Zafascynowany zdobywającą coraz większą popularność psychologią, Argentyńczyk był pionierem w wykorzystywaniu jej na niwie sportowej. Dopuszczanie, wręcz promowanie, efektownych sztuczek technicznych swych piłkarzy – co skrajnie różniło go od „poprzednika” Daučíka – miało w zamierzeniu Herrery służyć zdobyciu jeszcze większego wsparcia trybun. Zgodnie z teorią psychologii tłumu, trener dostrzegał korzyści z porwania zespołu w trudnych momentach przez „dwunastego gracza”. Zrewolucjonizował taktykę. Jako pierwszy w historii piłki korzystał z bocznych obrońców obiegających skrzydłowego. Herrera był także piłkarskim prekursorem kontrolowania diety swych piłkarzy. Zabraniał im picia i palenia. Części szatni nie mieściło się to w głowie, ale na przełomie lat 50. i 60. czasy w futbolu zmieniały się bardzo dynamicznie. Być może dlatego największe sukcesy – na czele z dwukrotnym triumfem w Pucharze Europy – osiągnął Herrera w swoim drugim wielkim klubie, jaki prowadził: Interze Mediolan.

Przez różnicę zdań z Kubalą pan H.H. odszedł z Barçy ledwie po dwóch latach. Po sufit wypełniły je sukcesy. Za kadencji potomka andaluzyjskich imigrantów do Boskiego Buenos drużyna zdobyła dwa mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Króla i jeden Puchar Miast Targowych. W latach sześćdziesiątych CF Barcelona miał dwunastu różnych trenerów. Niech to wystarczy za komentarz do boiskowej formy drużyny. W trofeach: dwa Puchary Króla i kolejny Puchar MT. Każdy, kto słyszał o idei „futbolu totalnego”, zna nazwiska Vica Buckinghama i Rinusa Míchelsa. Obaj sąsiadują ze sobą na liście trenerów Azulgrany. Anglik pracował w Katalonii półtora roku. Oczywiście wywarł na klub dużo mniejszy wpływ od Míchelsa. Duchowy ojciec Mechanicznej Pomarańczy łącznie spędził na Camp Nou sześć lat podczas dwóch cykli (1971-1975, 1976-1978).

Míchels przyszedł do katalońskiego klubu w glorii zdobywcy Pucharu Europy 1971 z Ajaksem. Jego charyzma i koncepcje taktyczne wywarły wielki wpływ na sposób postrzegania piłki przez władze klubu, jego kibiców i zawodników. Dwa lata później przyciągnął z Amsterdamu największą gwiazdę swej dawnej drużyny, niejakiego Johana Cruijffa. Nieustannie frapuje mnie, że duet Míchels-Cruijff zdobył w Katalonii tylko ligę 1974 i krajowy puchar (1978). Odejście Agustiego Montala z funkcji prezydenta klubu (1977) i przyjście Josepa Lluísa Núñeza (1978) doprowadziły do odejścia Johana-piłkarza.

Klamrę okresu zdominowanego dwiema wielkimi trenerskimi osobistościami stanowi fakt, że dwa lata po ostatecznym rozstaniu z Míchelsem do klubu wrócił Herrera. Aby być precyzyjnym, dodam natychmiast, że w 1980 wracał dwukrotnie – w marcu (do maja) i w listopadzie. Chichotem historii, że za drugim razem zastąpił na stanowisku trenera… Kubalę. Herrera dokończył z drużyną sezon 1980/1981. Do wielkich osiągnięć w Katalonii dołożył symboliczny Puchar Króla.

Trenerska karuzela przed powrotem króla
Od Lattka i Menottiego po Venablesa i Aragonésa (1981-1988)

Lata 80. zaczęły się w Hiszpanii od przecen na SEAT-a 1430 Bocanegra. Nagła dostępność dla młodzieży przerzedziła populację powstałego w niespełna ośmiu tysiącach sztuk zadziornego auta, które długo po zakończeniu produkcji wisiało na ścianach hiszpańskich chłopców. Ich rodziców bardziej zajmowały dynamiczne przemiany w kraju. Po śmierci Franco w 1975 Hiszpania ruszyła w rejs w stronę demokracji. Trudno powiedzieć, aby była to łatwa podróż.

FC Barcelona miotała się między nieusuwalną już z serc culés ambicją pięknej gry i posuchą w gablocie z trofeami. Od 1954 do końca lat 70. klub zdobył jedynie trzy mistrzostwa kraju i Puchar Zdobywców Pucharów. Drużyna doznała całej floty upokorzeń od madryckiego Realu. Rosła rezygnacja bordowo-granatowych kibiców. Forma sportowa przykro kontrastowała z postępującymi swobodami obywatelskimi, które przyniosły m.in. aktualizację nazwy klubu.

Karuzela na ławce trenerskiej kręciła się bez końca. Herrerę zastąpił inny zdobywca Pucharu Europy z trenerskiej ławy, Udo Lattek (1974, Bayern). Brak najważniejszego trofeum w klubowej piłce powoli stawał się obsesją wszystkich w klubie. Zanim nastał rok 1988, zespół prowadzili kolejno: José Luis Romero, César Luis Menotti, Terry Venables, Luis Aragonés i „Charly” Rexach. Barça zwracała się o pomoc w zdobyciu upragnionego tytułu do każdego, do kogo mogła i kto chciał przyjść. Skoro nawet takie sławy jak Menotti i Venables nie okazały się rozwiązaniem, rosła frustracja. Styl gry cierpiał i nawet odzyskanie ligi pod dowództwem Venablesa nie przyniosło ukojenia. Sukcesom brakowało ciągłości; drużynie – stabilizacji. W akcie względnej desperacji, zwrócono się do Cruyffa.

W ciągu kilku lat Hiszpania pokonała Tejerazo (zamach stanu podpułkownika Guardia Civil Antonio Tejero), dołączyła do NATO i EWG. Dynamiczne przemiany społeczne przyniosły liberalizację zwyczajów społecznych i norm moralnych. Długo trzymana pod butem frankistów Hiszpania mogła do woli czerpać ze studni wolności. Nie wszędzie i nie od razu, ale gdy mowa o Katalonii – to dosyć powszechnie i łapczywie. Bezkompromisowy i nonkonformistyczny, również w podejściu do norm gramatyki, Johan Cruijff był trenerem idealnym na tamtą chwilę dla będącego na historycznym zakręcie katalońskiego klubu. Zawsze swobodny, liberalny, pewny siebie w wypowiedziach – pod wieloma względami stał się także drogowskazem dla wielu Katalończyków.

Powrót króla (Johana)
Cztery ligi z rzędu i upragniony Puchar Europy (1988-1996)

Co więcej dodać o trenerskim wpływie El Flaco na historię Barçy?

Ja zostawiam tylko…

Okres „nowożytny” i kryzys tożsamości
Fenomen El Fenómeno, porządki Van Gaala, era Guardioli i seryjne mistrzostwa Hiszpanii (1996-teraz)  

W 1996 roku następcą Johanna Cruyffa został ogłoszony sir Bobby Robson. Barcelona sięgnęła po Superpuchar Hiszpanii, Puchar Hiszpanii oraz Puchar Zdobywców Pucharów. Rolę lidera drużyny pełnił wówczas Ronaldo Luís Nazário de Lima. Brazylijczyk w 49 meczach zdobył aż 47 bramek, z czego 34 w lidze hiszpańskiej.

Przez kolejne trzy lata trenerem Barçy był Louis van Gaal. Klub, pomimo sukcesów na arenie krajowej, stał się obiektem krytyki ze strony kibiców. Dwukrotne zakończenie udziału w europejskich pucharach na etapie fazy grupowej oraz nadmiar transferów zawodników holenderskiego pochodzenia doprowadziły do żegnania trenera białymi chusteczkami.

Rok 2000 przyniósł zmiany na stanowisku prezydenta. Dotychczasowy wiceprezydent Joan Gaspart zastąpił Josepa Lluísa Núñeza, który odszedł po 20 latach kierowania klubem. Okres trzyletniej prezydentury Gasparta kojarzony jest głównie z transferem Luisa Figo do Realu Madryt, a także z pozostawieniem FC Barcelony w głębokim kryzysie finansowym. W tym okresie drużyna nie wygrała żadnego trofeum.

Klub z Camp Nou odzyskał blask za sprawą działalności Joana Laporty. Powrót na szczyt pod wodzą Franka Rijkaarda został zwieńczony w sezonie 2005/06. Barça na czele z Ronaldinho, Eto’o, Deco czy Puyolem wygrała Superpuchar Hiszpanii, Ligę Mistrzów i obroniła uzyskane rok wcześniej krajowe mistrzostwo.

Słaba gra zespołu w dwóch kolejnych sezonach zaowocowała latem 2008 roku powołaniem na stanowisko trenera Josepa Guardioli. Przeprowadzoną przez Katalończyka przed kampanią 2008/09 rewolucję kadrową i jego cztery sezony pracy w roli menedżera pierwszej drużyny określa się jako najlepszy okres w historii klubu. Powrót do filozofii Cruyffa, tiki-taka oparta o wychowanków i fenomenalna postawa Messiego doprowadziły do historycznego triumfu we wszystkich sześciu rozgrywkach w 2010 roku.

Lata 2013 i 2014 zostały napiętnowane spadkiem formy Dumy Katalonii. Drużyny prowadzone przez Tito Vilanovę i Gerardo Martino wygrały tylko mistrzostwo i Superpuchar Hiszpanii. Gablotę z pucharami, o drugą w historii potrójną koronę, wzbogacił następca wspomnianej dwójki – Luis Enrique. Jego kolejne sezony nie były tak efektywne, czego skutkiem stało się zatrudnienie obecnego szkoleniowca – Ernesto Valverde.

Sukcesy krajowe za kadencji trenera pochodzącego z Estremadury zostały przyćmione przez europejskie blamaże z AS Romą i Liverpoolem oraz odejściem od charakterystycznego dla Barçy stylu gry. Cztery zwycięstwa i para remisów w sześciu Klasykach w lidze i Pucharze Króla oznaczają jedną z lepszych statystyk, jakimi w klubie pochwalić się może Valverde.

Epilog
Historia kręci się dalej

Nawet jeśli kadencje Enrique i Valverde wzbudziły na Camp Nou kryzys tożsamości, mistrzowska seria Barçy na hiszpańskiej ziemi zdaje się nie mieć końca. Kibice tego klubu powinni umieć doceniać wszystkie sukcesy drużyny, z jaką sympatyzują, ponieważ, jak pokazuje ten krótki artykuł, historia rzadko była równie łaskawa dla katalońskiego klubu. Uważam, że choć brakuje w ostatnich sezonach Pucharu Europy, zdobyte przez obu wspomnianych na początku tego akapitu szkoleniowców tytuły stanowią kontynuację zwycięskiej ery Pepa i Tito – nawet jeśli znaną z tamtych lat boiskową magię widzimy w wykonaniu Barçy coraz rzadziej. Podkreślam, że fizyczny styl współczesnej piłki na najwyższym europejskim szczeblu ogranicza swobodę takich magów piłki jak Messi, a być może przyczynia się rykoszetem do braku sukcesów w szukaniu nowych Xaviego i Iniesty. Adaptacja Barçy do warunków stawianych przez rywali i utrzymanie hegemonii w kraju stanowią osiągnięcia obecnego trenera, jakie szanuję i doceniam. Rozwój takich talentów jak De Jong, Arthur i Fati pozwala mi liczyć, że magia może jeszcze wrócić na Camp Nou przed końcem kariery Messiego.

Dwa lata temu FC Barcelona postanowiła rozegrać mecz z Las Palmas przy pustych trybunach w ramach protestu wobec wydarzeń, jakie oglądał cały świat. Dwa miesiące temu dwunastu katalońskich polityków zostało skazanych. Dziewięciu z nich otrzymało wyroki pozbawienia wolności. Aktualne do dziś hiszpańskie podziały społeczne sprawiają, że historia FC Barcelony pozostaje żywa, pulsująca, aktualna. Drużyny na boisku reprezentują idee wyznawane przez swych fanów. Mecze z Madrytem kipią od dekad, bo piłkarze wkładają w nie całe serca.

Szansa na kolejny odcinek piłkarskiej wojny Katalonii z Kastylią za dwa tygodnie. Formuła Superpucharu Hiszpanii wydaje się zaprogramowana pod Klasyk w wielkim finale. Otwiera to perspektywę pierwszego od sierpnia 2017 pojedynku obu hiszpańskich legend o tytuł. Wraz z Rafałem nie możemy się doczekać.

Tylko jedno wiadomo na pewno. Uboższy od epizodu grudniowego w emocje i jakość – być nie może.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (2)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze