Podstawę relacji między wszystkimi ludźmi stanowią emocje. Póki odczuwamy je wobec kogoś, znaczy, że się dla nas liczy. Niechęć też jest emocją. Szpile wbijane Espanyolowi przez Piqué, wrogość wielu culés stanowią dowód zainteresowania i uznania dla klubu, który mistrzostwo Hiszpanii zdobył dokładnie zero razy. Osoby bez znaczenia darzymy przecież milczeniem.
Ekipa grająca na Estadi Cornellà-El Prat sympatyzuje z madryckim rządem, od 1912 roku nosi przydomek Real („królewski”) i zdobywa trofea raz na 30 lat. W cieniu wielkiego sąsiada od ponad stu lat istnieje klub będący dokładnym zaprzeczeniem wszystkiego, czym jest Barca. Zawsze uważałem to za imponujące. W dumnej ze swych różnic, podzielonej regionalnymi antagonizmami Hiszpanii obecność Espanyolu w sercu Katalonii stanowi wyczyn. Jest pierwszym klubem piłkarskim w kraju założonym przez samych Hiszpanów. Część kibiców Papużek uznaje to za istotny element tożsamości zespołu.
Mizerna frekwencja (poniżej 50% pojemności stadionu w sezonie 2018/19) i symboliczna wyprowadzka na przedmieścia nie zmieniają faktu, że 80 lat swej historii biało-niebiescy spędzili w I lidze. Obecnie grozi im pierwszy spadek do Segunda División od 1993 roku. Będąc o jeden mecz od półmetku sezonu, Espanyol zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Do „bezpiecznej” Mallorki traci 5 punktów. To połowa dorobku drużyny Abelardo, który jest jej szóstym trenerem od 2018 roku.
Każdy ma swoje problemy
Ekipie prowadzonej przez Ernesto Valverde póki co nie grozi spadek. Liderzy ligi cierpią na inne problemy. Trener dawno zagubił płynność gry, środek pola przez większość meczu jest siedliskiem chaosu, który wypełza z gry pomocników jak orkowie z Isengardu, a wyniki drużyny zależą wyłącznie od indywidualnego błysku Messiego i rzadziej – Suáreza.
Pozycja Barçy w tabeli ligowej i grupie F cieszy tylko tych, którzy nie oglądają jej meczów. Dziewięć klubów z drugich i trzecich miejsc tej edycji Ligi Mistrzów zdobyło więcej bramek od Katalończyków. Część kibiców woli szybkie odpadnięcie w fazie pucharowej po w miarę zaciętych meczach, aby tylko uniknąć powtórki z blamażów w Rzymie i Liverpoolu. Moim zdaniem prezydent Bartomeu powinien na koniec rundy grupowej wysłać dziękczynne listy Realowi i Atlético za zajęcie drugich miejsc w swoich grupach. W innym razie wylosowanie rywala na poziomie Napoli byłoby znacznie trudniejsze.
Po trzy punkty i spokój na Superpuchar
Za zeszły rok wystawiam Barcelonie ocenę „2” w sześciostopniowej skali. Rozumiem jednak powody, dla których ktoś wycenia postawę zespołu o połowę niżej.
Swój względny – „dwa na sześć” to wciąż dosyć mało – optymizm mimo ewidentnego zjazdu Barçy w stylu i poziomie gry w porównaniu do ubiegłych lat opieram na trzech rzeczach. Frenkie de Jong ma umiejętności maskujące największe pomyłki kolegów, niezależnie od tego, kogo ma obok siebie w pomocy. Po drugie, pod koniec roku gra obrony wyraźnie podniosła poziom. Ostatnie występy rokują, że nie musi to przypominać migawek z Flipa i Flapa resztę sezonu, acz póki co są to dla mnie rokowania nader ostrożne. Wreszcie, choć efekty gry Antoine’a Griezmanna postępują w tempie wędrującego lodowca, to w ostatnich meczach Francuz regularniej trafia do siatki (3 gole w pięciu występach). Jego gra wzajemna z Messim i Suárezem w grudniu wyglądała najlepiej, odkąd trafił on do Barcelony.
Dzisiejszy mecz będzie stanowić istotny test, jak Barça w obecnej formie radzi sobie z presją i przeciwnikiem prezentującym fizyczny futbol. Oba czynniki z pewnością odegrają ważną rolę w nadchodzących spotkaniach Superpucharu z Atlético i, potencjalnie, Realem Madryt. Podopieczni Valverde będą musieli zaprezentować w nich wyższą formę niż w obu niedawnych starciach ligowych z tymi rywalami, jeśli myślą o zdobyciu trofeum.
W dalszej perspektywie pojedynek ze zmotywowanym jak zawsze na Azulgranę Espanyolem stanowić będzie obok meczów z Valencią (25.01) i Betisem (09.02) zapowiedź, na co mogą liczyć culés w dalszej części sezonu. Trzy punkty wywiezione z Estadi Cornellà-El Prat pozwolą umocnić się na prowadzeniu w lidze i w dobrym nastroju udać się na Superpuchar.
Dodatkowo mogą „pomóc” wysadzić Espanyol za burtę LaLigi na koniec sezonu. Być może od Piqué i innych komentatorów doczekam się wtedy tego, na co lokalny rywal przez pryzmat słów jego piłkarzy, brutalnej gry i osiągnięć ostatnich lat zasługuje ze strony broniącej kolejny rok mistrzostwa FC Barcelony. Obojętności. Milczenia.
Ostatnie mecze:
30.03.2019 FC Barcelona-Espanyol 2:0 (LaLiga)
08.12.2018 Espanyol-FC Barcelona 0:4 (LaLiga)
04.02.2018 Espanyol-FC Barcelona 1:1 (LaLiga)
25.01.2018 FC Barcelona-Espanyol 2:0 (Puchar Króla)
17.01.2018 Espanyol-FC Barcelona 1:0 (Puchar Króla)
09.09.2017 FC Barcelona-Espanyol 5:0 (LaLiga)
Komentarze (16)