Dani Mallo i Iriome González, byli podopieczni Quique Setiéna w CD Lugo, odpowiedzieli na pytania dziennikarzy dziennika Sport. Pierwszy z nich obecnie jest na emeryturze, a drugi wciąż występuje w Lugo. Z kolei dla nowego szkoleniowca Barcelony okres pracy w klubie z Galicji był do tej pory najdłuższym w karierze trenerskiej [prowadził zespół przez 6 sezonów – przyp. red.].
Po pierwsze, człowiek
Jedną z kwestii, które poruszono w wywiadzie, było podejście Setiéna do swoich zawodników w szatni.
- Pamiętam, że jedną z rzeczy, na które zwróciłem uwagę po przyjściu do Lugo, był wzajemny szacunek wewnątrz drużyny. Najważniejsze było poznanie się najpierw jako ludzie, a dopiero potem jako piłkarze – wspominał González.
- W momencie dołączenia do zespołu, byłem już weteranem. Quique powiedział mi na początku, że my, bramkarze, jesteśmy tymi, którzy zaczynają kreowanie akcji, musimy często interweniować i grać po ziemi. Jeśli popełnialiśmy błąd, on brał za to odpowiedzialność. Zdarzyło się to nieraz – dodał Mallo.
- Quique jest nie tylko chory na punkcie futbolu, ale także ma obsesję posiadania piłki – powiedział Iriome. Pomocnik współpracował z Setiénem tylko przez jeden sezon, ale bardzo dobrze wspomina ten czas. – To był fantastyczny rok. Nauczyłem się bardzo wiele, a na dodatek miałem dużo radości. Były mecze, podczas których myślałem, że sprawiamy przeciwnikom niezłe lanie. Byliśmy lepsi w prawie wszystkich spotkaniach, mimo że mieliśmy jeden z najmniejszych budżetów w lidze.
Quique poza boiskiem
Dziennikarze spytali również o to, jaki był trener prywatnie - czy był bliski zawodnikom, czy jednak zachowywał dystans.
- Miałem poważne problemy osobiste podczas pierwszego roku w klubie, Setién od razu się tym przejął i zaoferował swoją pomoc. Mogę jedynie wyrazić swoje podziękowanie – przyznał Mallo.
- Nowi zawodnicy oraz ci, którzy nie pochodzili z Lugo, w większości żyli w jednej części miasta. Często spotykaliśmy się na śniadaniach w jakimś barze, a Quique do nas dołączał. W większości trenerzy nie mają w zwyczaju być tak blisko piłkarzy, jednak on był inny, był jednym z nas – dopowiedział González.
- Razem z Setiénem byliśmy fanami szachów i graliśmy bardzo często. Lubiliśmy to do tego stopnia, że któregoś razu podarował on mojemu synowi książkę o szachach – powiedział bramkarz. – Dbał także o nasze rodziny, często po meczach zapraszał naszych bliskich na trening, przychodziła również jego córka.
- Pamiętam, jak po zakończeniu jego ostatniego meczu w Lugo [przeciwko Gironie – przyp. red.] staliśmy na boisku. Nie było jeszcze oficjalnej informacji, ale wiedzieliśmy, że odchodzi. Chciałem do niego podejść, ale trochę się wstydziłem. Wtedy on zbliżył się do mnie i mi podziękował. Wzruszyłem się, miałem łzy w oczach – dodał pomocnik.
Komentarze (6)