Eder Sarabia: Za Luisem Enrique wskoczyłbym w ogień

Maciej Łoś

19 marca 2020, 15:45

Marca

21 komentarzy

Fot. Getty Images

Eder Sarabia udzielił wywiadu Marce. Asystent Quique Setiena opowiedział o swoich zainteresowaniach, a także o pobycie w Barcelonie.

Nauka języka katalońskiego: Uczę się języka, oglądając katalońską telewizję i korzystając ze specjalnej aplikacji na telefonie. Klubową telewizję również oglądam po katalońsku. Staram się jak najlepiej integrować. Zaadaptowanie się do nowych warunków jest bardzo ważne. Tutaj kluczową rolę odgrywa język. Staram się to robić, by jak najlepiej się zaaklimatyzować. Nie we wszystkich miejscach ludzie zachowują się tak samo.

Trudna sytuacja związana z koronawirusem: Obecnie mamy bardzo zły moment, wszystko się komplikuje. Musimy podchodzić do tego z dobrym humorem, myśleć pozytywnie. To może nam pomóc. Ta sytuacja sprawia, że możemy przeżyć wszystko bez otaczającego nas wiru pracy i codzienności. Przyszło mi do głowy to, co powiedział Vicente del Bosque: "Co się stanie, to się stanie". I to jest prawda, dopóki staramy się myśleć pozytywnie. Możemy siedzieć w domu i płakać, ale możemy też wykorzystać ten czas, by nie stać w miejscu. Na pewno odżyje natura i planeta. 

Dzisiejsze zajęcia: Wykorzystuję ten czas, by oglądać powtórki na wideo. Nie siedzę w domu, by leżeć na sofie. Dziś oglądałem powtórkę meczu PSG - Monaco i wysłałem zdjęcie Iturralde, ponieważ zobaczyłem sytuację ze spalonym i chciałem o niej z nim podyskutować. Mamy wiele powtórek do oglądania. 

Bycie pierwszym trenerem w przyszłości: Będę nim, ale jeszcze nie wiem, na jakim poziomie. Kiedy zaczynałem 15 lat temu swoją karierę, to byłem pierwszym trenerem, następnie w Villarrealu byłem asystentem. Potem zacząłem współpracę z Quique i jestem z niej zadowolony. Czuje się doceniany, dobrze się uzupełniamy. Jako lider, Setien umie sprawiać, by jego drużyny były bardzo groźle. Ja wiem, że zostanę pierwszym trenerem, interesuje mnie to, ale na razie jeszcze o tym nie myślę. Miałem szczęście, że na swojej drodze natrafiłem na Quique.

Polemika w ostatnich tygodniach: Ze wszystkich sytuacji można się czegoś nauczyć, bez potrzeby zmieniania tego, kim się jest. W życiu osiąga się cele dlatego, że jest się tym, kim się jest. Trzeba po prostu pamiętać, by nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki.

Wielki idol Perico Delgado: Kolarstwo interesowało mnie praktycznie od zawsze. Moim pierwszym idolem był Perico, największy kolarz. Nie pamiętam teraz, kiedy wygrał swój pierwszy Tour, ale to był czas, gdy zaczęła się moja pasja. Jeśli chodzi o piłkę nożną, to zawsze imponowała mi Barca. Mimo że wychowałem się w Bilbao, to bardzo bliski był mi Dream Team Barcelony. Wracając do kolarstwa, to podziwiałem także Miguela Induraina. Lubiłem bardzo typowych wspinaczy, jak Marco Pandiani. Podoba mi się ich mentalność, są odważni i ambitni. Perico sprawiał, że płakałem i się cieszyłem. Kiedy nie pracowałem jako trener, to podróżowałem samochodem z rowerem w bagażniku, a następnie jeździłem na nim po Hiszpanii.

Za kim wskoczyłbyś w ogień: Za Luisem Enrique. Mamy świetne relacje. Zawsze wysyła nam wiadomości ze swoim wsparciem, szczególnie teraz, kiedy trenujemy Barcelonę. 

Z kim poszedłbyś na kawę: Z Rafaelem Nadalem. Poza osobami związanymi z piłką nożną zdecydowanie jest moim największym autorytetem. Chciałbym także pójść z Guardiolą, jednak jego tak dobrze nie znam. Jednak każda rozmowa z nim daje bardzo dużo, wiele można się nauczyć.

Hobby, jakim jest kolarstwo: Dla nas, trenerów, którzy myślimy o futbolu przez 24 godziny na dobę, oderwanie się od tego jest ważne. Gdy wjeżdżasz na wysoką górę rowerem ostatkami sił, to wtedy nie masz jak myśleć o piłce nożnej. Lubię podziwiać krajobrazy, dlatego tak podoba mi się kolarstwo. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (21)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze