Maria Teixidor: Od dłuższego czasu dojrzewałam do decyzji, żeby odejść

Maciej Łoś

11 kwietnia 2020, 20:30

COPE, Sport, EFE, Linkedin

4 komentarze

Fot. Getty Images

  • Maria Teixidor jest jednym z sześciu członków dyrekcji Barçy, którzy w ostatnich dniach podali się do dymisji
  • Była już dyrektorka klubu udzieliła telefonicznego wywiadu agencji EFE, w którym wyjaśniła powody swojej decyzji
  • Opublikowała również list otwarty do kibiców Barcelony

Wywiad Marii Teixidor z agencją EFE

Dlaczego podjęła pani tę decyzję? Była ona przemyślana od dawna?

Na początku chciałam się odciąć od deklaracji, które padły z ust Emiliego Rousauda i Jordiego Calsamligli i podać własną wersję. Zgodziliśmy się na rezygnację w tym samym momencie, ponieważ uważaliśmy, że najlepiej odejść wspólnie w jednym czasie, bo w innym przypadku zaszkodzilibyśmy klubowi. Na tym kończy się nasza jednomyślność, wszystkie inne działania były kwestiami osobistymi.

Kiedy podjęła pani decyzję o odejściu?

9 kwietnia przekazałam tę informację bezpośrednio prezydentowi. Wyjaśniłam mu w prywatnej rozmowie powody mojej decyzji. Zrobiłam to, ponieważ zamknął się dla mnie ten etap. Przede wszystkim dlatego. Dojrzewałam do tej decyzji od dłuższego czasu.

Czy ta decyzja zaskoczyła Bartomeu?

Prezydenta Bartomeu znam od 30 lat i mam dobre relacje zarówno z nim, jak i jego rodziną. Był pierwszą osobą, którą poinformowałam o swoim odejściu. Zrozumiał to bez problemu. Jest bardzo dobrym człowiekiem i życzę jemu i całej dyrekcji jak najlepiej. 

Jaki wpływ na tę decyzję miała afera Barcagate?

Nie znam wielu szczegółów tej sprawy, jest ona badana przez odpowiednie organy Barcelony. Chcę zaznaczyć, że w ostatnich latach klub wyrobił sobie bardzo wysokie standardy w sferze zarządzania. Mamy kodeks etyczny oraz komisję kontroli przejrzystości, której miałam zaszczyt przewodniczyć. W tym przypadku prezydent podczas spotkania komisji delegatów zlecił sporządzić audyt zewnętrzny. Jestem absolutnie pewna, że w momencie otrzymania raportu Bartomeu będzie dobrze wiedział, jakie czynności powinien wykonać.

Czy jest pani zaskoczona słowami Emiliego Rousauda, który powiedział, że ktoś wziął pieniądze do kieszeni?

Nie będę odnosić się do tego, co powiedzieli Emili Rousaud i Jordi Calsamiglia.

Ale jest to dość trudna sytuacja?

Zamykam ten etap dlatego, że doszło ostatnio do decyzji i czynności, wobec których nie miałam kontroli i wpływu. Zaskoczyły mnie one negatywnie i nie zgadzam się z nimi.

Czy sytuacja jest skomplikowana również przez pandemię?

Sprawa z koronawirusem jest bardzo poważna. Myślę, że teraz potrzebne są bardzo odważne decyzje, ponieważ przyszłość stoi pod znakiem zapytania i z całą pewnością pandemia wywoła negatywne skutki.

Czy przez to futbol będzie wyglądał inaczej niż dotychczas?

Mam nadzieję, że tak. Świat piłki nożnej ma szansę na restrukturyzację w kierunku zrównoważenia szans i rozwoju, promując sprawiedliwą walkę i przemyślane zarządzanie. Mocno w to wierzę.

Co wyniosła pani z okresu pracy w dyrekcji Barcelony?

Bardzo wiele pozytywów. Dumę z wykonania dobrej pracy, która polegała na służeniu klubowi i jego członkom. Wyniosłam wiele pouczających doświadczeń, a także zawarłam nowe przyjaźnie. Najważniejsze jednak, że przyczyniłam się do rozwoju kobiecej piłki nożnej, która jest wspaniała. Ten projekt musi być kontynuowany w odpowiedni sposób. Jestem dumna z tego, że ten klub zaczął przemawiać kobiecym głosem. Barcelona pokazała ludziom, jak ważna jest pozycja kobiet na każdym poziomie społecznym i zawodowym.

Nie odczuwa pani wrażenia, że nie dokończyła swojej pracy w kontekście futbolu kobiecego?

W tym aspekcie wielką pracę wykonali ludzie już wcześniej, to zaczęło się dawno temu. Dzięki wspaniałym zawodniczkom i znakomitemu trenerowi Markelowi Zubizarrecie kobiecy futbol nadal będzie się wzorowo rozwijał, a ja będę cieszyć się z tego, że mogłam dorzucić swoją cegiełkę do tego sukcesu. Każdy z nas jest do zastąpienia, o niektórych pamięta się bardziej, o innych mniej. Barcelona ma 120 lat historii, jest najlepszym klubem na świecie. 

Czy chciałaby pani w przyszłości być członkinią nowej dyrekcji Barcelony?

Życie jest bardzo długie i zdarzają się w nim różne sytuacje. Nadal będę oddana klubowi i nie zamykam sobie żadnych drzwi. Będę nadal pomagała Barcelonie, nieważne skąd. Powiedziałam prezydentowi, kolegom z zarządu, pracownikom klubu i piłkarzom, że będę gotowa pomóc, jeśli będą mnie potrzebować.

Wyobraża pani sobie siebie w przyszłości jako pierwszą kobietę u sterów Barcelony?

Mam 44 lata i nie wykluczam, że w przyszłości los zaprowadzi mnie do momentu, gdy będę chciała wziąć pełną odpowiedzialność za klub, który kocham. Nie odrzucam żadnej możliwości, ponieważ w życiu wszystko się może zdarzyć. 

Cały czas będzie pani blisko klubu?

Wierzę w świat współpracy, w którym każdy wie, co musi zrobić, by przyczynić się do rozwoju ogółu. Tak właśnie wygląda i funkcjonuje Barcelona, a ja chcę tworzyć ten świat. Oczywiste jest, że każdy projekt potrzebuje lidera, który będzie wiedział, jak kierować grupą i jakie decyzje podejmować. Większość z nas chce pracować dla dobra ogółu. W obecnej sytuacji pandemii widzimy, że jedynie współpracą możemy pokonać najtrudniejsze przeciwności.

List otwarty Marii Teixidor do kibiców Barcelony

Po prostu, bez żadnych niepotrzebnych gestów

Jak gdyby wszystko było przejrzyste

Zwyczajne jak codzienność

Tak jak wstaje słońce i zapada noc

Tak kochamy.

Tymi słowami zakończył swój poemat "Umrzeć" mój dziadek Joan. Zawsze towarzyszyła mi myśl, że życie składa się z etapów, które się zaczynają i kończą. Nie ma innej opcji, ponieważ tak działa natura.

Piszę ten list w momencie, w którym kończy się mój etap jako dyrektorki FC Barcelony. Dwunasta kobieta, która dostąpiła tego zaszczytu, i pierwsza sekretarz od powstania klubu w 1899 roku. Będę zawsze wdzięczna prezydentowi Bartomeu, mojemu przyjacielowi Barto, który mi zaufał podczas kampanii wyborczej w 2015 roku, aby z hasłem "Dobro dla Barçy" przez następne pięć lat służyć klubowi i osiągnąć cele sportowe, społeczne i ekonomiczne. To był dla mnie bardzo dobry czas.

Jestem dumna z pracy, którą przez te pięć lat wykonałam: czas, w którym byłam wiceprezydentką i sekretarzem Fundacji, która uratowała od zapomnienia pakt z Organizacją Narodów Zjednoczonych odnośnie do Celów Zrównoważonego Rozwoju, a także walczyła z bullyingiem w pracy; moje obowiązki wykonywane dla kobiecej piłki nożnej, która jest siłą niemożliwą do zatrzymania i będzie nieustannie się rozwijać (jestem największą fanką piłkarek Barcelony, które najpierw pod batutą Luisa Corteza, a następnie Markela Zubizarrety wykonywały fantastyczną pracę); współpraca ze skarbnikiem i wiceprezydentem Tombasem (którego podziwiam za jego rygor i etykę); moja rola jako wicesekretarza, a następnie sekretarza klubu; wzmocnienie siły głosu kobiet w klubie, przewodniczenie Grupie Edelmiry Calvetó (i pracowanie ze wszystkimi edelmiras); przewodzenie Komisji Kontroli i Przejrzystości; spotkania z Senatem i przedstawicielami naszych fanklubów.

Oczywiście nie dokonałam tego sama. Byłam jedynie osobą, która inicjowała projekty, kierowała nimi i wypełniała powierzone mi zadania z oddaniem i przekonaniem, współpracując ze wspaniałymi ludźmi: kolegami z zarządu, z którymi dzieliłam obowiązki; członkami komisji terenowych, w skład których również wchodziłam; wszystkimi osobami, które pracują w klubie i z którymi współdzieliłam projekty. Zasługują oni na moją wdzięczność za dobrze wykonaną pracę, którą nadal wykonują i będą wykonywać.

Dałam z siebie dużo i pracowałam dużo (mówię to, ponieważ są tacy, którzy mają co do tego wątpliwości) bez pobierania pensji. Robiłam to, ponieważ wierzyłam w projekty, nad którymi współpracowałam z ludźmi oddanymi idei, by mieć swój udział w historii i dziedzictwie tego klubu. Praca dla Barcelony nigdy nie jest daremna, to jest klub pełen wartości. Robiłam to, ponieważ kocham Barçę. Robiłam to, ponieważ wierzę w projekt, do którego dołączyłam w 2015 roku.

Zamykam ten etap dlatego, że doszło ostatnio do decyzji i czynności, wobec których nie miałam kontroli i wpływu. Zaskoczyły mnie one negatywnie i nie zgadzam się z nimi. Wierzę jednak, że odpowiednie komisje klubu dobrze wykonają swoją pracę i zostaną podjęte działania, które naprawią niedziałające elementy.

Odchodzę przede wszystkim dlatego, że skończył się dla mnie ten etap. Wiedziałam o tym, ponieważ od kilku miesięcy miałam w głowie wersy poematu mojego dziadka. Trzeba wiedzieć, kiedy nasz czas się kończy. Po prostu, bez żadnych zbędnych gestów. Jak gdyby wszystko było przejrzyste, zwyczajne jak codzienność. Tak jak wstaje słońce i zapada noc.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (4)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze