Emili Rousaud: Ta sprawa dała mi rozgłos i mogę planować start w wyborach prezydenckich

Julia Cicha

15 kwietnia 2020, 11:00

AS

12 komentarzy

Fot. Getty Images

Były wiceprezydent FC Barcelony, po opublikowaniu odpowiedzi na komunikat FC Barcelony, zapowiadający pozwanie go w związku z oskarżeniami o korupcję w klubie, wziął udział w kilku wieczornych programach radiowych, gdzie szerzej skomentował tę kwestię.

- Wszystko, co powiedziałem, jest do udowodnienia i ma podstawy. Zasmuca mnie, że klub, który kocham, pozywa mnie do sądu, ale nie ma to żadnych podstaw prawnych. Powiedziałem, że jeśli zostanie udowodnione, że klub zapłacił dużo więcej, niż wynosi realny koszt monitorowania mediów społecznościowych, pojawia się nieuprawniony zysk, który do kogoś trafił. Nie wiem, czy do klubu, czy w inne miejsce. Trzeba to zbadać. Być może wyrażenie „położyć rękę na kasie” jest dość niefortunne, ale trzeba znaleźć osoby odpowiedzialne.

- Wiemy, że kontrakty zostały podzielone, a jedna z zatrudnionych firm znajduje się w raju podatkowym, to bardzo poważne. Nie znamy jedynie motywów. Albo ktoś nielegalnie na tym skorzystał, albo pozyskano niewłaściwe usługi. To jasny przykład korupcji. Zgłosiłem to, kiedy byłem w klubie i starałem się prać brudy wewnątrz, ale mnie wyrzucono.

- W żadnym wypadku nie czuję się sam, każdy może wyrażać swój punkt widzenia. Z Jordim Calsamiglią miałem różnicę zdań, ponieważ powiedział mi, że podałem w wątpliwość uczciwość zarządu, a to nieprawdą. Wyjaśniłem mu to, wycofał się i wszystko jest dobrze.

- Ta sprawa dała mi rozgłos i mogę planować start w w wyborach prezydenckich, nie zaprzeczam. Jednak, jak powiedział kiedyś Miguel Rico, byłem mniej znany niż sekretarka Agustiego Benedito. Miał rację. Jestem realistą, ale przyznaję, że zostanie prezydentem byłoby radością mojego życia. Trzeba skończyć z laportismo i rosellismo.

- Nie wiem, czy Bartomeu wiedział o Barcagate, zanim opublikowały to media. Ja dowiedziałem się z prasy i wtedy poprosiłem o wyjaśnienia. Zgłosiłem to, będąc członkiem zarządu, i dlatego teraz już nim nie jestem.

- Każdy wydatek powyżej 200 tysięcy euro musi być w Barcelonie zatwierdzony przez specjalną komisje, która analizuje oferty oraz wybiera, która z nich jest najlepsza. W tym przypadku milion euro podzielono jednak na kwoty mniejsze niż 200 tysięcy, by ominąć ten mechanizm kontroli. Zrobiono to celowo.

- Nie można powiedzieć, że oczerniam klub, bo ograniczam się do mówienia prawdy, a kiedy wyrażam opinię, ma ona solidne podstawy. Istnieją jasne wskazówki, że zatrudnione firmy były powiązane, a jedna z nich znajduje się w raju podatkowym.

- Bartomeu jest odporny, potrafi znieść presję. Jest zdecydowany pozostać na stanowisku, inną sprawą jest, czy to najlepsze dla interesów klubu. Prezydent nie dał jasnej odpowiedzi w sprawie zatrudnienia wspomnianych firm. Powiedział coś, że zarekomendowano mu je z Madrytu… Ale nie wyjaśnił głębiej. Może to ktoś z rządu, ale nie przekonuje mnie ten związek.

- Zatwierdzić dzielenie faktur mógł jedynie ktoś z najważniejszych członków zarządu, ale nie mówię o nikim konkretnym. To oni mają taką władzę, ale wymaga to dochodzenia. Nikogo nie oskarżam, bo nie wiem, kto co zrobił. Z tego powodu nie ma większego sensu pozew klubu, ponieważ nie oskarżyłem nikogo konkretnego.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (12)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze