Bez kibiców, pomimo ograniczeń treningowych, bez meczów sparingowych, w letniej atmosferze i z okienkiem transferowym w tle - takiego finału w europejskim futbolu dawno nie oglądaliśmy. Przy znacznym zagęszczeniu meczów i po tak długiej przerwie trudniej wskazać faworyta do tytułu także w Hiszpanii. Dzisiejsza transmisja prosto z Majorki pozwoli nam ocenić szanse Barcelony.
Pandemia sprawiła, że świat futbolu na chwilę się zatrzymał. Potentaci z niepokojem rewidowali budżety, widząc spadające przychody, mniejsze kluby z nadzieją oczekiwały decyzji o dokończeniu rozgrywek ligowych z uwagi na uzależnienie finansowe od środków z praw do transmisji telewizyjnych. Sam sport zszedł jednak na boczny tor. Dziś zespoły Realu Mallorca i Barcelony wybiegną na boisko po to, by wszystko wróciło do normy, a rywalizacja sportowa zepchnęła na dalszy plan wszelkie dywagacje transferowo-biznesowe.
Na Majorce o wielkiej piłce jeszcze pamiętają, podobnie o Xavim
Nie trzeba być 70-letnim hiszpańskim emerytem, by dobrze pamiętać czasy, w których Real Mallorca napawał dumą lokalną społeczność. Aż połowa z sezonów spędzonych przez klub z Balearów w najwyższej klasie rozgrywkowej to bowiem XXI wiek. Wcześniej Los Bermellones ze zmiennym szczęściem próbowali się wspiąć na najwyższy szczebel, nigdy na dłużej się na nim nie utrzymując. Za jednym z najlepszych okresów w historii Realu Mallorca stał Héctor Raúl Cúper. Argentyński szkoleniowiec już pierwszy sezon zakończył na piątym miejscu w tabeli, ale to nie ligowa rywalizacja wzbudziła najwięcej emocji.
W Pucharze Króla zespół dotarł bowiem do finału, w którym zmierzył się z prowadzoną przez Luisa van Gaala Barceloną. Duma Katalonii długo przegrywała po golu Jovana Stankovicia, ale ostatecznie dzięki trafieniu Rivaldo i dwóm czerwonym kartkom dla Meny i Romero o triumfie zadecydowały rzuty karne. W nich pudłowali między innymi strzelcy bramek - Rivaldo i Stanković - a także uwielbiany (jeszcze) w stolicy Katalonii Luis Figo. Tym, który ten finał wolałby zapomnieć, jest jednak Xabier Eskurza. Bask, który na swoim koncie miał też 15 występów w barwach Barcelony, zawiódł tym razem fanów Realu i to podopieczni Luisa van Gaala mogli świętować.
Na okazję do rewanżu Héctor Raúl Cúper i jego gracze nie musieli długo czekać. Obie drużyny spotkały się w Superpucharze Hiszpanii. Bohaterem dwumeczu był po raz kolejny zawodnik, który miał w swojej karierze okazję przywdziewać zarówno trykot Los Bermellones, jak i (trochę później) FC Barcelony - Dani García. Napastnik, który swoją seniorską karierę rozpoczynał w Realu Madryt, trafił do siatki na Lluís Sitjar i Camp Nou, a jego Mallorca wygrała oba spotkania (2:1 u siebie i 1:0 w Barcelonie). Tymczasem jedyną bramkę dla Barçy zdobył wtedy zaledwie 18-letni Xavi. Był to zresztą jego oficjalny debiut w pierwszym zespole, po tym jak wcześniej świetnie pokazał się w Pucharze Katalonii.
Krótki błysk w europejskich pucharach i triumf Manzano nad Realem
Pokonanie Barcelony Van Gaala, która przecież w tym samym sezonie wygrała rozgrywki ligowe, Puchar Króla oraz Superpuchar UEFA, było sporą niespodzianką. Już rok później Mallorca mogła do tego pucharu dołożyć kolejny, dużo bardziej wartościowy. Dokładnie 19 maja na Villa Park zmierzyła się bowiem z legendarnym Lazio w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. W szeregach rywali wystąpiły między innymi takie postaci światowego futbolu, jak Alessandro Nesta, Sinisa Mihajlović, Dejan Stanković, Marcelo Salas, Pavel Nedved czy Christian Vieri. Do 81. minuty utrzymywał się remis po bramkach Vieriego i Daniego Garcíi i dopiero piękne trafienie Pavla Nedveda zadecydowało o triumfie rzymian.
Później Real Mallorca pod wodzą Luisa Aragonésa zagroził jeszcze w lidze Realowi Madryt i Deportivo, kończąc sezon na trzecim miejscu, ale wraz z odejściem cenionego szkoleniowca klub wrócił do walki w środku stawki. Powiew świeżości przyniósł w sezonie 2002/2003 Gregorio Manzano, któremu wystarczył jeden sezon, by dać wiele radości kibicom. Jego Mallorca pokonała w finale Pucharu Króla Recreativo aż 3:0, ale to nie finał został zapamiętany najlepiej przez fanów Los Bermellones. W ćwierćfinale po remisie 1:1 w Madrycie ekipa z Balearów pokonała Królewskich aż 4:0. Hiszpańska prasa nie miała złudzeń, obwiniając za ten wynik politykę „Zidanes y Pavones” i widząc w tym konkretnym pojedynku zbyt dużą przewagę "Pavones" właśnie. W pamięci kibiców Realu Mallorca pozostanie jednak obraz świętującego Eto’o oraz spuszczone głowy Zidane’a, Raúla czy Helguery, którzy przecież w tym meczu wystąpili od pierwszego gwizdka.
Rzeczywistość po lockdownie, czyli pojedynek Dawida z Goliatem
Dzisiaj fani Los Bermellones mogą jedynie wspominać czasy, kiedy ich klub pod wodzą wielkich szkoleniowców rywalizował o trofea. Realia są takie, że walka o utrzymanie w lidze zaczyna się dzisiaj i potrwa do końca rozgrywek. Tymczasem Barcelona pomimo wielu problemów i zmiany trenera w środku sezonu pozostaje liderem i dzięki dłuższej przerwie odzyskała Luisa Suáreza. W takich okolicznościach trudno przewidywać inne rozstrzygnięcie niż wygrana gości. Kiedy jednak dokładniej przyjrzymy się sytuacji w stolicy Katalonii…
Powroty po przerwie Luisa Suáreza w zasadzie nigdy nie wyglądają dobrze, natomiast o problemach mięśniowych Leo Messiego czytaliśmy ostatnio sporo. Jednocześnie forma fizyczna Umtitiego pozostaje wielką niewiadomą, a Lenglet ze względu na kartki dziś zagrać nie może. A to wszystko w napiętej atmosferze zbudowanej na konfliktach w zarządzie i cięciach wynagrodzeń. W tej sytuacji nie tylko forma może być jeszcze daleka od optymalnej, ale też trudno oczekiwać, by piłkarze byli w pełni skoncentrowani na futbolu. Tym bardziej, że brak kibiców wpłynie na atmosferę, która bliższa będzie tej z boiska treningowego. Tymczasem gospodarzom na pewno motywacji nie zabraknie, a Budimir czy Kubo mają wystarczająco duże umiejętności, by nawet Barcelonę zaskoczyć w ciągu 90 minut kilkakrotnie.
Kto odnajdzie się lepiej w zupełnie nowej sytuacji?
Przerwa w grze, utrudnione treningi, renegocjowanie kontraktów, zwiększona liczba dozwolonych zmian czy puste stadiony to nowy świat, z którym muszą zmierzyć się zarówno trenerzy, jak i piłkarze. W walce o tytuł mamy dwóch graczy i wydaje się, że kadrowo oba zespoły zyskały na samej przerwie. O tytule jak zwykle zadecydują jednak te mecze, które uwagi światowych mediów tak mocno nie przykuwają. Dzisiejszy pojedynek z Realem Mallorca z pewnością do takich należy. Pozostało tylko 11 kolejek i wygra ten, kto w zupełnie nowej sytuacji zdoła utrzymać koncentrację i zgarnie komplet punktów nawet wtedy, kiedy piłka do bramki nie będzie chciała wpaść. Emocji nie powinno zabraknąć. Usiądźmy wygodnie i sprawdźmy, czy nawet w takich okolicznościach - to musi być coś więcej niż tylko futbol.
Komentarze (9)