Lobo Carrasco przeanalizował spotkanie Barcelony z Sevillą oraz wyjaśnił, co doprowadziło do ostatecznego podziału punktów na Sánchez-Pizjuán.
1. Dobry początek, nerwowa końcówka pierwszej połowy
Setien z Suárezem i Braithwaite’em, Lopetegui z Oliverem Torresem, któremu towarzyszyli Fernando i Jordan. Na obu ławkach duża jakość. Na początku spotkania Sevilla grała wysokim pressingiem, a Semedo przełamał obronę rywali dzięki dużej szybkości. Jego podanie do Suáreza skończyło się jednak łatwą interwencją Vaclika. Barça dominowała, grała zwartymi liniami, na co przeciwnicy odpowiedzieli akcją po stałym fragmencie gry oraz strzałem Julesa Koundé. Pierwszy kwadrans na korzyść Barcelony, co oznaczało brak możliwości ataków ze strony Ocamposa i Navasa oraz Reguilona i Munira. W 20. minucie rzut wolny Messiego uratował… Koundé!
Sevilla była silna w środku pola dzięki Fernando i Jordanowi pracującym przed Diego Carlosem oraz Koundé, Navasowi i Reguilonowi. Barça dość łatwo odzyskiwała piłkę, przez co mogła pozwolić sobie na krótki wysiłek i sprinty do momentu przerwy na nawodnienie. Od tego momentu gospodarze częściej mieli piłkę, a Katalończycy musieli bronić. Role się zmieniły, a atmosfera między graczami podgrzała.
2. W rytmie gospodarzy aż do wejścia Arthura
Druga połowa dla sprytnych: błąd i kolejna nerwowa strata i możesz kończyć mecz w dziesiątkę. Bez kibiców na trybunach łatwiej było Barcelonie. Banega rozpoczął drugą część gry, co wyrównało kontrolę nad piłką oraz nad całym spotkaniem. Sevilla miała dwie okazje, ale ani Ocampos świetnym uderzeniem prawą nogą, ani Munir nie pokonał Ter Stegena. Barça nie umiała z kolei podejść nawet do ¾ boiska. Lopetegui postanowił wprowadzić Suso, przenosząc Ocamposa na lewe skrzydło. Wobec braku kontroli na boisku pojawił się Arthur.
Sevilla radziła sobie coraz lepiej i korzystała z ławki, wprowadzając En-Nesyriego i Gudelja, by wytrzymać rytm meczu i naciski rywali. Arthur umożliwił jednak ponowne odzyskiwanie piłki i terenu gry. Jedynym problemem był kontra, po której Jordi Alba został sam przeciwko trzem przeciwnikom i uratował sytuację.
3. Suárez i Reguilón pudłują
W końcowych minutach, po drugiej przerwie na nawodnienie forma fizyczna była tak ważna jak intencje piłkarzy. Kiedy rytm spotkania spadł, Barça narzuciła swoją grę pozycyjną. Problemem było jednak przejście gęsto zaludnionych obszarów na połowie Sevilli. Niewiele opcji dzięki rożnym i wolnym, a w grze najlepszą okazję zmarnował Suárez, którego uderzenie lewą nogą poleciało ponad poprzeczkę. Błąd popełnił też Reguilón, który źle trafił prawa nogą. Pod koniec zmęczenie okazało się ważniejsze od chęci Barcelony, a Sevilla dobrze broniła, nie pozwalając na dryblingi Messiego. Gorzki remis, ale silne moralne, ponieważ przed zawodnikami wciąż najważniejsza część sezonu.
Komentarze (7)