10 maja 2000 roku FC Barcelona odpadła w półfinale Ligi Mistrzów z Valencią. Klub nie miał już wtedy szans na zdobycie mistrzostwa ani Pucharu Króla. Trzy dni później prezydent Josep Lluis Núñez podał się do dymisji po 22 latach na czele Blaugrany. Luis Figo wyczuł wtedy klimat zbliżających się wyborów i powiedział swojemu agentowi José Veidze, aby ten załatwił mu więcej pieniędzy. Veiga spotkał się z Núñezem, ale ten odmówił poprawy warunków umowy, ponieważ rok wcześniej kontrakt został polepszony już po raz drugi. Núñez stwierdził, że jeśli Figo dostanie podwyżkę, to już po wyborach, z rąk nowego prezydenta.
W tym samym momencie wybory prezydenta zbliżały się także w Realu Madryt. Veiga z pomocą Paulo Futre skontaktował się z kandydatem Florentino Pérezem, który, jak pisze Mundo Deportivo, "dosłownie kupił możliwość ogłoszenia transferu Figo w mediach". Grał ostro, zapewniał, że jeśli Figo nie trafi do Realu, on zapłaci za wszystkie karnety w kolejnym sezonie. Sam portugalski zawodnik był pewien, że Pérez przegra z Lorenzo Sanzem w wyborach, i pozował w koszulce Barçy dla dziennika Sport, mimo że wcześniej podpisał już umowę z Pérezem. Figo myślał, że Pérez przegra, ale on zwyciężył w wyborach tydzień przed elekcją w Barcelonie. Dzień po wyborach wygranych przez Joana Gasparta, 24 lipca, Florentino Pérez zaprezentował Figo w Realu.
Gaspart miał wcześniej plan na zatrzymanie Figo, ale Portugalczyk go nie zaakceptował. W umowie transferu podpisanej przez José Veigę widniała bardzo wysoka klauzula, którą musiał zapłacić sam Figo, aby zerwać kontrakt z Barceloną. Chodziło o pięć miliardów peset (30 mln euro). Gaspart miał świadomość, że umowa Figo z Realem jest niezgodna z prawem, i zaproponował Portugalczykowi skierowanie sprawy do sądu, ponieważ ten nie zapłaciłby tak dużej sumy. Figo z kolei wnosił o gwarancję bankową w La Caixa ze strony Barçy, tak aby zabezpieczyć swoje interesy finansowe, jeśli miałby ostatecznie pozostać na Camp Nou. Ze swojej kieszeni nie miał zamiaru wydać ani grosza. To było nie do przyjęcia dla Gasparta.
Real już 24 lipca przekazał Barcelonie czek na ponad 10 miliardów peset (klauzula plus podatki). Później Florentino Pérez starał się odzyskać te pieniądze, ale bez skutku. Gaspart potem bardzo źle zainwestował tę sumę w transfery Overmarsa, Petita, Gerarda i Alfonso Péreza. Do 2005 roku Barcelona nie wygrała ani jednego trofeum. Odejście Figo fatalnie wpłynęło na formę sportową Barçy, natomiast w Realu rozpoczęła się era Galacticos.
Dziś Joan Gaspart mówi, że "być może mogliśmy wtedy zrobić więcej, ale to mogło oznaczać finansową katastrofę dla klubu. A Barça zawsze jest najważniejsza". Były prezydent podkreśla również, że "ruch ze strony Florentino był genialny, ale niezgodny z prawem". Gaspart nadal uważa zachowanie Luisa Figo za zdradę.
Komentarze (38)