Bez gospodarza, bez kibiców, ale wciąż o puchar Ligi Mistrzów. Po niespełna tygodniu odpoczynku wielokrotni zdobywcy najcenniejszego europejskiego pucharu zmierzą się w Lizbonie w pojedynku o awans do półfinału.
Dzisiejszy pojedynek Barcelony z Bayernem to dla Katalończyków mecz prawdy. Problemy zespołu są bardzo poważne, a gra coraz częściej przypomina występy oldboyów uwieczniające obchody rocznicowe. Intensywność to bardzo często powtarzane hasło, które jednak nie ma pokrycia na boisku. Po drugiej stronie stanie natomiast rywal poukładany, wybiegany i przede wszystkim skuteczny. W takiej sytuacji faworyt może być tylko jeden. Na szczęście nie zawsze wychodzi on zwycięsko z rywalizacji.
Niewiele pozostało z wielkiej Barcelony
Futbol prezentowany przez ekipę Valverde, a także obecny zespół Setiena wciąż posiada cechy, które wymieniamy najczęściej jednym tchem jako te, które sprawiły, że spośród dziesiątek wielkich klubów wybraliśmy Barcelonę. Messi nie zapomniał, jak posyłać piłki z dokładnością milimetra, Busquets wciąż imponuje wyszkoleniem technicznym, a dominacja w kwestii posiadania piłki pozostaje jedynym skutecznym sposobem na zwyciężanie. Problemem jest jednak dyscyplina i tempo, w którym toczy się gra, a ono spadło do odczytów, które ekscytację przekształciły w uczucie senności. Coraz rzadziej widzimy skuteczny pressing, a szybkie wymiany piłki mają miejsce zwykle na własnej połowie.
W efekcie Barcelona w tej edycji Ligi Mistrzów zdobyła zaledwie 13 bramek w ośmiu meczach, oddając przy tym tylko 37 celnych strzałów. Jednocześnie nieskuteczna gra w defensywie zaowocowała nie tylko sześcioma straconymi bramkami, ale również aż 22 żółtymi kartkami i średnio 11 faulami na mecz. Można by bronić tych statystyk efektem, którym jest przecież osiem meczów bez porażki. Można. Kiedy jednak spojrzymy ponadto na przebiegnięty dystans 850 km w tych spotkaniach, to dojdziemy do wniosku, że z jakimikolwiek próbami uzasadnienia takiej gry lepiej poczekać do dzisiejszego pojedynku.
Rywal pozornie podobny, a jednak całkiem inny
Oglądając grę Bayernu można dojść do wniosku, że ma ona wiele wspólnego z ideą futbolu podtrzymywaną w stolicy Katalonii. Ponad 60% posiadania piłki, wysoka, sięgająca niemal 90% celność podań czy relatywnie mała liczba bramek zdobywanych spoza pola karnego. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. O ile w Barcelonie efekty takiego pojmowania futbolu są dyskusyjne, o tyle Bayern dominację przekuwa w poważne liczby. Wystarczy wspomnieć, że podopieczni Flicka zdobyli niemal tyle samo bramek (31), ile celnych strzałów oddali gracze Setiena, a sam Robert Lewandowski ma na koncie taką samą liczbę goli co cały zespół Dumy Katalonii.
Niemcy grają czysto, a ich futbol jest także bardziej zrównoważony. Gnabry i Perisić dobrze współpracują z bocznymi obrońcami, dzięki czemu w rozciągniętej defensywie robi się miejsce dla będącego w wybornej formie Lewandowskiego. Na Polaku warto się na chwilę zatrzymać, bo odpowiada on za grę ofensywną zespołu w stopniu porównywalnym z wkładem Messiego w grę Barcelony. Ma on swój udział w aż 17 z 31 bramek zdobytych przez Bayern, co musi robić wrażenie. Setienowi trudno będzie znaleźć złoty środek, jeśli chodzi o grę obronną zespołu, ponieważ nadmierne skupienie się na Lewandowskim może skutkować bramką wchodzących z głębi pola pomocników. Można się zatem spodziewać bardzo trudnej przeprawy i kilku żółtych kartek.
Nic tu nie będzie niespodzianką
Przewaga Bayernu w tej edycji Ligi Mistrzów do tej pory była więcej niż widoczna. W Lizbonie odbędzie się jednak tylko jedno spotkanie, w którym zadecydować może pojedyncza akcja, czerwona kartka czy błąd bramkarza. To wszystko, co zwykliśmy mianować pechem lub szczęściem, dziś w futbolu jest trudne do pominięcia, ponieważ skutecznie potrafi niwelować różnicę jakości. I choć Lewandowskiemu na pewno nie zabraknie motywacji, a jego zespół ma wszystko, by Barcelonę pokonać, to ostatecznie Blaugrana zwyciężała już w dużo trudniejszych okolicznościach i żaden rezultat nie sprawi dziś niespodzianki.
Komentarze (50)