Joan Laporta: Nie wierzę w sezony przejściowe w Barcelonie

Julia Cicha

13 grudnia 2020, 16:30

Ara

22 komentarze

Fot. Getty Images

Joan Laporta kontynuuje udzielanie wywiadów w ramach kampanii wyborczej. Teraz rozmawiał z dziennikiem Ara i podzielił się kilkoma nowymi informacjami. Kandydat na prezydenta przyznał m.in., że jest fanem Mateu Alemanyego.

Jak oceniasz ten sezon? Spodziewałeś się dziewiątego miejsca w lidze, 12 punktów straty do lidera i drugiego miejsca w grupie Ligi Mistrzów?

Spodziewałem się, że nie będzie bardzo dobrze, ale być może nie aż tak. Wszystko ma wpływ na postawę zespołu. Letnie doniesienia, brak kibiców, nowy trener, nowe ustawienie. Projekty potrzebują czasu. Minęło pół sezonu i na razie to nie działa.

Czy nie traktujemy zbyt dosłownie tego „sezonu przejściowego”? Nie sądzisz, że mimo trudności Barça rywalizuje poniżej swoich możliwości?

Nie wierzę w sezony przejściowe w Barcelonie. Socios i culés są wymagający, bo jesteśmy przyzwyczajeni do dobrych wyników.

Jakie są twoje plany w kwestii finansów Barcelony?

Nie chcę wyprzedzać wydarzeń, ale mamy plan obniżenia wydatków w odniesieniu do przewidywanych przychodów, które wyniosą maksymalnie 661 mln euro. A wydatki to 955 mln. Trzeba to zrównoważyć. Później trzeba będzie zająć się miliardowym długiem.

To pierwsze wybory, w których kwestie finansowe interesują nas bardziej od sportowych?

Jeśli chcemy podnieść się sportowo, musimy poprawić sprawy finansowe. Być może potrzeba więcej wyobraźni w szukaniu nowych źródeł przychodów. Musimy pracować nad zarobieniem 350 mln. Na pewno nam się uda, kwestią jest zrobienie tego jak najszybciej. Mówienie o transferach w trakcie kampanii? Zespół rywalizuje, ma utalentowanych piłkarzy. Wiem, jak takie deklaracje mogłyby zdestabilizować drużynę. Byłem już prezydentem, kluby i agenci mnie znają i dzwonią do mnie. Składają mi propozycje, ponieważ Barça dowodzona przeze mnie wzbudza duże zainteresowanie.

Bartomeu przesadził z wydatkami na pensje?

Nie brał pod uwagę ratio zalecanego w piłce nożnej, a więc utrzymania wydatków na pensje w granicach 55-62% przychodów. W 2003 roku też były takie problemy. Kiedy ten współczynnik sięga 75-80%, już nie da się rządzić. A to zależy tylko od zarządu. Jest jednak możliwość zmiany tej sytuacji. Nie ma alarmu. Trzeba pracować, pracować i jeszcze raz pracować.

Czy da się to pogodzić z przedłużeniem umowy z najlepszym piłkarzem w historii?

Tak, trzeba spróbować dla dobra klubu.

Co się stanie, jeśli Messi zwiąże się z inną drużyną przed wyborami?

Na jego miejscu poczekałbym. Ma oferty, które mogą dać mu dużo pieniędzy, sprawią, że będzie grał z kolegami, że będzie występował w dobrych zespołach. Są też takie, które to wszystko łączą. Leo kocha Barçę, wie, jak ważny jest dla klubu. Często mówi się, że dużo zarabia. Ale jakie zyski generuje? Byłem prezydentem i widziałem kontrakty meczów towarzyskich uzależnione od jego obecności.

A jeśli Messi odejdzie?

Znajdziemy inne źródła przychodów. Barça ma historię i jest wzorem w świecie piłki nożnej. Chcę, by dalej tak było, tak jak w czasach, gdy byłem prezydentem. Leo bardzo by nam pomógł, ale jeśli go nie przekonamy, klub przetrwa.

Mowa o piłkarzu, który wysłał burofaks, mówiąc, że chce odejść. Czy zgodzenie się na to nie byłoby z waszej strony dojrzałe?

Poprzedni zarząd go uwięził, to najgorsze, co można zrobić piłkarzowi. Moje relacje z Leo opierają się na zaufaniu i wiarygodności. Żeby złożyć mu propozycję, muszę jednak najpierw zostać prezydentem. Nie obiecam mu niczego, czego nie dotrzymam.

Chciałbyś, żeby Xavi został trenerem Barçy?

Na pewno nim będzie. Mamy dobre relacje, on bardzo tego chce. Niektórzy zawodnicy po zakończeniu kariery chcą się oddalić, ale Xavi nie jest jednym z nich.

Martwi cię jego powiązanie z Fontem?

Xavi się zaangażował i trzeba to uszanować. Niech robi, co uważa za słuszne.

Będziesz stosował klasyczną strukturę trenera, dyrektora sportowego i wiceprezydenta?

Nieco zmienioną, ale tak. Piłkarze mają grać i być doceniani. Trener trenować. Dyrektor sportowy wraz z trenerem ma ustalać transfery. A zarząd wraz z prezydentem podejmować decyzje.

Jesteś fanem Mateu Alemanyego?

To jeden ze świetnych działaczy hiszpańskiej piłki. Był prezesem, dyrektorem wykonawczym, dyrektorem sportowym i odnosił sukcesy w Mallorce i Valencii. Jest szanowany w lidze i w świecie piłki, znam go osobiście. Lubię go. Jego udział w transferze Eto’o był decydujący.

Przekonałeś go już?

Pozyskamy prestiżowych profesjonalistów ze świata futbolu. Jeśli uda nam się wygrać wybory, ogłosimy to.

Kontrakt Ramona Planesa wygasa 30 czerwca. Liczysz na niego?

Nie znam go. Pierwsze, co zrobię, to porozmawiam z osobami pracującymi w klubie. Struktura jest jednak zbyt skomplikowana, trzeba ją uprościć.

Zrozumiałbyś, gdyby Komisja Zarządzająca przeprowadziła transfery?

Nie powinna wykraczać poza swoje uprawnienia. Nie może nikogo kupować. Powinna zmniejszać wydatki, nie je zwiększać. Niech najpierw pokaże nam, w jakiej sytuacji jest klub. Możliwe, że kandydaci dojdą do porozumienia. Zrozumiałbym, gdyby wezwano nas i pokazano dokumenty, proponując operacje. Dziwi mnie jednak takie zamieszanie w związku z sytuacją finansową, skoro członkowie Komisji już ją znali, ponieważ byli w Komisji Finansowej.

Rozmawiałeś z Bartomeu?

Nie, od dawna nie rozmawiamy. Chciałbym jednak to zrobić po wyborach, gdy zobaczymy, jak wygląda sytuacja.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (22)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze