Dzisiejszy finał Superpucharu Hiszpanii odbędzie się w Sewilli, mieście, które nie kojarzy się Katalończykom najlepiej, choćby ze względu na porażkę w finale Pucharu Europy w 1986 roku.
Dziennik AS przypomina dziś historię rywalizacji Barçy w finałach w Sewilli. Rozpoczęła się ona już w 1925 roku, kiedy to zespół zmierzył się z Arenas de Getxo, wygrał 2:0 i zdobył Puchar Króla. Gole strzelali Samitier i Sancho, a bohaterem został bramkarz Platzko, który obronił rzut karny wykonywany przez Urrestiego. Po powrocie do Barcelony kibice tłumnie przywitali zawodników na Passeig de Gracia.
Kolejny finał to wspomniany 1986 rok i sromotna klęska ze Steauą 0:2. Barcelona najpierw pokonała Goteborg w rzutach karnych, po odrobieniu strat od wyniku 0:3. Te złe wrażenia mogły zostać zażegnane w 2019 roku, kiedy to drużyna z Camp Nou mierzyła się w finale Pucharu Króla z Valencią Marcelino, dzisiejszego trenera Athleticu. Niespodziewanie przegrała jednak 1:2 ku rozczarowaniu fanów.
Dzisiejszy finał będzie więc czwartym rozgrywanym przez Barçę w Sewilli. Co ciekawe, każdy z nich miał miejsce na innym stadionie. Dla Athleticu będzie to pierwszy finał w tym mieście. Dzisiejsi finaliści mierzyli się ze sobą w sumie w ośmiu finałach o Puchar Króla. Barcelona wyszła zwycięsko z sześciu pojedynków, a jej rywale triumfowali tylko w 1932 i 1984 roku, dwukrotnie 1:0. Katalończycy w ostatnich latach mogli liczyć na dobrą postawę Leo Messiego, który strzelał gole w finałach w 2009, 2012 i 2015 roku. W samym Superpucharze zespoły grały ze sobą trzykrotnie. Los Leónes wygrali raz, w 2015 roku, pod wodzą Ernesto Valverde.
Komentarze (2)