Evarist Murtra był członkiem zarządu FC Barcelony za kadencji Josepa Lluisa Núñeza i Joana Laporty. Miał on udział m.in. w umieszczeniu logo UNICEF na koszulce Barçy oraz zatrudnieniu Pepa Guardioli. Teraz udzielił wywiadu dziennikowi El País i opowiedział o aktualnych tematach dotyczących klubu.
Ilu kandydatów zaproponowało ci dołączenie do nich w obecnych wyborach?
Jeden bezpośrednio i dwóch pośrednio. Wszystkim odmówiłem, ponieważ dałem już z siebie wszystko, nawet przed tym, jak operacja utrzymała mnie przez jakiś czas poza grą. Teraz mam okres refleksji, nie działania, także w kwestiach biznesowych.
A czego potrzebuje Barca?
Klub jest w bardzo delikatnej sytuacji, szczególnie z finansowego punktu widzenia. Źle nim zarządzano, wydatki za bardzo wzrosły, a inwestycje w transfery były ogromne i nietrafione. Barça nie jest firmą, ale trzeba zarządzać nią tak, jakby nią była. Z każdymi nowymi danymi widać coraz większą frywolność i strach. Utracono potrzebną wypłacalność. Trzeba wdrożyć plan stabilności, by się odbudować, a to wymaga udziału specjalistów i zgody wszystkich. Barça jest bardzo ważnym aktywem Katalonii, jej marka jest światowa i nadaje prestiż państwu.
Jak można uzyskać stabilność po okresie naznaczonym jej brakiem, co pokazało wotum nieufności przeciwko Bartomeu?
Trzeba wszystko gruntownie przemyśleć. Barcelona bezdyskusyjnie musi pozostać własnością socios, ale nie może też odwracać się plecami do rynku i możliwych przychodów. Potrzebuje dobrych osób zarządzających, które nie wprowadzą tylnymi drzwiami spółki. Priorytetem jest uregulowanie tego, jak dochodzi się do władzy w klubie. Obecnie potrzebna jest gwarancja bankowa, ale nikt nie wyjaśnia, jak ją otrzymuje oraz skąd ją ma. Zakłada się, że prezydent musi mieć środki finansowe pozwalające mu poświęcić cały czas Barcelonie, bez żadnego wynagrodzenia.
Potrzeba więc dużych zmian strukturalnych.
Tak, dlatego całe barcelonismo musi przyłożyć się do tych działań. Mówię również o instytucjach państwowych, które korzystają na atrakcyjności Barcelony na świecie. Nowy prezydent musi rozpocząć tę debatę o jedności. Nie sądzę, by organy rządowe rezydujące w Madrycie były zbyt chętne do współpracy.
Potrzeba zgody między kandydatami?
Oczywiście, to minimum. Wybory zostały przełożone, więc zgoda jest jeszcze bardziej potrzebna. Wszyscy mają wspólny cel, w Barcelonie przyszłości nie brakuje miejsca dla nikogo.
Nie dojdzie jednak do połączenia kandydatur. Wiesz już, na kogo zagłosujesz?
Na Víctora Fonta, ponieważ moim zdaniem jest najbardziej odpowiedni do ustalenia planu zakładającego jak najszybszą silną stabilizację. Trzeba zrobić to samo, co w przypadku, gdy chory z wieloma obrażeniami znajduje się na oddziale intensywnej terapii – potrzebny jest główny chirurg, ale też wielu lekarzy specjalizujących się w różnych obszarach, by mogli zainterweniować. Z trójki kandydatów moim zdaniem to Font ma największe możliwości stworzenia zespołu i zmierzenia się z problemami.
Współpracowałeś z zarządem Laporty.
Tak, tamten Laporta był jednym z najlepszych prezydentów w historii Barçy. Miał wielu zdolnych współpracowników, ale to się zmieniło po wotum nieufności w 2008 roku.
Nie odbudowaliście już później swoich relacji?
Nie, ale miało na to wpływ wiele zdarzeń. Obecny program Laporty jest lepszy od tego z 2015 roku, szczególnie pod względem finansowym, ponieważ może liczyć na pomoc Xaviera Sali i Martína. Laporta widzi się moim zdaniem jako prezydenta z pełną władzą, na wzór Florentino Péreza z Realu. Barça i Real to nieperfekcyjne demokracje, w Realu panuje autarchia. Nie sądzę, by to zadziałało w Barcelonie.
Co zrobiłbyś z Messim?
Gdybym był Messim albo miałbym nad nim władzę, poradziłbym mu, by oddał się do dyspozycji prezydenta i podpisał umowę w ciemno. Może się to wydawać naiwne, ale spróbowałbym go przekonać, że najlepszym sposobem na zakończenie kariery jest związanie się z klubem w hojnym akcie, w trudnych chwilach Barcelony. Messi dał klubowi dużo, a ten się od niego uzależnił, nie mogło być inaczej. On jednak też w pewien sposób uzależnił się od Barcelony, choć teraz wydaje się, że to zniknęło. Trzeba to odzyskać. Barça będzie umiała mu to wynagrodzić, nawet z odsetkami.
Co zostało z wprowadzonego przez ciebie porozumienia z UNICEF?
To ważny temat, a Font chce go odzyskać. Mes que un club to pragnienie, nad którym trzeba pracować, by na nie zasłużyć. UNICEF sprawiał, że mogliśmy dotrzeć do dzieci, nie był celem samym w sobie. W epokach Laporty, Rosella i Bartomeu pracowano nad pomocą dzieciom. To nie wystarcza. Jeśli Barça chce być klubem dzieci na całym świecie, musi wprowadzić to w centralne miejsce swojej strategii i głośno o tym mówić.
Komentarze (4)