Zgodnie z tymi informacjami cała operacja jest potencjalnie wyceniona na 11 milionów euro. Dlaczego zdaniem katalońskiego dziennika Barça nie ogłosiła tego w swoim komunikacie? Otóż sam Suárez miał wymagać, aby transakcja odbyła się na zasadzie bezgotówkowej. Kwota 5 milionów euro została uzgodniona między klubami za plecami Urugwajczyka. Powód mógł być jeszcze inny.
Sport informuje bowiem, że wspomniana stała kwota operacji nie oznaczała dodatkowego przychodu dla Barcelony, ale pomogła zmniejszyć dług wobec Atlético. Skąd on się wziął? Dziennik donosi, że pochodzi jeszcze z okresu transferu Antoine’a Griezmanna. Latem 2019 roku Barça opłaciła klauzulę odejścia Francuza wynoszącą 120 milionów euro. Atlético argumentowało jednak, że Blaugrana powinna zapłacić 200 milionów, ponieważ doszła do porozumienia z piłkarzem, gdy klauzula była wyższa. Rojiblancos mieli ponoć dowody na poparcie tej tezy i zamierzali udać się do sądu. Jak podaje Sport, strony doszły jednak do porozumienia, na podstawie którego Barcelona miała zapłacić klubowi z Madrytu 15 milionów euro. Zapewniła sobie przy tym prawo pierwokupu Saula Nigueza i José Giemeneza. To właśnie od tej kwoty miało zostać odjęte wspomniane 5 milionów.
Katalońska gazeta wyjaśnia też kwestię zmiennych. Barcelona otrzymała już 2 miliony po rozegraniu przez Suáreza 20 meczów w nowych barwach. Kolejne 2 miliony Blaugrana zarobi, jeśli Atlético pokona Chelsea i awansuje do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Dostanie się Rojiblancos do tej samej rundy rozgrywek w przyszłym sezonie zapewni Barcelonie następne 2 miliony. Sport podkreśla też, że Barça tylko w tym sezonie opłaca różnicę miedzy pensją Suáreza zaoferowaną mu przez Atlético, a tym, co miał dostać od Blaugrany za rozgrywki 2020/2021.
Komentarze (54)