Przedstawiciel Erlinga Hålanda Mino Raiola znalazł się wczoraj na świeczniku po tym, jak odbył rozmowy z Barceloną i Realem Madryt w sprawie norweskiego napastnika. Dla Blaugrany negocjacje ze słynnym agentem będą stanowiły kolejny etap wieloletnich relacji, które nie zawsze przebiegały pozytywnie, mimo jego dobrych osobistych stosunków z Joanem Laportą.
Konflikt z Guardiolą
Do pierwszych kontaktów doszło w 2009 roku, gdy prezydentem Barcelony był właśnie Laporta, przy okazji rozmów dotyczących sprowadzenia Zlatana Ibrahimovicia i Maxwella. Szwed trafił na Camp Nou, a według Sportu Raiola zainkasował za to trzy miliony euro prowizji i miał dostawać 10% rocznego wynagrodzenia piłkarza. Mimo że Ibra odszedł z Barcelony już po roku w kiepskiej atmosferze, Barça nadal musiała płacić jego przedstawicielowi. Podobnie jak szwedzki napastnik, również Raiola miał Guardioli za złe to, w jaki sposób rzekomo był traktowany zawodnik, i bardzo ostro krytykował szkoleniowca. Jak podaje kataloński dziennik, w reakcji na to ówczesny prezydent Sandro Rosell postanowił zawiesić płatności wobec agenta. Ostatecznie Raiola zarobił 9 milionów euro, ale jego relacje z Barceloną znacznie się pogorszyły. Agent w późniejszych latach w nieparlamentarnych słowach obrażał Guardiolę („jest gówno wart jako człowiek”) i choć niedawno twierdził, że sprawa została zamknięta, nie ma pewności, jak podchodzi do tego sam trener Manchesteru City, który również zamierza walczyć o Hålanda.
Fiasko transferowe
Po tej sprawie Raiola wyznał zresztą, że nie szanuje Barcelony za postępowanie względem jego klienta, ale to nie przeszkodziło mu w zaangażowaniu się w proces wyborczy w klubie w 2015 roku. Wyznał wówczas, że w przypadku zwycięstwa Laporty Pogba będzie miał duże szanse na dołączenie do Blaugrany. Waśnie nie przeszkodziły Raioli w kontaktowaniu się z jednym z kandydatów w celu zrobienia wspólnego interesu. Ostatecznie prezydentem został jednak Josep Maria Bartomeu. Nowe władze klubu postanowiły nie wydawać majątku na Pogbę, który ostatecznie trafił do Manchesteru. Nazwisko Francuza przewijało się jednak również na Camp Nou w kolejnych latach.
Barcelona i Raiola mieli też ze sobą do czynienia latem 2017 roku. Marco Verratti chciał wówczas dołączyć do Barcelony, ale PSG nie wyraziło na to zgody i poleciło piłkarzowi zmianę agenta, ponieważ Donato Di Campli dążył do przeprowadzenia transferu. Włoch się ugiął i związał się z Raiolą, który nie tylko nie doprowadził do odejścia pomocnika z drużyny paryżan, ale w późniejszym czasie odpowiadał też za negocjacje między klubem i zawodnikiem ws. nowej umowy. Rozmowy z Barceloną odbyły się również przy okazji transferu Matthijsa de Ligta z Ajaksu, jednak Holender w przeciwieństwie do Frenkiego de Jonga postawił na Juventus. Raiola doprowadził też swego czasu do odejścia z Barcelony Xaviego Simonsa, który związał się z PSG.
Interes na pierwszym miejscu
Raiola jako człowiek interesu potrafił zręcznie zmieniać fronty, więc mimo różnych animozji trudno spodziewać się, żeby negatywne relacje mogły w większym stopniu utrudniać negocjacje. Ostatecznie będzie liczyła się jak najlepsza oferta, co agent pokazywał również przy okazji rozmów z Barceloną w ostatniej dekadzie. Być może dobre relacje z Laportą ułatwią prowadzenie negocjacji, ale nie ma co się nastawiać, że będą decydujące. Raiola potrafi zagotować się podczas swoich kontrowersyjnych wypowiedzi przed mediami, które nadają mu większego rozgłosu, ale w pracy kieruje się chłodnym interesem, który często wiąże się z dużymi zarobkami dla zawodnika i wysoką prowizją dla agenta i otoczenia piłkarza, nie zapominając przy tym o odpowiedniej roli gracza w projekcie sportowym. To właśnie wymagania finansowe mogą postawić przed Barceloną największe trudności w kontekście nadchodzących negocjacji z Raiolą.
Komentarze (13)