Jérémy Mathieu udzielił ciekawego wywiadu L’Equipe, opowiadając m.in. o transferze do Barcelony i o jego niecodziennych okolicznościach. Okazało się, że obrońca wcale nie palił się do gry na Camp Nou.
- Nie chciałem przechodzić do Barçy. Kiedy w 2014 roku skontaktowano się ze mną, byłem kapitanem Valencii, podobało mi się moje życie tam i zadawałem sobie pytanie, czy będę grzał ławę w Barcelonie. Kiedy otrzymałem kontrakt, który mi zaoferowano, zredagowałem nową umowę, w której moja pensja znajdowała się pomiędzy moim ówczesnym wynagrodzeniem a tym, co oferowała mi Barca. Pokazałem ten fałszywy kontrakt dyrektorowi sportowemu Valencii, mówiąc: „jeśli dasz mi tyle, zostanę”. Odpowiedział, że nie powinno być to problemem. Razem zadzwoniliśmy do prezesa, a on odmówił. Rufete nie mógł w to uwierzyć. Podarłem kartkę i oznajmiłem, że odchodzę. Zrozumiałem, że nie stawiano na mnie – opowiedział Mathieu.
Etap kariery na Camp Nou nie był dla Francuza do końca udany: - w meczu z Villarrealem [20 marca 2016 roku – przyp. red.] strzeliłem gola samobójczego. To było po rożnym, nie widziałem piłki, a ta uderzyła mnie w pierś i wpadła do siatki. Później wszyscy hiszpańscy dziennikarze mnie krytykowali tak, jakbym zrobił to celowo.
- Najtrudniejszy rywal, z jakim się mierzyłem? Diego Costa. Potrafi nadepnąć ci na stopę, przeprosić i znów zrobić to samo. Wiesz o tym, ale wkurza cię to, odpowiadasz i dostajesz kartkę. Najlepszy piłkarz? Oczywiście grałem z Messim… Mógłbym też wymienić jednak Davida Silę i Matę albo Xaviego. Ten ostatni zrobił na mnie wrażenie, bo z łatwością grał technicznie na boisku, a poza nim był bardzo normalny, był dobrym facetem.
Komentarze (15)