André Cury, który przez 10 lat zajmował się transferami do Barcelony z Ameryki Południowej, opowiedział o szczegółach swojej pracy dla klubu oraz o mniej lub bardziej udanych operacjach. Zapraszamy na pierwszą część wywiadu z człowiekiem, który sprowadził na Camp Nou Neymara.
Od 2010 roku przez dyrekcję sportową Barcelony przewinęli się Zubizarreta, Ariedo Braida, Pep Segura, Robert Fernández, Ramon Planes… Jest możliwe nakreślić jakąś linię działania w Ameryce Południowej?
Bardzo trudno się tak pracuje, ponieważ wiele się zmienia. Każdy dyrektor ma swój profil, daje określoną swobodę i zaufanie, myśli w inny sposób. Najlepiej było z Pepem Segurą – był otwarty, słuchał pomysłów każdego, współpracował. Po raz pierwszy klub był bardzo dobrze zorganizowany.
Czy kupowanie piłkarzy, by następnie ich sprzedać, nie obniża wartości marki Barçy?
Nie, wręcz przeciwnie. Barça musi przeprowadzać coraz więcej takich operacji, by rywalizować z takimi klubami jak PSG czy City. To forma zarabiania i sprowadzania zawodników, którzy w przyszłości mogą grać w Barcelonie.
Dlaczego żaden z graczy, których sprowadziłeś do rezerw, nie zagrzał tam miejsca?
Niech to będzie jasne – ja proponowałem, proponowałem i mówiłem, co było dobrego. Nigdy nie decydowałem, czy kogoś pozyskać i ile zapłacić. Byłem skautem, pokazywałem możliwości i rozwiązania.
Niektóre przypadki trudno zrozumieć, np. Roberta Gonçalvesa i Matheusa Pereirę.
Kiedy klub postanowił pozyskać pierwszego z nich, powiedziałem, że nie rozegra ani meczu. Matheus przeszedł z Juventusu, nie mam z tym nic wspólnego.
W jaki sposób zatrudniono cię w Barcelonie?
Po przyjściu Laporty w 2003 roku pomagałem z zewnątrz, ale aktywnie, przy sprowadzeniu Ronaldinho, który zmienił historię naszego klubu. Współpracowałem też przy kupnie Deco, z którym miałem dobre relacje. Później od 2010 do 2020 roku pracowałem w klubie bezpośrednio. Analizowałem rynek południowoamerykański, pokazując, którzy piłkarze mogą mieć odpowiedni poziom.
W 2010 roku Barça była bez wątpienia najlepszą drużyną na świecie.
Tak, z dużą przewagą. Pojawiły się niektóre szanse, który Andoni Zubizarreta wypuścił z rąk. Na przykład Marquinhos, który był wart trzy mln euro przed odejściem do Romy, lub Oscar, za siedem milionów, gdy grał w Porto Alegre.
Dlaczego Barça potrzebuje kogoś na miejscu w Ameryce Południowej?
W Brazylii jestem dużo bliżej wszystkiego. Barça była pod tym względem pionierem, wyznaczyła trend wśród europejskich klubów. Jeśli nie masz nikogo kompetentnego na miejscu, istnieje ryzyko, że straci się wielką gwiazdę. Wydasz więcej pieniędzy i popełnisz błędy w transferach.
Dlaczego więc jesteś krytykowany przez agentów?
Publicznie krytykuje mnie tylko Minguella, który na dodatek nieco kłamie. On powinien złożyć wyjaśnienia socios. Dlaczego wziął 10 mln euro prowizji za pozyskanie Malcoma, kiedy Bordeaux znajduje się pół godziny od Barcelony?
W czym problem?
Nie ma żadnego powodu dla takiego pośrednictwa. Ja dwukrotnie sprowadziłem agenta piłkarza do Barcelony. Klub miał więc bezpośredni kontakt. Minguella przez lata o mnie mówi, choć nie miał zupełnie nic do powiedzenia o mnie, mojej uczciwości i transparentności. Zobacz, jakie jest życie. Ten, kto najwięcej poucza, najbardziej powinien się tłumaczyć. Otrzymał sumę pieniędzy poza wszelką logiką za absolutnie niepotrzebną operację.
W niektórych barcelońskich kręgach nie masz dobrej opinii.
Czego więcej chcecie? Pomogłem sprowadzić Ronaldinho, który zmienił historię klubu, i Neymara, który ze względu na okoliczności został najdrożej sprzedanym zawodnikiem w historii klubu.
Jakie było twoje wynagrodzenie?
Miałem kontrakt z rocznym wynagrodzeniem. Nigdy nie otrzymałem żadnej prowizji ani od agentów, ani od osób trzecich. A widziałem wiele milionów, niektóre transfery były na ponad sto mln euro. Inną sprawą jest, gdy dany piłkarz był reprezentowany przez moją firmę, to osobna sytuacja, o której zawsze informowałem klub.
Twoje wynagrodzenie nie ulegało zmianie w zależności od transferów?
Nauczyłem się pracować, biorąc przykład z Raúla Sanllehíego, którego poznałem w 2007 roku. On walczył dla klubu i spędzał dla niego bezsenne noce. Nigdy nie pracowałem dla Barcelony dla pieniędzy, ponieważ moja firma jest jedną z trzech największych w Ameryce Południowej. Jestem kibicem Barçy, praca dla niej była spełnieniem marzeń. Jestem wdzięczny za wszystko, co przeżyłem. Zdobyliśmy 40 tytułów i zmieniliśmy kilka rzeczy.
Jakich?
W przeszłości Barcelona nie zarabiała na transferach, bo nigdy nie sprzedawała dobrze. Za moich czasów klub miał prawie 400 mln euro zysku księgowego na sprzedaży. Neymar, Yerry Mina, Arthur, Paulinho i inni sprawdzili się sportowo i finansowo.
Nie pojawiały się problemy z faktem, że byłeś zarówno agentem, jak i pośrednikiem?
Nie, ponieważ zawsze umiałem to od siebie oddzielić. Mogłem z łatwością zabrać dyrektora sportowego na jakiś trening albo do klubu, tak zrobiłem np. z Abidalem, gdy przyleciał do São Paulo i do Palmeiras. Dzięki moim relacjom założyłem firmę. Wszystko to wykorzystywałem na korzyść Barcelony.
Podaj proszę jakiś przykład.
Sprowadziłem Yerry’ego Minę do Palmeiras i poprosiłem o pierwszeństwo dla Barcelony po określonej cenie. Niewielu osobom się to udaje, dlatego byłem dla klubu wartościowy. Tylko dzięki temu pojawił się zysk 25 mln euro.
W Barcelonie trwa wewnętrzny audyt, pojawią się jakieś niespodzianki związane z tobą?
Ze mną nie.
Dlaczego zakończono współpracę z tobą?
Dowiedziałem się o tym z prasy, bo byłem w Porto Alegre obserwować jednego piłkarza. Zdenerwowałem się, bo zawsze ciężko pracowałem. Powiedziano mi, że to przez pandemię, że musiano ciąć koszty. Zarząd miał jeszcze tylko rok i nie miało sensu, bym został, bo nie było pieniędzy na transfery. Zrozumiałem to, ale nie podobał mi się sposób, w jaki to zrobiono.
Joan Laporta został nowym prezydentem i ma wyraźne cruyffiańskie poglądy. Czy da się w ten sposób pracować w Ameryce Południowej?
Tak, oczywiście. Tamten rynek jest najbardziej obiecujący na świecie, brazylijskich piłkarzy nie trzeba przedstawiać. Wszyscy zawodnicy, którzy byli wyznacznikami epok pod względem statystyk lub pozycji lidera, byli z Brazylii lub Argentyny: Romario, którego trenował Cruyff, Ronaldo, Rivaldo, Ronaldinho, Messi, Neymar… Nigdy nie można rezygnować z tego rynku.
Marlon.
To bardzo pozytywna niespodzianka. Przyszedł za darmo na wypożyczenie z Fluminense, z opcją kupna za cztery miliony, z której skorzystaliśmy. Trzy miesiące później grał w Glasgow w Lidze Mistrzów. Luis Enrique zawsze mówił, że dobrze było mieć go w rezerwach, ponieważ był wyjątkowy. Zakończył sezon w podstawowym składzie.
Dlaczego nie został?
W kolejnym sezonie przyszedł Valverde, a w trakcie presezonu w meczu z Juventusem doszło do błędu obrońców, jednym z nich był Marlon. Trener powiedział więc, że go nie chciał, i zawodnik odszedł na wypożyczenie. W kolejnej kampanii wrócił na presezon i tym razem Valverde z niego nie zrezygnował, ale miejsca dla graczy spoza Unii Europejskiej były zajęte. Sassuolo zapłaciło za niego 12 czy 14 mln euro, zysk wyniósł niemal 9 milionów. Mam nadzieję, że w Barcelonie pojawi się wielu takich Marlonów.
Vitinho.
Poprosiła o niego dyrekcja sportowa. Przyszedł za darmo na wypożyczenie i nie zapłacono żadnej prowizji. Jeśli dobrze pamiętam, zarabiał 15 tysięcy euro miesięcznie. Opcja kupna była nieco wysoka, więc spróbowano kolejnego wypożyczenia, ale Palmeiras na to nie pozwoliło. Niektórzy członkowie dyrekcji byli zaskoczeni, ponieważ Vitinho był technicznie ponad średnią w zespole, ale trener go nie wystawiał. W klubie była hierarchia.
Gabriel Novaes.
Również życzenie dyrekcji sportowej. Był mistrzem i strzelcem w Pucharze Juniorów w São Paulo. Był sensacją, udało nam się osiągnąć darmowe wypożyczenie z opcją kupna. Stało się to samo, trener nie dał mu szans, a on odszedł do Córdoby. Potem wrócił do Brazylii, gdzie dobrze radzi sobie w Serie A, ma nawet ofertę z Red Bulla Bragantino.
Igor Gomes.
Kiedy zaczęliśmy negocjować, miał ofertę z Benfiki i z Belgii, za trzy miliony euro. My sprowadziliśmy go taniej dzięki przyjacielskim relacjom z jego agentem Giuliano Bertoluccim.
Co powiesz o Gustavo Mai?
Marlon, Vitinho i Gabriel Novaes przyszli na darmowe wypożyczenie z opcją kupna. Dlaczego? Ponieważ pojawiały się różnice między piłkarzami wskazywanymi przez dyrekcję sportową a trenerami. Zawsze istnieje ryzyko, że kogoś nie wystawią. Kiedy sprowadzono Maię, byłem jeszcze w klubie, ale nie skonsultowano ze mną tematów sportowych i finansowych. Myślę, że klub popełnił tu błąd, zapłacił 4,5 mln euro za 70% praw… To poza rynkiem. Gabriel Novaes, który jest środkowym napastnikiem i lepszym piłkarzem, przyszedł z tego samego klubu na lepszych warunkach.
Czy któryś z tych graczy miał DNA Barçy?
Powtórzę – to dyrekcja sportowa wybierała piłkarzy, pracowało nad tym 50 osób. Ja wykonuję operacje, mówiono mi nazwisko i starałem się wynegocjować najlepszą opcję. Podawałem też oczywiście nazwiska. Kiedy widziałem, że w Lidze Mistrzów przegrywaliśmy 0:4 z PSG i 0:3 z Juventusem, walczyłem o sprowadzenie z Chin Paulinho. Kiedy przegraliśmy z Levante czy z Romą, on nie pojawił się na boisku. Nigdy nie przegrał meczu w Barcelonie, a do tego sprzedano go z zyskiem.
Dlaczego tylu zawodników trafia do Barçy B, a nie można pozyskać Gabriela Martinelliego?
Muszą wyjaśnić to trenerzy, którzy go nie chcieli. Wziąłem go na testy, przez 10 dni trenował w Barcelonie. Mógł przyjść na darmowe wypożyczenie z opcją kupna za pięć milionów. Arsenal zapłacił za niego 9 milionów.
Dlaczego Matheus Fernandes rozegrał najmniej minut z całej kadry?
To pytanie do Koemana. Matheus ma odpowiednie umiejętności, by grać w pierwszym składzie. W Kijowie wszedł na 20 minut, bez rytmu meczowego i automatyzmów, a bardzo dobrze się spisał. Klub popełnia tu błąd. Jak można kupić piłkarza i go nie zaprezentować?
Jaka jest odpowiedź na to pytanie?
Koeman podobno go nie chciał, bo przyszedł z Realu Valladolid. Zarząd był wtedy bojaźliwy, więc może z tego powodu go nie zaprezentowano. Takie działanie obniża wartość gracza. Błąd od samego początku.
Mijają miesiące, a on dalej nie gra.
Nie zgadzam się z Koemanem. Ma prawo go nie wystawiać, ale powinien dać mu trzy mecze na pokazanie, czy się nadaje. Nie wystawia go, nie rozmawia z nim, każe mu trenować na nieswojej pozycji. Nie wiem, czy interesuje się innym piwotem i jeśli Matheus zagra, to mu go nie sprowadzą… Mówi się, że podoba mu się Wijnaldum. Matheus ma 22 lata i jest dobrym zmiennikiem Busquetsa. Nie rozumiem, dlaczego nie pojawia się nawet, gdy zespół wygrywa 4:0.
Jak wyjaśnić to, że Barça kupił zmiennika z Palmeiras?
W Brazylii kluby walczące o tytuły mają w zwyczaju wystawiać weteranów. Przykładem może być São Paulo z 36-letnim Juanfranem czy 37-letnim Danim Alvesem. Teraz pozyskano też trzech graczy po trzydziestce. Tak tu jest. Matheus rozegrał w Palmeiras 12 spotkań, ale Abidal kiedy go zobaczył, powiedział, że Barcelona potrzebowała kogoś takiego. Zawsze go obserwowano, Barça starała się sprowadzić go do rezerw, gdy miał 18 czy 19 lat.
Douglas również nie grał, a kibice naśmiewali się z niego.
W poniedziałek wcześnie rano zadzwonił do mnie Raúl Sanllehí i powiedział, że klub chce kupić Douglasa za 12 mln euro plus dwa mln zmiennych. Ostrzegłem, że nie nadawał się do Barcelony. Odpowiedziano mi, że Zubizarreta już wszystko ustalił i musiałem przeprowadzić operację. Odkryłem, że przedstawiciel, który nawet nie był agentem gracza, był w to zaangażowany razem z dwiema osobami z dyrekcji sportowej Barçy. Zubizarreta miał obowiązek to wiedzieć. Powiedziałem, że mogliśmy go kupić za 4-5 milionów, ale mówiłem, że nie zagra w pierwszym zespole.
I co się wydarzyło?
Wstrzymano operację, atmosfera była napięta. Jak można kazać zapłacić 12 milionów za gracza wartego cztery? Dlatego ważne jest, by mieć w Brazylii kogoś, kto wie, co się dzieje. Powiedziano mi, że Luis Enrique spotkał się z Bartomeu i powiedział, że potrzebował Douglasa w swoim projekcie. Prezydent się zgodził, ale powiedział, że operację przeprowadzimy Raúl Sanllehí i ja.
Neto pozyskano w wymianie z Cillessenem, wyceniając go na wielką kwotę.
Powiedziano mi, że trzeba było sprowadzić Neto, a ja zrobiłem swoje. Rozmawiałem z nim, ponieważ miał wątpliwości, bo wiedział, że nie będzie grał. Doszliśmy do porozumienia, że gdyby pojawiła się później dobra oferta, sprzedamy go.
A co powiesz o wymianie Arthura na Pjanicia?
To jedna z największych aberracji w historii piłki nożnej. To absurd. Wymieniasz 23-letniego Arthura z dwoma milionami euro netto pensji na 31-latka, który zarabia pewnie z sześć, zwiększając wydatki na pensje. To normalne, że Arthur nie pokazał jeszcze wszystkiego, doznał dwóch kontuzji, co miało wpływ na jego progres. W pierwszym sezonie był nieco rozkojarzony, ale potem się skupił.
Czy to prawda, że dużo imprezował?
Nie powiedziałbym tego. Kiedy przyszedł, chciał poznać miasto, być może miał złe towarzystwo. Po błędzie, jakim było pójście na imprezę do Neymara, rozmawiał z klubem. Zdał sobie sprawę z błędu, rozwijał się i byłby świetnym piłkarzem.
Czy przy transferze Arthura schemat był ten sam? Obserwowała go dyrekcja sportowa, a potem zatwierdzono operację?
Nie, tym razem było inaczej. Ja go zaproponowałem, naciskałem, by obejrzano jego grę, co zajęło sześć miesięcy. Kiedy Robert Fernández przyleciał, zakochał się w nim i postanowił go sprowadzić.
Czy klub taki jak Barça powinien przeprowadzać operacje z piłkarzami, którzy być może nigdy nie zagrają na Camp Nou? Na przykład Mina lub Emerson.
Ta dwójka została pozyskana do pierwszego zespołu. Mina to najlepszy kolumbijski stoper, po sprzedaniu go za pół roku kupiono Jeisona Murillo, który jest może na piątym miejscu w Kolumbii. Gdyby Barça miała dobrą sytuację finansową, myślę, że Yerry by został mimo ofert na 35 mln euro. Jest młody, ma jakość, strzela gole… A właśnie teraz Barcelona cierpi w obronie w ważnych meczach.
A Emerson?
Umowa z Betisem jest bardzo dobra. Betis zajmuje teraz piąte miejsce w tabeli, a Emerson rozgrywa trzeci sezon na wysokim poziomie. Asystuje i strzela gole, a ma tylko 22 lata. Mieliśmy Semedo i Roberto, chciano sprzedać jednego i pozyskać Emersona. Teraz jednak kupiono Desta i plan się rozpadł. Brakowało nieco strategii ze strony klubu.
Komentarze (10)