- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1304 Culés
Gorące dyskusje
clyde
59
Teraz zwolennicy Tuska udają, że nic się nie stało i nawet się nie wychylają. Zaraz coś... » Czytaj dalej
56 odpowiedzi
NeroTFP1
45
Konate 24 mln brutto rocznie, a Bernardo Silva 18-20. Do tego jeszcze premie za podpisy.No nie... » Czytaj dalej
36 odpowiedzi
Bogan
1
Niezły hejt się wylał. Nikt go w Barcelonie nie chciał, poszedł do Realu i płacz. Mam... » Czytaj dalej
41 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1304 Culés
2
Co? Tutaj? Bagno.
Premiera nowego sezonu Rojsta przypomniał mi o tym serialu. Korzystając więc z małej serii burz i deszczowej pogody, postanowiłem ogarnąć go w całości. Dlatego też poniższa opinia dot. obu części, a nie tylko tej z dopiskiem '97.
Twórcy naprawdę postarali się o oddanie klimatu omawianych epok. Oglądając serial można poczuć ducha lat osiemdziesiątych i potem schyłku dziewięćdziesiątych. Poszli jednak drogą kolegi z netflixowej platformy, sławnego "Stranger Things", dlatego mamy do czynienia raczej ze skrzętnie stopionym amalgamatem lat 80 i 90 niż czymś realniejszym. Stąd scenografia wręcz iskrzy do popkulturowych nawiązań, od tak cytuje się współczesną polską poezję, a w słuchawkach lecą nam dawne hity. Houlubek łapał zeitgeista i w ten wyszedł nam świat, który jest bardziej latami dziewięćdziesiątymi niż były nimi same lata dziewięćdziesiąte. Twórcy zrobią wszystko, aby komuś zapaliła się lampka sentymentu. Nie uważam to za wadę, jednakże warto mieć na uwadzę ten aspekt obu sezonów.
Całość kręci się wokół losów Piotra Zarzyckiego, najpierw młodego dziennikarza, potem redaktora naczelnego oraz zmierzającego na emeryturę Witolda Wanicza, starszego kolegi Piotrka. Jak widać szybko już zaznaczają się tutaj pewne archetypy: młody, ambitny i zarazem naiwno-idealistyczny młokos stara się jakoś rozruszać swojego mentora, który jest człowiekiem uczciwym, lecz zmęczonym, choćby poprzez znajomość komunistycznych realiów. Niestety takich stereotypów jest znacznie więcej i praktycznie reżyser nie wychodzi poza schemat. Wracając do fabuły, Wanicz dostał też poboczny wątek powiązany z okresem końca drugiej wojny światowej, jednakże początkowo miał on być główną historią (pierwotny tytuł serialu to "Co widziała Elsa Koepke?") i jak założenia koncepcyjne dzieła się zmieniły, tak niestety postać odgrywana przez Andrzeja Seweryna okazuje się znacznie ciekawsza od Zarzyckiego. Ten drugi się praktycznie nie rozwija, zaś konflikty w jakie wpada dość szybko się rozwiązują. Tymczasem jego starszy kolega co rusz musi podejmować ważne i interesujące decyzje.
Choć można narzekać, bo z drugiej strony nadal historia "Witka" jest dla nas niejasna. To jest zresztą ogromny problem drugiego sezonu, że na tablicy korkowej mamy rozwieszone multum większych lub mniejszych wątków i motywów, jednakże niewiele z nich w pełni wybrzmiewa. Choćby te o postaciach z komisariatu okazują się bardzo puste w treść, nawet wiodąca bohaterka, czyli sierżant Jass (Różczka) nie zasłużyła na jakieś większe rozwiązanie akcji. Całość kończy się zbyt wielkim niedomówieniem.
Poniekąd autorzy powtórzyli, więc problem pierwszego sezonu, gdzie niewytłumaczono niektórych wątków, choć zapewne z uwagi na chęć ich rozwinięcia w następnej części (z kilkoma małymi wyjątkami, ale bym zaspoilerował). Co jest zrozumiałe z punktu koncepcji, jednak z drugiej strony, to nawet w takim wypadku trzeba to rozegrać lepiej. Tak żeby nie odkryć wszystkich kart, jednocześnie nie pozostawiając widzów z poczuciem urwania wątku. Największym jednak mankamentem pierwszego sezonu była słaba końcówka. Nie zaskoczyła, była bardzo powolna i nieemocjonująca. Udało się to naprawić w "'97".
Według słownika wyraz "rojst" oznacza po prostu bagno, więc widzowi nasuwa się oczywista metafora o wciąganiu się w system. Gdy się w niego wpadnie, to trudno z niego uciec, coraz bardziej cię on pochłania, paraliżując twoje ruchy, aż w końcu się utopisz. Wielkim sukcesem obu sezonów jest właśnie uchwycenie, jak wielkie procesy, takie jak transformacja ustrojowa potrafią ludzi zagarnąć dla siebie. Możesz nie być członkiem partii, lecz i tak jakoś na ciebie wpłynie ta komunistyczna machina. A co jak wchodzi nowy system? Cóż, zasady są wtedy proste - przyjmujesz reguły, adaptujesz się do nich albo giniesz. Nie ma od tego ucieczki, nawet najbardziej cnotliwy się tym skażą.
Nigdy nie byłem apologetą kina gatunkowego. Tymczasem w kinematograficznej publicystyce od dawna można było usłyszeć o konieczności jego przetłumaczenia na nasz język filmowy. Rodzimi twórcy mieli się nauczyć robić porządne thrillery, kryminały, komedie; tak jak nasi wielcy amerykańscy koledzy. Ja jednakże uważałem takie coś za trochę nudne, zresztą już artyści zza oceanu starają się wychodzić poza sztywne schematy. Poza tym nie myślę, że polscy reżyserzy są upośledzeni pod tym względem. Mieliśmy dobre filmy Pasikowskiego, "Killera", świąteczne komedie romantyczne spełniające swoją rolę. Dzisiaj do takiego grona zaliczyć można "Rojsta". To porządny kryminał. Może nie wybitny, czasami zbyt kurczowo trzymający się reguł gatunku, aczkolwiek da się go obejrzeć z przyjemnością, przy okazji widząc ciekawe spojrzenie na minione dekady.
1
@sebasek99 najfajniejsze jest to, że r97 ilustruja głównie hity z lat 80 - co działa w pierwszym sezonie, w drugim już średnio. Z produkcji polskich, z którymi miałem styczność Rojst wyraźnie odstaje na plus, mimo nie zawsze dobrych zdjęć, fatalnej czołówki i beznadziejnej muzy (poza cytatam z epoki). Zachowuje ten poziom autentyczności, że np widz zagraniczny ma szanse zobaczyć nieco tego świata. Plot b dobry, aktorzy i role różnie.