- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1754 Culés
Gorące dyskusje
clyde
0
Dopadło mnie... Nie mam w co grać. :( zawsze ja Wam wysyłam jakieś polecajki, teraz sama... » Czytaj dalej
31 odpowiedzi
Konradowskyy
28
30 stopni na zewnątrz, najlepsza pogoda jaka może być :)Oby utrzymało się to jak najdłużej.
26 odpowiedzi
marcin62
10
Odnośnie ceny GTA to przypomnę tylko, że 250 złotych na premierę kosztowały Baldursy 3,... » Czytaj dalej
52 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1754 Culés
1
Podsumowanie tygodnia w Polsce. Sernik sobie nałóżcie na uspokojenie :)
UWAGA dlugi tekst !!
0
@Kusco15 Za krótkie, nie czytam.
0
@Kusco15 Jezu takie długie komentarze to w odpowiedziach powinno się pisać :P
0
@Kusco15 człowieku, dawaj takie coś w odpowiedzi do siebie
0
@Kusco15 Chciałbym mieć tyle zapału w tym co robię, co ty.
1
@Kusco15 Takie tam podsumowanie tygodnia w Polsce
Weźcie sobie serniczka, bo może wam ciśnienie skoczyć.
Czyli stało się. Po dwunastu latach dochodzenia prawdy, Macierewicz opublikował swój raport smoleński. Oczywiście nie wynikło z niego nic nowego. Ot, po prostu wybrano sobie jedną z bodaj trzydziestu teorii zamachowych (padło na dwie bomby termobaryczne), po czym napisano do tej tezy uzasadnienie. Przy czym nawet nie silono się na jakieś realne udowadnianie tych śmiałych tez. Prezentowane „dowody” były encyklopedycznymi przykładami techniki dezinformacyjnej znanej jako Exhaust, mającej zalać odbiorcę nic nie wartymi detalami technicznymi, które mają sprawiać wrażenie dobrze udokumentowanych naukowych wniosków. A to kawałek poszycia się wygiął tak czy siak, a to jakieś ślady trotylu, a to oparzenie na którymś ciele. Oczywiście całkowicie olano powszechnie dostępną wiedzę na temat ładunków termobarycznych, np. taką, że ofiary powinny mieć kompletnie wypalone płuca (nie miały), że oparzenia powinny obejmować całe ciała (nie objęły), że wszystkim powinno rozerwać bębenki w uszach (nie rozerwało) itd. itp. Kluczowym „dowodem” na wybuch był jego dźwięk, rzekomo zarejestrowany przez czarne skrzynki. Pomijam już, że o tych samych skrzynkach Macierewicz wielokrotnie mówił, że zostały sfałszowane, a teraz nagle traktuje je jako źródło dowodów, serio, pomijam to. Ale dla mnie prezentowane na konferencji dźwięki po prostu nie brzmiały jak wybuch. A fakt, że prezentowano długie na sekundę-półtorej wyrywki, powinien być dla każdego jasną poszlaką, że mamy do czynienia z manipulacją. Od zeszłej niedzieli pewnie zadajecie sobie pytanie: ok, ale czemu Prezes odgrzał temat Smoleńska akurat teraz i czemu użył w tym celu Macierewicza. Są różne teorie, ale według mnie najbliższa prawdy są odpowiedzi: bo mimo wojny nie rośnie mu poparcie, a rozkład Partii postępuje; oraz: bo nawet w Partii nie chciał się tego podjąć nikt inny. O tym ostatnim może świadczyć nikły odzew prosmoleński w szeregach partyjnych żołnierzy, z Adrianem i Pinokiem włącznie. Polityka Insight policzyła, że z 300 najważniejszych polityków Partii, aktywnie o Smoleńsku wypowiadało się... dziewięciu. Nie, Partia nie wykorzystuje Smoleńska w celach politycznych. Partia zrobiła ze Smoleńska politykę już 12 lat temu. Nie miejcie wątpliwości: tam nikomu nie chodzi o odkrycie prawdy (bo ta jest dawno odkryta – doszło do wypadku), Prezes nie odkrył nagle nowych faktów, które skłoniły go do przyjęcia tezy o zamachu (bo takowych nie ma), a Partia nie planuje wyciągać wobec rzekomych winnych, z Putinem na czele, żadnych konsekwencji (z powodu braku dowodów). To jest szopka i tyle.
Szopka, która ma jednak pewien potencjał polityczny na arenie wewnętrznej. Otóż jedynym nowym aspektem obecnej odsłony smoleńskiego szaleństwa jest silne zapewnienie Prezesa, że zamach był i że winny jest mu Tusk, a jego miejsce jest za kratami, bo to ruski agent. Zabawna koincydencja czasowa ze słynną ustawą sankcyjną, która pozwala Berii Kamińskiemu uznawać za ruskiego agenta i represjonować kogo chce, prawda?
(Kwestię opublikowania przez Macierewicza okaleczonych ciał – zmilczam)
Pamiętacie jak rok temu Partia planowała nałożyć na media dodatkowy podatek, co tłumaczono potrzebą walki z wielkimi korporacjami, unikającymi regulowania swoich należności? No, to oni nie pamiętają. I tak jak wtedy robili wokół tej narracji wielką medialną ofensywę, tak teraz po cichu zablokowali prace nad unijnym podatkiem korporacyjnym, który miał zmusić wszystkie Google i Amazony do płacenia. Nasze tygrysy powołują się na jakieś detale w projekcie, ale sam fakt, że pozostałe 26 państw członkowskich (oraz USA i OECD) takich problemów nie widzi, każe mi przypuszczać, że naprawdę chodziło o coś innego. Na przykład o zemstę za nieodblokowanie środków z KPO. Zanim ktoś powie, że to naciągane, to przypomnę, że wiekie pomysły „wetowania wszystkiego aż do wypłaty środków z KPO”, latają po Partii i jej machinie propagandowej co najmniej od jesieni. Oczywiście głównym propagatorem takiej „techniki negocjacyjnej” jest główny polexitowy Zbyszek Ziobro. Jeśli podatek korporacyjny został faktycznie zablokowany z tego powodu, mamy do czynienia z otwarciem nowego frontu w konflikcie Polski z UE. Przypomnę może: konflikcie, który Naczelnik może w każdej chwili zakończyć dosłownie jedną ustawą, którą na bank poprze cała opozycja. Jak zawsze przy okazji wojny wypowiedzianej przez Partię Zachodowi, wraca pytanie: czy oni to robią, bo boją się utraty Ziobry i większości, czy może chcą zaostrzać konflikt aż do polexitu. Jak zawsze odpowiedź jest taka sama: nie wiem, ale ma to małe znaczenie, bo w obu wypadkach się do polexitu zbliżamy. Jeśli Polska będzie teraz wetowała wszystko co się da (swoją drogą: idealny moment na taką dywersję), to z pewnością nie ułatwi to rozmów o odmrażaniu całego budżetu do roku 2027. A jak budżet zostanie zamrożony, to wyjdą te wszystkie Kowalskie, Ziobry, Terleckie, Saryusz-Wolskie, a po nich armia partyjnych mediaworkerów, którzy spytają suwerena: po co nam ta Unia, skoro już nawet pieniędzy nie daje? I jeśli suweren to łyknie, grozi nam krok wstecz o randze cywilizacyjnej.
Partia zawetowała także coś więcej. Otóż ustawa sankcyjna wróciła do Sejmu z poprawkami Senatu. Dwie najważniejsze zakładały rozciągnięcie embargo także na gaz LPG oraz oddanie władzy nad listą sprzyjających Rosji podmiotów w ręce premiera. Partia obie poprawki odrzuciła. Jest to zabawne z dwóch powodów. Po pierwsze: Partia od początku wojny na lewo i prawo krzyczy jak to zły Niemiec kupuje gaz. Tymczasem gdy ma wprost możliwość przegłosowania embarga na tenże gaz, mówi „nie”. Po drugie: nie to bym ufał Pinokiowi, że nie będzie tej listy nadużywał. Ale jakbym miał mimo wszystko zrobić ranking zaufania aparatczyków Partii, to Kamiński i jego wieloletni przydupas Wąsik, byliby na samym końcu, tuż obok Ziobry. Jest coś niezwykłego w tym uporze, z jakim Partia chce przekazać tak podatne na manipulacje narzędzie w ręce jedynych dwóch działaczy, którzy zostali skazani prawomocnym wyrokiem za nadużywanie władzy, mają obsesję na punkcie inwigilacji, nielegalnie (na kilka sposobów) nabyli i używali wobec opozycjonistów Pegasusa, a także mają długą historię stosowania iście kremlowskich metod w swojej policji politycznej, dla niepoznaki nazwanej CBA. Normalnie człowiek mógłby pomyśleć, że Partia to robi specjalnie, nie?
Niedługo rusza komisja Parlamentu Europejskiego ds. inwigilowania systemem Pegasus. Oczywiście chodzi przede wszystkim o opozycjonistów w Polsce i na Węgrzech, ale nie tylko. Jak się okazuje, w zeszłym roku Pegasusem zaatakowano także kilku wysokich rangą urzędników UE. Wśród nich komisarza ds. sprawiedliwości Didiera Reyndersa. Nie wiadomo kto mógł ich inwigilować, ale wspomnę tylko, że Reynders z racji swojej funkcji stał w pierwszej linii konfliktu UE z Partią oraz że Pegasus inwigiluje nie tylko jedną osobę, ale też wszystkich, którymi ta osoba się kontaktuje. A Tusk z Reyndersem z pewnością kontaktował się często. Jeśli taki scenariusz okazałby sie prawdziwy, mielibyśmy do czynienia nawet nie z kurewskiej skali skandalem, ale po prostu z wrogim działaniem wywiadowczym. Obym się mylił, bo stawka jest niezwykle wysoka.
Ziobrowy wiceminister Warchoł (czyli Ziobro) uznał, że obecnie funkcjonujące w Polsce przepisy o obrażaniu uczuć religijnych to za mało, więc trzeba je „doprecyzować”. Jak to zwykle z ziobrystami bywa, doprecyzowanie jest de facto czymś zgoła odwrotnym. Proponowane przez Warchoła przepisy tak rozmywają całą sprawę, że umożliwiają władzy, kościołowi oraz różnym Ordo Iurisom de facto prześladowanie prawne ludzi ośmielających się krytykować kościół lub publicznie rozmawiać o dogmatach wiary. Pisałem o tym dwa dni temu, ale tu tylko dodam, że poza grozą całej tej propozycji, niezmiennie bawi mnie głęboka niechęć Partii i ziobrystów do zaakceptowania przemian społecznych, które dzieją się teraz w Polsce, a które w sposób niemal identyczny zdarzyły się w zachodnich państwach kilka dekad wcześniej. Fakt, że Ziobro czy Warchoł myślą – a jestem przekonany, że tak właśnie jest – iż uda im się te zmiany zatrzymać ustawą, mówi wiele o ich autokratycznych umysłach. A tłumaczenie Warchoła, że ustawa jest potrzebna, bo jakieś mroczne siły „poszerzają prawa LGBT kosztem chrześcijan” – to już chyba naprawdę przedruk z RIA Novosti.
Skoro przy tym. Metropolita gdański, arcybiskup Tadeusz Wojda, przywrócił właśnie do pracy duszpasterskiej niejakiego księdza Arkadiusza Cz. Nazwisko jest zakryte, bo ksiądz Arkadiusz został pięć lat temu zatrzymany za rozsyłanie zdjęć swojego penisa gimnazjalistom. Rok później zapadł prawomocny wyrok, a księdza zawieszono w czynnościach. No i teraz biskup Wojda go odwiesił, przy okazji usuwając historię duchownego od święceń w roku 2001 (częsta praktyka kościoła). Tak, ten akapit zapewne podpadałby pod warchołowe „wyszydzanie kościoła”.
Pod pewnymi względami, wojna na Ukrainie spadła Partii z nieba. Nie jest tajemnicą, że jednym z najbardziej odczuwalnych efektów rządów tzw. Dobrej tzw. Zmiany, była w zeszłym roku szalejąca inflacja. Co miesiąc wskaźniki inflacji rosły, osiągając kolejne rekordy, Glapiński zapewniał – wbrew oczywistym faktom – że nad sytuacją panuje, a ceny rosły. W końcu, w styczniu tego roku, inflacja osiągnęła 9,4%. A w lutym wybuchła wojna. I teraz mamy 10,9% za marzec. I co mówią Glapiński i Pinokio? Że to putinflacja. Proste? Proste. Wprawdzie WSZYSCY eksperci pisali przez cały zeszły rok, że szalejące ceny są w dużej mierze pochodną nieudolności Partii w zarządzaniu gospodarką oraz notorycznym uruchamianiu kolejnych mechanizmów proinflacyjnych (przede wszystkim wrzucania na rynek ogromnych ilości pustych pieniędzy), ale hej, teraz Partia ma dobre wytłumaczenie. I suweren w to uwierzy, I fucking guarantee that.
„Bezwzględnie tak” – odpowiedział minister teologii Przemysław Czarnek, zapytany czy młodzież powinna się uczyć o katastrofie smoleńskiej z podręczników historii. Pomijając, że chyba nikt nigdy nie dotarł z programem poza rok 1945, to możemy być pewni, jakie to będzie nauczanie. Zresztą sam Czarnek nie pozostawia tu wątpliwości, gdyż „nie wierzy, że to była jedynie katastrofa”.
Epopei z Polskim Ładem ciąg dalszy. Miała być dziejowa rewolucja podatkowa, o której będzie się pisało habilitacje - wyszło sprawko z laborek, pisane na kolanie tuż przed oddaniem. Partia najpierw PŁ broniła jak niepodległości (z powodu genetycznej niemożności przyznania się do jakiegokolwiek błędu), potem z tyłka ogłosiła, że jak ktoś jest stratny, to może się rozliczać na starych zasadach (co de facto było przyznaniem, że program okazał się być katastrofą), a na koniec się z niego po prostu wycofała, zwalniając ministra, który nawet nad nią nie pracował. Na tym byłby koniec, wszyscy, którzy nie zdążyli się jeszcze rozliczyć w którymkolwiek z równoległych systemów podatkowych – tak, w Polsce mamy teraz co najmniej dwa – zdążyliby o tym koszmarze zapomnieć, gdyby nie piękny epilog. Otóż okazuje się Ministerstwo Finansów wypłaciło swoim urzędnikom nagrody. Tak, za Polski Ład. Kwota może nie szokuje, ot 9,3 mln złotych, rozbite na ponad 2500 pracowników, czyli średnio 3500zł na łebka, choć oczywiście dyrektorzy dostali znacznie więcej. Ale co do zasady jest to jednak esencja partyjnej niekompetencji. Najpierw przez rok udawali, że ktoś nad tym pracował. Potem – choć projekt był dziurawy jak sito – wprowadzili go w życie, bo tego wymagał interes polityczny. Potem się z tego wycofali. A na koniec dali sobie za to nagrody. Proponuję przyjąć podobną ścieżkę finansowania innych ministerstw. Niech tworzą na papierze złe prawo, wprowadzają je na miesiąc-dwa, sieją chaos, cofają złe prawo, wypłacają sobie nagrody. Może to rozwiąże problem zbyt niskich pensji w administracji państwowej.
Grupa studentów z Politechniki Poznańskiej wygrała rok temu zawody IREC Spaceport America CUP, uważane za najbardziej prestiżowe zawody rakietowe na świecie. W tym roku chcieli iść za ciosem i lecieć na kolejną edycję do stanu Nowy Meksyk. Niestety, trafiła im się niemiła niespodzianka: byli z Polski. W której za edukację i naukę odpowiada facet o kompetencjach plemiennego kaznodziei. Tak, Czarnek odmówił dotacji w wysokości 80 tys złotych na przeloty i hotele dla zdolnej młodzieży na prestiżowe międzynarodowe zawody pod patronatem SpaceX, Virgin Galactic i Boeinga. Gdyby tylko studenci napisali w uzasadnieniu, że jadą głosić polską myśl teologiczną czy chwałę wyklętych - dotacja byłaby gwarantowana. A tak państwo musiało zostać wyręczone przez społeczeństwo i pieniądze zebrano na zrzutce.
Jeśli pamiętacie ustawę o zagranicznych agentach, przepraszam: o NGO-sach, o której pisałem dwa tygodnie temu, to Ziobro też pamięta. Ziobrowe pachołki właśnie złożyły w Sejmie jej projekt. Tak, ustawa jest zaskakująco podobna do prawa funkcjonującego od lat w Rosji, choć – bardzo ironicznie – nazywają ją „deputinizującą”.
Nie ustaje spór około 170 z 208 warszawskich kontrolerów lotów z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej. Agencja obcięła kontrolerom pensje, więc ci zaczęli sie zwalniać, co grozi solidnymi utrudnieniami w ruchu powietrznym nad stolicą (większość kontrolerów jest na wypowiedzeniach, które kończą im się za 2-3 tygodnie). Nie wnikając kto ma rację zgodzimy się chyba, że sprawa jest poważna i powinna być rozwiązana przez kogoś kompetentnego. Niestety, po latach negatywnego doboru nienaturalnego, w Partii został już tylko wiceminister infrastruktury Marcin Horała. Tak, ten, który już któryś rok bierze solidny hajs za pilnowanie łąki, na której kiedyś ma rzekomo powstać CPK. Oraz ten, który ostatnio płakał w telewizji, że portu nie można zbudować, bo zła Unia. Horała z gracją górskiego trolla oznajmił, że kontrolerzy to jakaś uprzywilejowana kasta, po czym zagroził "nieprzyjemnymi konsekwencjami" . Rozumiecie, ludziom, którzy się sami zwolnili. Pan minister od tego pilnowania pustej łąki wszedł w tryb udzielnego księcia. Słusznie mu zatem odpowiedział związek zawodowy kontrolerów lotu, by poszedł tam gdzie russkij korabl. Tak, Mazowszu grozi za dwa-trzy tygodnie lotniczy chaos.
CEBULA NA TORCIE
Partii udało się znaleźć Amerykanina, który powiedział w telewizji, że był zamach. I to byłego szefa departamentu obrony, Chrisa Millera. Brzmi jak dowód, dopóki człowiek nie doczyta dalej. Miller był mianowany przez Trumpa 9 listopada 2020, czyli trzy dni po przegranych wyborach, a jego największym osiągnięciem w okresie przejściowym – poza notorycznym pierdoleniem wszystkiego co się dało, by utrudnić ekipie Bidena przejęcie – było kilkugodzinne wstrzymywanie gwardii narodowej, która miała rozpędzić 6 stycznia 2021 szturmujący Kapitol tłum. Ponieważ wydarzenie to – w miarę jak coraz więcej odkrywa poświęcona mu komisja – zaczyna wyglądać na normalną i zorganizowaną przez Trumpa próbę puczu, to grający w pierwszej linii Miller naprawdę nie powinien być jakimkolwiek autorytetem. A biorąc pod uwagę, dziwną miłość Trumpa do Rosji, można wręcz podejrzewać wrzutkę. Oczywiście aparat propagandowy Partii przeżył wielogodzinny orgazm, bo wreszcie mieli DOWUT i to OD AMERYKANINA! O tym, że Miller w trakcie tego samego tournee po partyjnych mediach stwierdził, że w Smoleńsku zginęło 26 osób – nie wspomniano.