- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1113 Culés
Gorące dyskusje
QQL5
3
No i część SAFE pójdzie na rzecz Ukrainy.Powie mi ktoś dlaczego mamy spłacać kredyt za... » Czytaj dalej
44 odpowiedzi
TR3YWAY
2
Kumpel lat 30, ogarnięty, dobrze wyglądający, a jego największym marzeniem jest związek z... » Czytaj dalej
29 odpowiedzi
Bombelek951
2
@juro14 jak tam twój drewniakowski? Mówiłeś, że będą się zabijać o gościa i jeszcze... » Czytaj dalej
28 odpowiedzi
Media
Sonda
MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest:
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1113 Culés
2
Grudzień 2015 roku, Real Madryt podejmuje w Lidze Mistrzów Borussię Dortmund, a mecz sędziuje Szymon Marciniak. Mamy początek spotkania. Cristiano Ronaldo walczy o piłkę z Marcelem Schmelzerem i w pewnym momencie wykonuje ruch, jakby chciał kopnąć rywala. Dochodzi do sprzeczki, a Marciniak nie bardzo wie, co się wydarzyło. O pomoc prosi asystenta. Ten odpowiada: "Żółta kartka na pewno, być może czerwona".
Być może...
Nie to chciał usłyszeć sędzia główny. Marciniak postanawia w inny sposób pozyskać prawdziwe informacje. Gdy Schmelzer próbuje na nim wymusić czerwoną kartkę dla CR7, Polak z udawanym przekonaniem w głosie rzuca: "Przecież cię nie kopnął". Nie wie tego, ale jeśli Niemiec potwierdzi, to - pisząc kolokwialnie - jesteśmy w domu. Schmelzer mówi: "No tak, nie kopnął, ale...".
Marciniak delikatnie odetchnął. Jedną wątpliwość ma z głowy. Atmosfera pozostaje jednak gęsta i w pewnym momencie sędzia mówi do Ronaldo i Schmelzera: "Po czerwonej kartce dla obu albo gramy dalej". Wtedy Niemiec wypowiada słowa, których polski sędzia zapewne nie zapomni do końca życia: "No to po czerwonej!".
Tę anegdotę Marciniak opowiedział dwa lata temu w Kanale Sportowym.