La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 773 Culés

10

Alfred Beilhartz miał 5 lat i był najmłodszym z czwórki dzieci w rodzinie Beilhartzów, która w czerwcu 1938 roku wybrała się na wakacje do Parku Narodowego Rocky Mountain w Górach Skalistych. Rodzina pochodziła z Denver i planowała spędzić czas na łonie natury, co w tamtych czasach było popularnym sposobem spędzania wakacji. 20 czerwca 1938 roku postanowili wyruszyć na krótką wędrówkę w rejonie Bear Lake, jednego z bardziej dostępnych i malowniczych miejsc w parku.

Tego dnia towarzyszyli im również inni członkowie rodziny lub znajomi – dokładne szczegóły dotyczące składu grupy różnią się w zależności od źródła, ale wiadomo, że nie byli sami. Pogoda była ciepła i słoneczna, typowa dla letniego dnia w górach Kolorado, co czyniło wyprawę przyjemną.

Rodzina rozpoczęła spacer wzdłuż szlaku Roaring River, który biegnie wzdłuż rzeki o tej samej nazwie. Szlak ten jest stosunkowo łatwy, z łagodnym nachyleniem i otoczony lasami oraz otwartymi przestrzeniami, co zapewnia dobrą widoczność. W pewnym momencie grupa zatrzymała się na odpoczynek w pobliżu brzegu rzeki, prawdopodobnie w miejscu zwanym obecnie "Upper Beaver Meadows" lub w jego okolicach.

Alfred, jak to często bywa z dziećmi, bawił się w pobliżu rodziców. Według relacji, szedł kilka metrów za grupą, być może zbierając kamienie lub po prostu podążając własnym tempem. Rodzice i inni dorośli stracili go z oczu na bardzo krótki czas. Gdy zauważyli, że chłopiec nie jest już widoczny, zaczęli go wołać i przeszukiwać najbliższą okolicę. Nie było odpowiedzi, a Alfred zniknął bez śladu.

Zaginięcie zgłoszono niemal natychmiast, co w tamtych czasach oznaczało szybkie zaangażowanie strażników parku. Wkrótce zorganizowano szeroko zakrojone poszukiwania, w które włączyło się ponad 150 osób, w tym strażnicy, ochotnicy i lokalni mieszkańcy. Użyto psów tropiących, a teren przeszukiwano pieszo i z powietrza (choć w 1938 roku technologia lotnicza była ograniczona). Rzeka Roaring River została dokładnie sprawdzona, ponieważ jedną z pierwszych hipotez było utonięcie, jednak nie znaleziono żadnych śladów chłopca, jego ubrań ani jakichkolwiek oznak walki czy upadku do wody.

Kilka godzin po zaginięciu pojawił się kluczowy, ale zagadkowy trop. Turysta wędrujący szlakiem oddalonym o około 10-13 kilometów od miejsca ostatniego pobytu Alfreda zgłosił, że widział małego chłopca pasującego do jego opisu. Dziecko miało być samo, idące w górę stromego zbocza w rejonie Fall River Pass – miejsca znacznie bardziej odległego i trudnego do pokonania, niż mógłby tego dokonać pięciolatek w tak krótkim czasie. Świadek nie podjął jednak interwencji, zakładając, że dziecko jest z kimś dorosłym w pobliżu. Gdy później dowiedział się o zaginięciu, zgłosił to władzom.

Poszukiwania skoncentrowano na tym obszarze, ale nie przyniosły rezultatów. Żaden inny ślad Alfreda – ani jego ciała, ani ubrań – nie został odnaleziony, mimo że akcja trwała kilka dni i objęła rozległy teren.

Alfred zniknął w ciągu kilku chwil, w biały dzień, na oczach rodziny i w stosunkowo otwartym terenie. Nie było słychać krzyku, szelestu ani żadnych oznak porwania czy ataku zwierzęcia. Jeśli wierzyć turyście, chłopiec pokonał ogromną odległość – co najmniej 10 kilometrów – w czasie, który fizycznie byłby niemożliwy dla pięciolatka, zwłaszcza w górzystym terenie. Nawet gdyby biegł, zajęłoby to godziny, a świadek widział go niedługo po zaginięciu.

Dodatkowo psy tropiące nie znalazły żadnego zapachu prowadzącego od miejsca zaginięcia, co jest nietypowe, bo w suchy, letni dzień ślad zapachowy powinien być wyraźny. Rzeka również nie dostarczyła dowodów na utonięcie.

Jedna z bardziej prozaicznych teorii zakłada, że Alfred został uprowadzony przez kogoś, kto znajdował się w pobliżu. Jednak brak śladów walki, hałasu czy obecności obcych osób w relacjach świadków podważa tę hipotezę. Dodatkowo, w 1938 roku porwania dzieci w parkach narodowych były rzadkością, a sprawca musiałby działać błyskawicznie i niezauważalnie.

W Górach Skalistych żyją pumy i niedźwiedzie, ale atak drapieżnika zwykle pozostawia ślady – krew, fragmenty ubrań, odciski łap. Nic takiego nie znaleziono, a psy tropiące nie wyczuły zapachu zwierzęcia.

Pięciolatek mógł również się oddalić i zgubić, ale nie wyjaśnia to braku śladów ani relacji świadka z odległego miejsca.

Rodzina Beilhartzów nigdy nie otrzymała odpowiedzi na pytanie, co stało się z Alfredem. Poszukiwania zakończono po kilku dniach z braku nowych tropów, a sprawa z czasem popadła w zapomnienie – aż do momentu, gdy Paulides włączył ją do Missing 411. Brak ciała, brak dowodów i absurdalność okoliczności sprawiły, że przypadek ten jest często przytaczany jako jeden z najbardziej tajemniczych w historii zaginięć w parkach narodowych.
@JimMorrisonFCB @michal26 @DiSBlaDE @esem91 @baster82 @Kondziubarca @Walker @Ojciec5tkidzieci @messicocacola @Karamba

0

@BorzyKrzys, taktyczny tak czy siak :D

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?