- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1143 Culés
Gorące dyskusje
clyde
80
Teraz zwolennicy Tuska udają, że nic się nie stało i nawet się nie wychylają. Zaraz coś... » Czytaj dalej
89 odpowiedzi
marcin62
5
Odnośnie ceny GTA to przypomnę tylko, że 250 złotych na premierę kosztowały Baldursy 3,... » Czytaj dalej
38 odpowiedzi
NeroTFP1
61
Konate 24 mln brutto rocznie, a Bernardo Silva 18-20. Do tego jeszcze premie za podpisy.No nie... » Czytaj dalej
38 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1143 Culés
7
Kibicuję Barcelonie od 2007 roku. Wszystko zaczęło się od koszulki Argentyny Leo Messiego z numerem 18, którą tata kupił mi na osiedlowym bazarze. Powiedział wtedy, że ten chłopak z Rosario będzie najlepszy na świecie przez wiele, wiele lat. Zaufałem mu. I miał rację. Od tamtej chwili zacząłem śledzić każdy mecz Barcelony – a przede wszystkim Leo.
Pierwsze wspomnienie, które naprawdę zapadło mi w pamięć, to start sezonu 2008/2009 – początki Guardioli. Zaczęło się kiepsko: porażka z Numancią, remis z Racingiem Santander. Wiele osób kwestionowało wtedy decyzję o zatrudnieniu trenera z rezerw. Czy Pep udźwignie to wszystko? Czy to nie zbyt duże ryzyko?
Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Już w pierwszym sezonie zdobyliśmy wszystko, co było do zdobycia. A ja zakochałem się bezpowrotnie.
Najbardziej zapadł mi w pamięci mecz z 2 maja 2009 roku – Klasyk na Bernabeu. 6:2. Była majówka, wracałem z rodzinnej wizyty, początek meczu nasłuchiwałem przez radio. Słyszałem, że prowadzimy, że Messi marnuje kolejne sytuacje. Dojechałem do domu około 30. minuty, odpaliłem szybko transmisję i... zanurzyłem się w magii. Messi, Xavi, Henry – to było futbolowe arcydzieło. Pierwszy świadomy Klasyk w moim życiu. I jeden z najpiękniejszych.
Później przyszedł finał Ligi Mistrzów z United. Od rana czuło się atmosferę wielkiego święta. Byłem na urodzinach u kolegi – najpierw grill, potem mecz podwórkowy symulujący finał, każdy wybierał piłkarza, którego "gra". A wieczorem wspólne oglądanie meczu. I ta główka najmniejszego na boisku – chłopaka z Rosario – która na zawsze przeszła do historii.
Potem Wembley 2011. Znowu United. Znowu dominacja. Znowu wspólne oglądanie, zabawy, symulacje, emocje. Wydawało się, że ta drużyna będzie rządzić Europą przez dekadę.
Ale niestety rzeczywistość okazała się inna. Inter, Chelsea, Bayern, Atlético – każda z tych porażek bolała, ale ta z Interem szczególnie. Mieliśmy wszystko, a odpadliśmy.
W 2015 roku wróciliśmy na szczyt. Era Luisa Enrique, trio MSN – Messi, Suárez, Neymar – i kolejny puchar. Finał z Juventusem – pamiętam, jak cały dzień chodziłem z koszulką Barçy, szykowałem przekąski, śledziłem wiadomości prosto z Berlina, nagrywałem swoją reakcje w trakcie meczu. Chciałem zapamiętać wszystko. I zapamiętałem. To było piękne.
Potem przyszły chude lata. Atlético, Juventus, Roma, Liverpool, Bayern... To nie były tylko porażki. To były kompromitacje. Staliśmy się pośmiewiskiem Europy. Ale ja wierzyłem. Wierzyłem, że wrócimy. Że za kilka lat znów będziemy na szczycie, znów będziemy najlepsi na świecie. Ta wiara trochę przygasła, gdy odszedł Leo, a my przez dwa sezony błąkaliśmy się po Lidze Europy. To był trudny czas – z dala od miejsc, w których przywykliśmy być.
Aż w końcu pojawił się Flick. I tchnął nowe życie w ten zespół. Odmienił jego oblicze, przywrócił ducha, który kiedyś nas definiował. Dziś tę Barcelonę znów ogląda się z przyjemnością – bez świętych krów, bez nazwisk ważniejszych od herbu. Każdy walczy. Każdy zostawia serce na boisku.
Dziś gramy o finał. Po 10 długich latach. I nieważne, jak to się skończy – oni już zrobili dla nas wiele. Ale jeśli możemy jeszcze coś dziś zrobić, to prosić ich, żeby wyszli na ten mecz i zostawili serce. Żeby pokazali, że ta koszulka waży, że wiedzą, co to znaczy grać dla Barcelony.
Niech gryzą trawę, niech walczą o każdą piłkę. Jeśli się nie uda – trudno. Będziemy dumni. Ale jeśli się uda… to 31 maja znów siądziemy razem – z rodziną, przyjaciółmi, w domach, barach, knajpach – i przeżyjemy to, co w 2006, 2009, 2011, 2015 roku. A ci starsi również to co w 1992 czy 1994 @Comentateiro
Panowie – zróbcie to. Dla siebie. Dla nas. Dla Barçy.
Visca el Barça! Po finał!