La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1273 Culés

1

Moja analiza już na chłodno (dla wytrwałych)

Zacznijmy może od genezy obecnej sytuacji Barcelony. Lata świetności za Pepa przeminęły i o tym wie chyba każdy. Guardiola stworzył giganta i jak walec jechał od przeszkody do kolejnej. Niektórzy mogą za nim nie przepadać, zarzucać mu jakieś drobnostki, jednak fakty są takie że to właśnie on oraz trzon drużyny, który udoskonalił stanowiły o naszej sile. Właśnie... Trzon drużyny Guardioli, który funkcjonował jeszcze po jego odejściu- Puyol,Pique, Alves, Busquets, Xavi, Iniesta oraz Messi.
Problemy Barcelony zaczęły się w niedługi czas po odejściu Pepa, a z każdym kolejnym trenerem, sezonem ta drużyna stopniowo traciła charakter. O ile śp. Tito osiągał znakomite wyniki to reszta... Cóż, delikatnie mówiąc nie olśniewała aż do momentu przyjścia Enrique. Ale o tym za chwilę. Zmierzam do tego, że wraz z upływem lat nasz trzon zaczął się stopniowo wykruszać. Normalna kolej rzeczy jednak jak odczuwalna w skutkach. Brak Carlesa jakoś znieśliśmy, rolę generała przejął Pique i linia obrony jeszcze jakoś funkcjonowała. Jednak od momentu zrobienia z Daniego Alvesa kozła ofiarnego, odejścia kolejno Xaviego i Andresa nasz styl, nasz tożsamość została utracona. Ze "starej gwardii" pozostali Pique, Busquets oraz Messi.
I tu pojawia się nasz pierwszy duży problem- brak zastępstwa dla zawodników, których już nie było. Egzystowaliśmy sobie myśląc, że jakoś to będzie i może faktycznie początkowo jakoś się ślizgaliśmy, jednak chyba większość z nas podświadomie wiedziała, że to nie przejdzie; po prostu nie da się na dłuższą metę. Przegapiono moment w którym należało postawić na kogoś kto dawałby chociaż namiastkę tego co dawali nam ci których piłkarski czas już przeminął.

W tym własnie momencie w mojej opinii zapoczątkowała się myśl- "Podam do Leo, on coś zrobi". I faktycznie tak było, robił i dalej robi, z tym że proporcja obecności takiej myśli w głowach towarzyszy Argentyńczyka wzrosła kilku lub kilkunastokrotnie. Myśl ta znalazła delikatne rozbicie po przyjściu Neymara i uformowaniu się tercetu MSN. Trzech wielkich piłkarzy, którzy mieli swobodę daną przez Luisa Enrique. Chcę podkreślić słowo "swoboda". We trzech robili z przeciwnikami co chcieli i jak chcieli. Raz z lewej, raz z prawej, jeśli to nie przynosiło efektów to środkiem i ten układ opierający się na wielkości tych trzech piłkarzy funkcjonował. Co więcej, przyniósł niesamowite rezultaty przy jednoczesnym niesamowitym stylu. Przypomniały się lata świetności, każdy mecz był spektaklem na który czekano i co najważniejsze- drużyna miała ofensywne usposobienie, pomysł i głód gry. Z czynników nam doskonale znanych układ ten zaczął się rozpadać. Odejście Brazylijczyka do PSG oraz zjazd użyteczności Suareza mocno dał nam się we znaki.

I tu chcę zauważyć kolejną bardzo ważną rzecz- kompan, z którym Messi mógł współpracować. Dobrze pamiętamy jak wyglądała współpraca Messiego z Alvesem, potem z Neymarem, potem z Iniestą. Zmierzam do tego, że zawodnicy wiedzą z kim mogą wskoczyć na wyższy poziom efektywności. Po odejściu tych zawodników Barcelona opiera się wyłącznie na Leo Messim i jego dobrym bądź złym dniu. I może się wydawać- ale jak to, przecież jest Busquets, z którym Messi grywał "małe gierki", jest Alba z którym współpraca mu się układa, jest Suarez... No właśnie- Suarez. Suarez którego przydatność dla zespołu spada z każdym miesiącem. Może to kontrowersyjna teza, jednak w mojej opinii od ponad roku gramy bez napastnika. Ktoś powie, że strzela ważne bramki. I teraz trzeba się zastanowić czy aby na pewno takie ważne- owszem bramka w finale LM z Juventusem, owszem gol z Atletico na 1-1 w poprzednim sezonie ligowym ale czy poza tymi oraz kilkoma innymi, które można policzyć na palcach jednej ręki Luis daje cokolwiek co broni jego obecność w wyjściowym składzie? W momencie rozpadu MSN Suarez zaczął gubić swoje największe walory- umiejętność wywalczenia stykowej piłki, drybling, oraz SKUTECZNOŚĆ. Od gościa, który ładował bramki co mecz jego regres doszedł do momentu dzisiejszego- parodysty, który nie daje nic poza bramką raz na jakiś czas i wywalczeniem faulu w środkowej części boiska. Wielu się nie zgodzi, jednak w mojej opinii Lusi jest cieniem samego siebie z przed kilku lat i z tego cienia niestety już nie wyjdzie.
Wracając do poprzedniej myśli należy się zastanowić dlaczego Messi przestał szukać w grze Suareza czy Busquetsa. Odpowiedź jest prosta- ponieważ zeszli z pewnego poziomu, który wcześniej prezentowali. Sytuacja doszła do tego stopnia, że człowiekiem który ma jakikolwiek feeling z Messim jest lewy obrońca. Tak- gość biegający po drugiej stronie boiska. Nie napastnik, nie ofensywnie usposobiony pomocnik, lecz lewy obrońca.

Płynnie przechodzimy do kolejnego wątku- pomoc. Linia pomocy na którą większa część sympatyków naszego klubu (włącznie ze mną) reaguje śmiechem przez łzy. Nasuwa się modne powiedzenie- "kiedyś to było". Jakże trafne w tym przypadku. Z pomocy siejącej strach w każdej drużynie nasz zmieniła się w kopaczy, których jedynym mikropozytywem jest namiastka waleczności wprowadzona przez Arturo Vidala. Nasza obecna pomoc nie posiada obecnie kogoś z tym błyskiem, pomysłem, ciągiem ofensywnym o czym świadczy tak powszechna szczególnie w tym sezonie "laga do przodu". Kur*a mać- laga do przodu grana kilkanaście razy na mecz przez Barcelonę. Klub, którego głównym atutem było właśnie nie granie lagi przed siebie, lecz płynne wyjście z pod każdego pressingu.

Można byłoby pisać i pisać jeszcze drugie tyle, jednak przedstawię już to do czego zmierzam. Zlepek tego wszystkiego o czym pisałem obserwujemy na przestrzeni całego tego sezonu. Bez najmniejszego wyjątku. Ten sezon (tak, pomimo mistrzostwa kraju i możliwego zdobycia Pucharu Króla) dowodzi temu jaki ogromny regres jakościowy i stylowy zanotowała Barcelona oraz temu jak przeciętni jesteśmy bez człowieka, który utrzymuje przy życiu konającą Barcelonę- Messiego. Część z osób się tu wypowiadających twierdzi, że przecież wygraliśmy z Realem 5-1; że styl nie do końca jest ważny: że najważniejsze są wyniki; że my tak na prawdę się oszczędzamy na ważne mecze- otóż, kur*a nie!
Zweryfikował to wszystko dwumecz z Liverpoolem, i to dość brutalnie. Większość sympatyków Barcelony żyła w ekstazie po pierwszym meczu oraz przekonaniu jacy to my jesteśmy zaje*iści. Otóż nie, nie jesteśmy- rezultat z pierwszego spotkania zawdzięczamy tylko i wyłącznie geniuszowi Messiego oraz szczęściu. Trzeźwo myślący kibice wiedzieli, że ten mecz mógł się skończyć wynikiem w którym Anglicy mogli strzelić przynajmniej 2 bramki. Z ogromną dawką szczęścia mecz zakończył się czystym kontem. Pomijam fakt, że równie dobrze mogliśmy wygrać 4-0, jednak wszystkiego mieć nie można- tak czy inaczej mieliśmy fantastyczny wynik u siebie. I co słyszymy? Brednie tej kluchy na ławce trenerskiej, której jedynym pomysłem na ofensywną grę jest danie piłki Messiemu. Ku*wa, no sorry bardzo ale sam sobie nie poda i sam nie wykończy. Część osób broniła Ernesto za dobrą grę obronną. Zgadzam się- gra obronna jest dobra jednak w meczach z drużynami pokroju Levante czy innego Eibaru a nie gryzącego trawę Liverpoolu prowadzonego przez charyzmatycznego, pełnego pasji trenera. Trenera, który z tak przeciętnych zawodników jak Origi czy Wijnaldum stworzył bohaterów, którzy przybili kolejno gwoździe do trumny "wielkiej" Barcelonie. To nie drużyna jest wielka. My nie gramy lepszej i gorszej piłki. Gramy jednakową, chaotyczną i przeciętną. Wielki jest Argentyńczyk, który jako jedyny trzyma stały poziom godny tego klubu jednocześnie ciągnąc ten cyrk, którego apogeum trwa od przejęcia Barcelony przez Valverde. Nie zrozumcie mnie źle- to dobry trener, jednak jego obecność i poczynania w klubie z takimi wartościami i aspiracjami jak Barcelona to stanowczo za wysokie progi. Wiele osób się z tym nie zgodzi, bo przecież "są wyniki", ale zastanówmy się wszyscy- czy widzieliśmy bardziej bezradną i pozbawioną jakiegokolwiek stylu Barcelonę w ostatnich latach? Wnioski zostawiam każdemu z Was, ponieważ nie każdy stawia styl na równi z osiągnięciami. Podsumowując, uważam że z tym trenerem na ławce straciliśmy więcej niż osiągneliśmy. Bo czy te trofea są warte tego co obecnie widzimy? Jak dla mnie, powinien zrobić co najlepsze tylko może do końca tego sezonu i z honorem pożegnać się w miarę neutralnym świetle.

0

@rado_Barca Przestań szukać problemów w stylu,bo one są w nastawieniu.Wygrać można na 100 sposobów ale nie jak przeciwnik cię doprowadza do łez i niedowierzania z powodu tego że chce ci wyrwać wszystko o co jest stawka w grze.

0

@Skaramuczi Styl jest ogromnym problemem właśnie. Mamy graczy, którzy nie pasują do stylu. To tak jakby Stoke chciało grać nagle jak Barca Pepa, nie da się. My mamy zawodników kupowanych pod styl Barcy, a gramy stylem jak Stoke. Dlaczego Vidal się tak dobrze pokazuje? Wcześniej to samo było z Paulinho. Ano dlatego, że to były niezrozumiałe transfery, niepasujące do stylu zespołu... Ale pasujące do stylu Valverde.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?