0

Łono "Barcy" wydało na świat niebiańskiego kopacza. Tyciusieńkiego konusa, z rozwichrzonymi długimi włosami, o nieśmiałym, wstydliwym spojrzeniu i drobniutkiej buzi. Gracza wybornego, porywającego tłumy, kochającego rywalizację, owładniętego marzeniem o założeniu złocistej korony despotycznego imperatora światowego futbolu. Seryjnie strzelającego przepiękne bramki, rozkochującego w sobie widownię zachwyconą jego popisami, z uśmiechem na ustach objeżdżającego po kolei oniemiałych rywali. Bezradnych oponentów, bezskutecznie próbujących zagrodzić mu drogę do bramki. Panicznie bojących się tego małego terrorysty, upierdliwego dysydenta, ognistego "diabła", jak nazwał go nie mniej rozanielony wyczynami argentyńskiego młodzieńca Fabio Capello. Płonącą iskrą szybkości zaklętej w swoich stopach zapalał zielonkawą darń, niegasnącym entuzjazmem zarażał kolegów z zespołu, stawiał sobie coraz to ambitniejsze wyzwania. W swojej dotychczasowej karierze przechodził przez wiele najcięższych prób. Przeważnie zwycięsko, wychodząc z opresji obronną ręką. Wrzucał piąty bieg, nigdy się nie ukrywał, brał na swoje barki odpowiedzialność za drużynę. Jak wybitny solista-dyrygent i podrzędny skrzypek w jednym. Jednym słowem ktoś, przez duże "K".
To ten Messi, jakiego znamy i pamiętamy. I jakiego nadal chcielibyśmy oglądać.

2

c.d.:
Brazylio, na cóż ci to było? Odejście od swoich korzeni, wyparcie się swego dziedzictwa, odręczne, bezduszne sprzeniewierzenie unikalnego, niepodrabialnego stylu, dzięki któremu święciłaś wspaniałe triumfy przez kolejne dekady minionego stulecia albo ponosiłaś "piękne" porażki, po których i tak byłaś kochana znacznie bardziej niż twoi pogromcy, a pragmatyczni zwycięzcy, podążający do celu okrężną drogą? Tak, wiem dlaczego, a przynajmniej się domyślam. Bo potrzebowałaś sukcesu od zaraz, "na chybcika", bez pomysłu, bez przyklejonej etykiety doborowej paczki wirtuozów, którzy z futbolówką są w stanie zrobić wszystko, co tylko im przyjdzie do głowy: w momencie nagłego olśnienia, przemożnej chęci wywinięcia psotnej hecy lub sprawienia psikusa rywalom, a sobie samym i kibicom doskonałej uciechy.

Brazylio, wróć! Bez ciebie futbol nie jest taki sam.

0

Widziałem Brazylię inną niż te, które w przeszłości miałem wielką przyjemność oglądać. Na żywo, w telewizji za pośrednictwem transmisji meczowej, na internetowych powtórkach wideo - nieważne. Widziałem "Canarinhos" otępiałych, w swym dzikim szaleństwie niemal zezwierzęconych, opętanych paraliżującą presją, spętanych powrozami taktycznej szajby, jaka wlazła w głąb głowizny przestraszonego "Felipao". Bojącego się podjąć ryzyko, co, jak wiemy, jest paradoksalnie największym ryzykiem.

Widziałem okolicznościowo zmodyfikowanych na archaiczną europejską modłę piłkarzy, którym piłka była niewygodną i doskwierającą kulą u nogi, a nie, tak jak powinna była być, najlepszą zabawką. Kłębkiem wełny, którym bawi się kociak, szmacianką, podrzucaną przez roześmianego od ucha do ucha brzdąca, futbolówką czule pieszczoną przez wesołego chłopaka na piaszczystej Copacabanie. Zabrakło radości z gry, polotu, finezji, rozmachu, magii, improwizacji, fint, sztuczek, zagrań ocierających się o czystą perfekcję.

0

Baraszkują po murawie te szkraby że aż miło patrzeć. Widać, że piłka to dla nich najlepsza zabawa i coś, co sprawia im najwięcej radości. I o to właśnie w sporcie chodzi - by kochać to, co się robi.
Nastolatkowie śmiało pukają do drużyny rezerw. Z pewnością skład "Barcy B" zostanie zasilony kolejną dawką świeżej krwi.

3

c.d.:
Dziś, gdy spojrzymy na drużynę Argentyny, możemy dostrzec wiele podobieństw: Javier "El Jefecito" Mascherano w razie potrzeby asekuruje defensorów i napędza ofensywę zespołu we wstępnej fazie ataku. Lionel Messi to "el enganche", wodzirej pełną gębą kompaktowej linii napadu, z kolei tyczkowaty Angel Di Maria pełni funkcję czwartego napastnika oraz bocznego pomocnika/skrzydłowego, ustawicznie zadręczając rywali rajdami i zachwycając nieszablonowością zagrań. Gonzalo Higuain to natomiast klasyczny snajper, biorący jednak również udział w konstruowaniu akcji zaczepnych.

Może i Argentyńczycy nie zwalają z nóg swoją postawą, ale klarowny pomysł na grę mają. A w zasadzie ma go Alejandro Sabella - człowiek, dzięki któremu marzenia milionów rodaków znad La Platy mogą się ziścić.

3

c.d.:
Jako uczeń Zubeldii i Carlosa Bilardo, wiodących przedstawicieli pragmatycznej szkoły trenerskiej "resultadismo", "El Pachorro" poszedł w ich ślady, wiernie odwzorowując konglomeraty swych mistrzów i umiejętnie osadzając je w realiach współczesnego futbolu. Prowadząc zespół Estudiantes, nakazywał swoim zawodnikom ryglować obręb własnego pola karnego (broniąc w ustawieniu z czwórką, piątką, a niekiedy i nawet szóstką graczy), jednocześnie opierając ofensywę na swawolnych kuglarstwach i kreatywności napastników w osobach nieobliczalnego Gastona Fernandeza i diabelnie skutecznego Mauro Bosellego. Problem z zachowaniem odpowiedniego bilansu w drużynie w momencie przejścia z proaktywnej defensywy do frontalnego ataku rozwiązał w sposób błyskotliwy (choć nie można nazwać tego innowacją, gdyż Sabella nie był protoplastą w stosowaniu tego wariantu taktycznego) - na pozycji "fałszywego" rozgrywającego ustawił doświadczonego łysola Juana Sebastiana Verona, w praktyce meczowej będącego spoiwem łączącym obronę z ofensywną, graczem odpowiedzialnym za dystrybucję piłki w boczne sektory boiska i wspomaganie środkowych obrońców w roli "trzeciego stopera". Efekt był znakomity.

3

Ani apodyktyczny taktyczny maniak Marcelo Bielsa, ani jowialny dziadunio Alfio "Coco" Basile, ani ucieleśnienie strategicznego dyletanctwa, czyli Daniel "Gran Capitan" Passarella, nie potrafili dźwignąć na nogi argentyńskiego futbolu w wymiarze reprezentacyjnym. Tym, o którym już można powiedzieć, że tego dokonał (choć "Albicelestes" dopiero zameldowali się w strefie medalowej mundialu po ponad dwóch dekadach katastrofalnej niemocy; czy na szyjach kadrowiczów zawisną złote krążki, to się przekonamy), jest łysiejący Alejandro Sabella - z dziwacznej aparycji podstarzały liliput o niewyraźnej mimice twarzy, sprawiający wrażenie, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i jaki ciężar odpowiedzialności na nim spoczywa. Podobnie wyglądał już na starcie swej trenerskiej kariery, kiedy wbrew wszelkim przeciwnościom doprowadził macierzysty Estudiantes la Plata do triumfu w arcytrudnych rozgrywkach Copa Libertadores. I - żeby nie zapeszać - zdaje się, że to nie jego ostatni sukces.

0

Czy "El Pistolero" rzeczywiście wzbogaci arsenał dostępnych opcji ofensywnych i poszerzy wachlarz możliwości barcelońskiego ataku? Wątpliwości co do tego nie mam praktycznie żadnych, aczkolwiek nasuwają mi się pewne obawy dotyczące zachowania snajpera "La Celestes". Za szeroko pojęty i abstrakcyjny kanibalizm Urugwajczyka zarząd wprawdzie nie płaci, lecz w pakiecie z jego usługami strzeleckimi może mieć ten gratisowy dodatkowy "walor" za darmochę. Nie wiadomo tylko, czy będą z tego jakieś wymierne korzyści. Prędzej szkody...

Dziwię się Luisowi, że jak dotąd niczego się nie nauczył, a przecież to nie pierwszy taki jego wybryk, za który był przykładnie karany. Ekscesów z gryzieniem w tle z udziałem wychowanka Danubio Montevideo było już mnóstwo; wystarczy wspomnieć choćby pokąsanego Ottmana Bakkala z PSV Eindhoven, jak również Branislava Ivanovicia, którego Suarez "dziabnął" w meczu z "The Reds" z Chelsea. Niedawno "na widelec" nawinął się łysol Giorgio Chiellini. Kto będzie następny?

Nie sądzę, by Luis zrezygnował ze swoich prowokacji, ba! - on może dołożyć do palety tych nietypowych "zaczepek" coś jeszcze ponad to, co dotychczas mieliśmy okazję obserwować.
Nie wiadomo, czy włoscy piłkarze mu smakują, ale na Sergio Ramosa, Cristiano Ronaldo czy Juanfrana oraz Gabiego połakomi się z pewnością...

0

Trener winien być najważniejszą osobą w szatni. Kimś, kto posiada u zawodników niezachwiany autorytet, ma odwagę tupnąć nogą, wrzasnąć i zganić (choć to najkrótsza droga wiodąca do wprowadzenia konsekwentnego zamordyzmu), ale potrafi też okazać empatyczne współczucie i zrozumienie w kryzysowych sytuacjach. Umiejętność zduszenia w zarodku pleniącego się warcholstwa, zapanowania nad renomowanymi, uznanymi "gwiazdami", a także trzymanie się zasady, że najistotniejszą kwestią niezmiennie pozostaje dobro drużyny, a gracze, którzy tego nie akceptują, zostają momentalnie zepchnięci na boczny tor. Rozkapryszona konstelacja musi dostać wyraźny, stanowczy komunikat: nie podoba się, to natychmiast wypadasz. Bez pokątnego szemrania, strojenia fochów i pokazywania całemu światu naburmuszonej twarzyczki.
Najgorszą rzeczą, do jakiej (nie) może dopuścić szkoleniowiec, jest chwila, w której piłkarze zaczynają włazić mu na łepetynę, podszeptywać (co często jest równoznaczne z narzucaniem) rozwiązania taktyczne, mamrotać i szkalując jego osobę. W takim wypadku koniec trenera jest już bliski.

6

Nie zgrzeszę przesadną skromnością, ale... zresztą, zobaczcie sami, jeśli was to zainteresuje:

http://blogfcb.com/nowa-rola-pedro-w-zespole-barcelony-ciche-marzenie-pewnego-felietonisty/

Mój artykuł z końcówki ubiegłego roku.

0

Claudio Bravo na samym piedestale rankingu rewelacyjnych golkiperów tych mistrzostw bym nie umieścił, ale na pewno zasługuje on na miejsce w ścisłej czołówce najlepszych bramkarzy turnieju.
Nie tylko "budziarz" reprezentacji Chile wyróżnił się doskonałą grą między słupkami, z dobrej strony pokazał się również (zdawać by się mogło przeciętny) Rais Mbolhi, fenomenalnymi paradami popisywali się ponadto Guillermo Ochoa i Vincent Enyeama, swoją cegiełkę pod budowę bezprecedensowego sukcesu maleńkiej Kostaryki dorzucił także zakonserwowany w iberyjskim klimacie wyśmienity Keylor Navas, poważny akces do plebiscytu na najbardziej spektakularną interwencję mundialu zgłosił weteran z Evertonu - Tim Howard.
Z kolei rzucony za Atlantyk w łapska kanadyjskiego uczestnika rozgrywek MLS były bramkarz Interu Mediolan, Julio Cesar, zapewnił Brazylii awans do ćwierćfinału, a dzielny i non stop maksymalnie skoncentrowany David Ospina strzegł dostępu do kolumbijskiej bramki.
Nie zaryzykowałbym jednak stwierdzenia, że jest to impreza należącą wyłącznie do bramkarzy. A przyczyna takiego stanu rzeczy jest banalnie prosta - mają oni godnych siebie przeciwników. Bombardierów w osobach Messiego, Benzemy, Mullera, Jamesa Rodrigueza, Neymara i wielu, wielu innych...
I oby tak pozostało, przecież na takich pojedynkach skorzysta atrakcyjność brazylijskiego mundialu.

0

Rozwój marketingowy swoją drogą, a absolutne priorytety klubu związane z rekonstrukcją struktury personalnej kadry zespołu to już całkiem co innego...

A może by tak "upolować" jakiegoś klasowego stopera, kochaniutki zarządzie?...

0

Na razie obserwowaliśmy szarpane tango w kulawym rytmie zdartej płyty. A nasz główny baletmistrz gdzieś się w tym wszystkim zawieruszył. Czy Alejandro "El Pachorro" Sabella zdołał ją dostroić podczas przerwy?...

1

Faza pucharowa bezlitośnie obnaża braki i niedostatki, a także karci za kardynalnie popełniane błędy - na tym etapie wystarczy jeden, by pożegnać się z turniejem. Tu nie wystarczy wyśmienita dyspozycja "La Pulgi", który tak jak w spotkaniu z Iranem uratował kumplom tyłki, tu potrzeba całej drużyny, sprawnie i płynnie funkcjonującej na najwyższych obrotach niczym stratyfikowany monolit. To już nie te czasy, gdy zawodnik z "dychą" na plecach w pojedynkę rozstrzygał losy kluczowych starć. Dziś, w dobie agresji, szczelnych zasieków zastawianych przez obrońców i prewencyjnej nieustępliwości, rządzi prosta zasada - jeśli nie masz zespołu z prawdziwego zdarzenia, nie możesz liczyć na zwycięstwo.

2

Cuadrado to taka typowa latynoska dusza, gracz z gorącą głową, którego często-gęsto ponosi fantazja. Wikła się w drybling i pojedynki jeden na jeden, jest przy tym niezwykle wyszukany i imponuje niekonwencjonalnością zagrań. To jednak cofnięty skrzydłowy, momentami trzeci napastnik w hybrydowym systemie Jose Pekermana "4-4-2", śmiem twierdzić, że nawet bardziej zorientowany ofensywnie aniżeli Dani Alves. A strefie ataku jest nieoceniony, ale problemy pojawiają się w momencie straty piłki i przejścia do działań obronnych (choć akurat w reprezentacji piłkarz "Violi" skwapliwie korzysta z asekuracji Juana Camillo Zunigi, notabene gracza, który także lubi regularnie zapędzać się dalej jak do linii środkowej).
Chociaż odrobinę lepszy w grze głową niż "El Tiburon" (co determinują i tak stosunkowo skromne warunki fizyczne), nie oferuje nic ponadto, co już Barcelona posiada mając w swoim składzie Brazylijczyka. No, może jeszcze poza świeżością i pasją, bo w odróżnieniu od wychowanka E.C. Bahii tak naprawdę dotychczas nic istotnego nie wywalczył - ani tytułu z drużyną, ani skalpu za indywidualne osiągnięcia. Ale wszystko przed nim.

3

Skończyły się czasy łojenia i przetrzepywania zadków maluczkim przez gigantów. I choć w przeszłości nie brakowało sensacji, niespodzianek i nieoczekiwanych rozstrzygnięć, dziś role te permanentnie odwracają się o równe sto osiemdziesiąt stopni. Okazuje się, że to, co widnieje na papierze, czyli suche statystyki, komentarze modrzących się pseudo-ekspertów i huczne zapowiedzi, zwykle nie ma większego przełożenia na praktykę. Bo w rzeczywistości aby wygrać mecz, który czysto teoretycznie miał być spacerkiem, trzeba się sporo nabiegać, powalczyć, pokazać hart ducha, zawziętość i przemożną chęć zwycięstwa. "Tekturowi" faworyci często o tym zapominają, mylnie sądzą, że ich oponenci będą mieli tu i ówdzie mokro już przed wyjściem na murawę tylko dlatego, iż usłyszeli nazwę "Brazylia", "Niemcy", "Francja", "Hiszpania"...

To są mistrzostwa świata, proszę państwa. Tu nikt niczego nie daje za darmo ani tym bardziej nie podarowuje, bo w wyścigu o najcenniejsze piłkarskie trofeum hojność nie jest w cenie.
Mundial to dla anonimowych/niedocenianych zawodników doskonała okazja do wypromowania się, pokazania się światu, udowodnienia niedowiarkom, że jednak do czegoś się nadają, mimo iż pierwotnie zostali bezmyślnie skreśleni przez nieczułych szkoleniowców. Dowiedzenie, że nie mieli racji ci, którzy spisywali ich na straty. Duża część z nich spełnia w końcu swoje marzenia...

Motywacja to bodaj największa broń w sporcie, nie tylko wyczynowym, ale także amatorskim, rekreacyjnym. Warto o tym pamiętać.
Sprawdza się odwieczna prawda, że mecz wygrywa się w głowie.
No cóż, oby więcej takich spotkań, jak dotąd.

1

Aby "El Nino Maravilla" pokazał w zespole Barcelony pełnię swoich możliwości, musi zostać natychmiastowo zwolniony z roli pomagiera Messiego. To samo zresztą tyczy się i Neymara. W innym wypadku, jeśli Luis Enrique nie ściągnie mu krępującego "kagańca bezpieczeństwa", wówczas znów będziemy mieli wątpliwą przyjemność oglądać zakneblowanego Alexisa.

2

Tello powinien odejść, bo tylko obciąża skład pierwszego zespołu.
Zesłać na powrót do rezerw? To były krok wstecz, jeśli nie dwa. Kierunek Portugalia? Jak najbardziej; nie mam wątpliwości, że wkomponowałby się w model Porto.
Swoją szansę w Barcelonie otrzymał, ale jej nie wykorzystał. Przez ostatnie dwa-trzy lata jakiegoś znaczącego progresu nie zanotował, nadal bazuje jedynie na szybkości i jednym prostym zwodzie. Charakterystyką skrzydłowego przypomina nieco Pedro, lecz pod względem technicznym zdecydowanie odstaje od Kanaryjczyka, w tej działce prezentując umiejętności godne młodzieżowca, a nie pełnoprawnego członka seniorskiej kadry.
Definitywna sprzedaż, gdyż wypożyczenie wydaje się być mniej korzystną opcją.

0

Reprezentacja "La Roja" to ucieleśnienie wszystkiego, co piękne i wartościowe w piłce nożnej: rozmach, widowiskowość, płynność konstruowanych akcji, tempo, szybkość, wymienność pozycji, nienaganna technika poszczególnych zawodników, ogromna kultura taktyczna i zespołowa solidarność. Drużyna wyjątkowa pod każdym względem.
Wyjście z tak trudnej grupy na pierwszy rzut oka wydaje się być przedsięwzięciem nierealnym, lecz podopieczni Sampaolego mogą zaskoczyć wszystkich - zarówno swoich zagorzałych sympatyków, jak i sceptycznych niedowiarków. Czy zapewnią sobie udział w fazie pucharowej? Jeśli tak, to będzie to tylko z korzyścią dla całego turnieju, który tym samym stokrotnie zyska na atrakcyjności w kwestii czysto sportowej.
Jedno jest natomiast pewne - oglądając mecze z udziałem Chilijczyków nie będzie można się nudzić.

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?