Georginio Wijnaldum był latem bardzo blisko przejścia do Barcelony, ale ostatecznie trafił do PSG. Holender wyjaśnił okoliczności tamtych wydarzeń oraz potwierdził, że gra na Camp Nou była jego marzeniem.
- Tak jak mówiłem wcześniej, kierowałem się odczuciami. Chciałem zostać w Liverpoolu, ale on nie dawał mi do zrozumienia, że tego pragnął. W takich przypadkach trzeba iść naprzód. Wtedy pojawiła się Barca. Bardzo się ucieszyłem, ponieważ tak jak większość holenderskich piłkarzy od dziecka marzyłem o tym klubie. Muszę jednak przyznać, że moim idolem był Zidane z Realu.
- Miałem bardzo dobre odczucia w związku z Barçą. Negocjacje trwały jednak bardzo długo i pojawiło się PSG. Sytuacja była inna niż sześć lat temu. To była pora na coś nowego. Bayern i Inter również się mną zainteresowały.
- Pierwsze kontakty z PSG miały miejsce podczas mistrzostw świata w 2014 roku. Francuzi próbowali mnie pozyskać, ale ja chciałem zostać jeszcze przynajmniej rok w PSV. Chciałem grać z Memphisem. Byłem kontuzjowany przez cały sezon i czułem, że miałem dług wobec kibiców. Zostałem i zdobyliśmy mistrzostwo. Później przyszło mi do głowy, żeby odejść, a PSG znów po mnie wróciło. Ja jednak wybrałem Newcastle.
- Rozmawiam z Memphisem o wszystkim, to nie typ piłkarza, który namawia do przejścia do jego klubu. Powiedział, żebym robił to, co czułem. Wyjaśniłem mu moją sytuację z Barceloną i PSG. Oczywiście możliwość gry wraz z nim byłaby marzeniem, ale przeznaczenie zdecydowało inaczej. Gramy razem w reprezentacji.
Komentarze (37)