Dyrektor ds. futbolu FC Barcelony wprowadził wiele zmian w funkcjonowaniu katalońskiego klubu, a jedna z nich dotyczy zmiennych w nowych kontraktach. Alemany zaostrzył dotychczasowe standardy z okresu władzy w Dumie Katalonii ekipy Josepa Marii Bartomeu. Stanowiły one, że zawodnikowi należy się premia za udział w odpowiednim procencie meczów z całego sezonu, niezależnie od ewentualnych absencji spowodowanych kontuzjami. Brak występu z powodu urazu był wyłączany z ogólnego rozrachunku. Tak więc dla przykładu piłkarz mający obiecaną premię za rozegranie co najmniej 50% spotkań w sezonie (w wymiarze minimum 45 minut za jeden występ) otrzymywał bonus zawarty w kontrakcie, nawet gdy większość sezonu był kontuzjowany, ale wziął udział w 2 z 3 meczów, w których był dostępny. Nie trzeba przypominać, jakie problemy zdrowotne gracze Barcelony mieli w ostatnich latach, a tego typu premie mogły w dużym stopniu obciążać budżet, żeby wspomnieć tylko przypadki Ousmane’a Dembélé czy Philippe Coutinho.
Teraz wraz z Alemanym pojawiła się tendencja do eliminowania takiego zapisu w umowach, a do rozrachunku mają być wliczane także spotkania, w których piłkarz był nieobecny z powodów zdrowotnych czy sankcji. Stanowi to dla klubu zabezpieczenie, gdy zawodnik ma przedłużające się problemy. Ta zasada nie dotyczy jednak trójki kapitanów (Sergio Busquetsa, Jordiego Alby i Gerarda Piqué), którzy już wcześniej negocjowali odroczenie pensji w swoich kontraktach i podpisali odpowiednie dokumenty. W ich przypadku do wyliczania premii nie bierze się pod uwagę okresu przymusowych absencji, więc wszystko zależy od decyzji trenera. Cała trójka jest jednak kluczowa nie tylko dla Xaviego, ale i dla całego zespołu. Trudno obecnie wyobrazić sobie innych zawodników z obecnej kadry na ich pozycjach, dających gwarancje wyższej jakości.
Dziennik Ara skupia się na sytuacji Piqué, który przez dłuższy czas gra z dolegliwościami. Stoper zgromadził powyżej 45 minut w 34 z 49 meczów Barcelony, a więc w 69,38% spotkań. Rozegrał 3101 z 4470 minut (69,37%). Nawet gdyby podlegał nowym zasadom, spełniłby wymóg dotyczący premii, również przy absencji do końca sezonu. Przy okazji gazeta przypomina też o ostatnich zaległościach Barcelony wobec Piqué. Zdaniem Ary niemal 3/4 pensji Katalończyka za obecny sezon zostało odroczone, więc Barça będzie musiała mu zapłacić w rozgrywkach 2022/2023 łącznie ponad 50 milionów euro brutto, nie tylko stałej pensji, ale też różnych dodatków czy zaległych płatności. Razem z Sergio Busquetsem i Jordim Albą, którym klub również jest dłużny określone kwoty, należność dla trójki kapitanów przekracza 120 milionów euro. Ara podsumowuje, że jest to spory problem dla Barcelony, biorąc pod uwagę chęć zrobienia miejsca w budżecie płacowym i wzmacniania kadry.
Komentarze (17)