Dani Alves obchodzi dzisiaj 39. urodziny i z tej okazji na Barça TV opublikowano dokument na jego temat zatytułowany „Cor Cule” [serce culé – przyp. red.]. Brazylijczyk opowiada w nim przede wszystkim o sobie i swojej karierze.
- Jestem wybrańcem. Nie jest łatwo trafić do Barçy i napisać historię, którą napisaliśmy. Dlatego uważam, że zostałem do tego wybrany. Często ludzie nie mają szczęścia oglądania tego, co dzieje się tu wewnątrz. Gdyby tak było, szanowaliby bardziej piłkarzy. Widziałem tutaj dorosłych ludzi płaczących jak dzieci, widziałem cierpienie. Więzi, jakie tu powstają, są wyjątkowe. Kiedy masz świetną szatnię, wygrywasz. Dlatego to, co było w Barcelonie, jest niepowtarzalne – mówi Brazylijczyk.
Obrońca opowiedział też nieco o trenerach: „każdy szkoleniowiec naznaczył mnie na swój sposób, ale Guardiola jest najlepszy. To maksimum tego, do czego mogłem aspirować. Każdy dzień z nim był lekcją. Każdy profesjonalista, którego trenuje Guardiola, będzie mógł kiedyś być trenerem. Na boisku cierpi się bardziej niż na trybunach. Kto mówi odwrotnie, nigdy nie był na murawie”.
- Pamiętam odpadnięcie z Ligi Mistrzów z Interem i Chelsea, ale to potrzebny ból. Czasem porażka budzi drzemiącego w tobie lwa. Dzięki niej mówisz, że od jutra będziesz odbudowywał się do wygrywania. Często mówię sobie, jak bardzo lubię wygrywać. To sposób życia. Kibice są nieodłączną częścią mojej pracy. My jesteśmy światłem, ale musimy być wdzięczni fanom. Bez dobrych trybun nie ma dobrego show. Kibice są magiczni, tak jak my – uważa Alves.
Komentarze (15)