Ronald Araújo już teraz jest obok m.in. Gaviego jednym z idoli kibiców Barcelony, ze względu na swoją pasję, zaciętość i pełne poświęcenie. W finale Superpucharu Hiszpanii urugwajski obrońca rozegrał kolejny świetny mecz i wyłączył z gry Viníciusa.
Araújo już trzeci raz w spotkaniu z Realem Madryt wystąpił na prawej obronie, czyli pozycji nienaturalnej dla siebie, i trzeci raz spisał się fenomenalnie. Początkowo na decyzję Xaviego duży wpływ miał czynnik losowy - Dani Alves doznał kontuzji tuż przed meczem na Bernabéu w zeszłym sezonie. W takiej sytuacji to Urugwajczyk otrzymał od trenera misję zatrzymania lewego skrzydłowego Los Blancos. Eksperyment się powiódł, Vini Jr został zneutralizowany, a Barça wygrała wtedy aż 4:0. Również w wygranym 1:0 meczu towarzyskim w Las Vegas przed obecnym sezonem Ronald zagrał na boku obrony.
W niedzielę Araújo odzyskał cztery piłki, wygrał dwa pojedynki i był poprawny w grze z piłką przy nodze (87,5% celności podań). Jednak liczby nie oddadzą jego bardzo dobrej postawy w rywalizacji z Viníciusem. Nie licząc jednej sytuacji, w której Urugwajczyk musiał ratować się faulem, za który otrzymał żółtą kartkę, można było odnieść wrażenie, że brazylijski skrzydłowy nie ma zbyt dużej chęci do gry. Co więcej, piłkarz Realu momentami przemieszczał się w inne sektory boiska, aby nie musieć mierzyć się z silnym i bardzo szybkim obrońcą Barcelony. Araújo pokazał, że jest w stanie w ekspresowym tempie wrócić do wysokiej formy po kontuzji i praktycznie „schował do kieszeni” jednego z najbardziej wartościowych skrzydłowych świata (przynajmniej według serwisu Transfermarkt).
Podobnie jak Gavi, Ronald stał się dla Barçy kimś więcej niż tylko zawodnikiem - jest jej duszą. Piłkarz pochodzący z Ameryki Południowej nie boi się żadnych wyzwań, może z powodzeniem wystąpić w kluczowym meczu na nienaturalnej dla siebie pozycji, a ze względu na swój charakter wydaje się idealnym kandydatem na przyszłego kapitana zespołu. Jeżeli pozwoli mu na to zdrowie, Araújo może stanowić o sile defensywy Barcelony przez kolejne kilkanaście lat.
PS. Tylko nie mówcie o tym Viníciusowi…
Komentarze (38)